sobota, 5 kwietnia 2014

Tydzień pełen wrażeń

W tym poście opiszę kilka ostatnich dni.
  • Poniedziałek:
W poniedziałek, jak zwykle pojechałam czyścić akwarium Tosi. Żadna nowość. Potem była poprawa testu z historii, a po niej plastyka. Na plastyce robiliśmy tulipany z bibuły. Następnym przedmiotem był polski, po którym na przerwie chciałam wyciągnąć sobie drugie śniadanie i, gdy sięgnęłam po kanapkę... plecak był mokry. Trochę żenada. Nieść przez szkołę plecak, a do tego jeszcze dochodzi, że mleko miało ważność do soboty. Obciach!
  • Wtorek: 
Prima Aprilis! Ale nie dla szóstej! Oni pisali test po podstawówce. W telewizji mówili, że ten test jest bardzo prosty i, że każdy , nawet jeśli nie zda, przejdzie do gimnazjum.My mieliśmy oczywiście dzień wolny. Za rok my będziemy tak pisać, tyle że my jesteśmy "królikami doświadczalnymi" i nasz rocznik będzie pisał testy z matematyki, przedmiotów humanistycznych i angielskiego! Czeka sporo nauki :P
  • Środa:
W środę nie poszłam do szkoły, lecz pojechałam do ortodontki. Kiedy przejeżdżaliśmy przez Haczów mama musiała iść do gminy po jakieś papiery. Ja chciałam sobie kupić nowy FunClub więc mama pozwoliła mi pójść do najbliższego sklepu i zobaczyć czy jest. Nie było go, tak samo jak mamy. "Widocznie jeszcze nie wróciła"- pomyślałam i poszłam do sklepu znajdującego się nieco dalej. Gdy wróciłam mama już czekała i nie była zadowolona z samodzielnej wędrówki. Po dotarciu do Jasła poszliśmy do ortodonty, gdzie odciśnięto mi górne uzębienie. 30 kwietnia mam przyjechać po gotowy aparat (całe szczęście, bo 3 maja kończę 12 lat). Następnie poszliśmy na rynek i na targ. Mieliśmy kupić nowe buty i kurtkę. Po kilku minutach spaceru po targu powiedziałam mamie, że idę zobaczyć gdzie sprzedają kwiaty, bo ostatnio zainteresowałam się ogrodnictwem. Zabłądziłam. Kilka razy obeszłam (dosłownie) targ dookoła. Wreszcie znalazłam śliczne kwiaty. Pewna pani sprzedawała najpiękniejsze bratki jakie widziałam. Były tam fioletowo- żółto- czarne, pomarańczowo -czarne,żółte, granatowe i wiele, wiele więcej.  Mama mnie znalazła i poszliśmy na pizze do pizzerii "Faraon", mieszczącej się na przeciwko parku.Potem pojechaliśmy na chwilkę do nie daleko mieszkającej babci.A następnie był czas na powrót do domu. Gdy jechaliśmy przez Krosno wstąpiliśmy do galerii. Nie wiem, która jest lepsza: w Krośnie, czy w Jaśle. Była spora, a w środku mnóstwo sklepów. Galerie to "moje królestwa". Uwielbiam butiki i inne sklepy z ubraniami, ale galerie to właśnie moja bajka ;) Gdy wróciliśmy do domu miałam sporo lekcji do zrobienia. Pisałam prawie do 23.00!
  • Czwartek:
To był chyba jakiś żart Prima Aprilisowy! W piątek miał być Konkurs Wiedzy Pożarniczej.A tym czasem zrobiono go w czwartek. Wiem, mogłam się przygotować na wszelki W, ale kiedy!? Mimo, że zdobyłam tylko 12 punktów, jestem zadowolona. Każdy dostał jednak uroczego misia w czapce służbowej i odblaskowej kamizelce. Poznałam też 3 dziewczyny z II gimnazjum:
-Kasię,
-Wiktorię
i Klaudię.
  • Piątek (wczoraj):
Normalny dzień jak co dzień :/
  • Sobota (dziś):
Bardzo dziś wietrznie! Pranie na sznurku wysuszyło się ekspresowo. Fajna była też zabawa z prześcieradłem, które wiatr trzepał tak mocno, że latało wysoko nad ziemią. Wcześniej byłam w sklepie. Taki jakiś spokojny dzień jak na razie :)