wtorek, 28 stycznia 2014
Narciarskie szaleństwo
Wow!- tak można najkrócej określić dzisiejszy wyjazd. Wyjechaliśmy o 8.00 rano. Po dotarciu na miejsce bus zaparkował na parkingu, a my w jednej chwili znaleźliśmy się w wypożyczalni sprzętu. Był to niewielki, przytulny domek. W środku było upalnie gorąco ( zwłaszcza po wejściu do środka ). Podaliśmy nr buta, wagę i dostaliśmy odpowiednie buty i narty. Nogi mnie bolą po tych butach do teraz. Grupa, która umiała jeździć szła na większy stok, natomiast dziewczyny zostały na mniejszym bo wszystkie byłyśmy tam po raz pierwszy. Oprócz dziewczyn był jeszcze Szymek z 6 i Marcin z 4. Julka i Ewelina ( nie jest z naszej szkoły ale była w naszej grupie bo jej ciocia uczy u nas angielskiego ) radziły sobie najlepiej. Pan Maciek (instruktor) pokazywał jak mamy jechać i hamować. Pierwsze niezbyt dobrze sobie radziłam. Raz skręciłam tak mocno, że upadłam na narty, a one jechały to było jak na sankach. O 12.00 był ciepły posiłek (zapiekanka i gorąca herbata ). Potem szło mi dużo lepiej. Umiałam skręcać i hamować. Kiedy zrozumiałam jak to ma być, wszystko nagle zaczęło być proste. Jeździliśmy do 15.00. Szkoda mi było Marleny, bo noga zaczęła ją boleć. Na koniec mieliśmy wjechać na szczyt stoku na takich talerzykach jadących po linie, nie znam dokładnej nazwy. Nie wolno było na nie siadać tylko należało się oprzeć i mocno trzymać. Lina nagle przyśpieszyła i wylądowałam na glebie, Emilka w rowie, a Ania na siatce. Instruktor mówił, że Amelka chyba pobiła rekord w spadaniu nart z butów. Po dniu na stoku oddaliśmy karty, które dostaliśmy na początku. Trasy te miały dziwny początek "Kiczera" pełna nazwa to "Kiczera ski". Chciała bym jechać 4 lutego ale znów należało by wpłacić 53zł, to dość drogo. Nie zapomnę jednak tego do końca życia, bo świetnie się bawiłam, a to jest najważniejsze :-)
poniedziałek, 27 stycznia 2014
To już jutro!!!
Wjazd na narty już jutro. Nie mogę się doczekać! Na początku się troszkę bałam. Potem nie miałam o ten wyjazd żadnych obaw. A teraz przebiega przeze mnie dreszcz i adrenalina! Zobaczyłam na stronie szkoły zdjęcia z poprzedniego wyjazdu, który był w zeszłym roku. Były tam wielkie stoki i ogromny wyciąg. Ciekawe jak tam będzie, czy my też jedziemy na ten sam wyciąg. Jestem podniecona i na pewno nigdy nie zapomnę tej wycieczki. To będą moje pierwsze kroki na nartach. Jadę w czarnych dżinsach, bo nie mam kombinezonu :(. Ale po co się przejmować? Przecież nie ja jedyna. Ok idę spać bo musimy być przed szkołą na 8.00 :D
sobota, 25 stycznia 2014
3 dni wstecz i 3 do przodu
Trochę ostatnio nie pisałam, bo Paweł nie dopuszczał mnie do kompa. Od razu, więc chcę napisać o wydarzeniach, które miały miejsce w ostatnich dniach. Otóż w środę mieliśmy wizytę u dentystki. To był tylko przegląd zębów i lakowanie, czyli nic takiego szczególnego. A w czwartek, tak jak się umówiliśmy z panią, przyszliśmy na 9.00 do szkoły. Tym razem było nas mniej niż poprzednio. Tylko:
-ja
-Ania
-Marlena
-2 Natalki
a pod koniec doszła do nas Anita, która myślała, że mamy na 10.00. Robiliśmy działania i były one na puzzlach. W poniedziałek będzie ostatnie takie spotkanie i również na 10.00. Ok to teraz trochę pójdę do przodu i napiszę o wyjeździe na narty. Przed świętami dostaliśmy propozycję o wyjeździe na narty do Puław. Sądziłam, że w domu nikt się nie zgodzi na wyjazd, ale najwyraźniej się pomyliłam. Kosztowało to 50zł, czyli prawie wszystko z mojej skarbonki. Po przerwie świątecznej powiedziano nam, że musimy dopłacić jeszcze po 3zł, bo transport podrożał. Nie mogę się już doczekać! We wtorek mamy się stawić przed 8.00 przed szkołą. W cenę, którą podałam powyżej, wliczony jest:
-transport
-1 ciepły posiłek
-opiekę instruktora szkółki narciarskiej
-(w razie potrzeby) pomoc medyczną.
Wiem, że na wycieczkę tą jedzie Emilka, Amelka,Ola, Marlena, Ania i ja. Nie wiem czy to wszyscy, ale się cieszę i nic, nawet katar, który mnie ostatnio złapał nie zdoła tego zepsuć :D
-ja
-Ania
-Marlena
-2 Natalki
a pod koniec doszła do nas Anita, która myślała, że mamy na 10.00. Robiliśmy działania i były one na puzzlach. W poniedziałek będzie ostatnie takie spotkanie i również na 10.00. Ok to teraz trochę pójdę do przodu i napiszę o wyjeździe na narty. Przed świętami dostaliśmy propozycję o wyjeździe na narty do Puław. Sądziłam, że w domu nikt się nie zgodzi na wyjazd, ale najwyraźniej się pomyliłam. Kosztowało to 50zł, czyli prawie wszystko z mojej skarbonki. Po przerwie świątecznej powiedziano nam, że musimy dopłacić jeszcze po 3zł, bo transport podrożał. Nie mogę się już doczekać! We wtorek mamy się stawić przed 8.00 przed szkołą. W cenę, którą podałam powyżej, wliczony jest:
-transport
-1 ciepły posiłek
-opiekę instruktora szkółki narciarskiej
-(w razie potrzeby) pomoc medyczną.
Wiem, że na wycieczkę tą jedzie Emilka, Amelka,Ola, Marlena, Ania i ja. Nie wiem czy to wszyscy, ale się cieszę i nic, nawet katar, który mnie ostatnio złapał nie zdoła tego zepsuć :D
wtorek, 21 stycznia 2014
Feriowa matma
Wczoraj byłam na 10.00 w...SZKOLE. Pani Iwona pomyślała o ćwiczeniu działań z ułamkami.Mimo, że są ferie było całkiem fajnie (w szkole zawsze jest fajnie,przynajmniej tak myślę). Było nas 8:
-ja,
-Ania,
-Kuku,
-Marlena,
-Anita,
-2 Natalki
i Maciek.
Graliśmy w taką grę.Siedzieliśmy nad tym prawie dwie godz. Drugie takie spotkanie mamy w czwartek na 9.00, bo III gimnazjum ma z panią takie ćwiczenia o 10.00. Jeśli chodzi o Tosię to wszystko ok z pewnym wyjątkiem. Marla mówiła, że kiedy przyniosła to wszystko do domu okazało się, że grzałka pękła. Zaraz po przyjściu na zajęcia powiedziała o tym pani, a ta dała jej dwie grzałki, które miała od poprzednich właścicieli Tośki. Jedyna różnica jest taka, że nie ma na nich termometrów i przez to nie wyłączają się automatycznie tylko należy pilnować temperatury i w odpowiednim czasie wyłączać grzałki. Nic po za tym co wymieniłam się raczej nie wydarzyło. Jutro idę do dentysty na przegląd zębów. Świetna okazja na kupienie babci prezentu choć trochę spóźnionego, bo dziś złożyłam życzenia ale samej nie wolno mi wyjść kiedy mama jest w pracy, więc nie miałam prezentu :(
-ja,
-Ania,
-Kuku,
-Marlena,
-Anita,
-2 Natalki
i Maciek.
Graliśmy w taką grę.Siedzieliśmy nad tym prawie dwie godz. Drugie takie spotkanie mamy w czwartek na 9.00, bo III gimnazjum ma z panią takie ćwiczenia o 10.00. Jeśli chodzi o Tosię to wszystko ok z pewnym wyjątkiem. Marla mówiła, że kiedy przyniosła to wszystko do domu okazało się, że grzałka pękła. Zaraz po przyjściu na zajęcia powiedziała o tym pani, a ta dała jej dwie grzałki, które miała od poprzednich właścicieli Tośki. Jedyna różnica jest taka, że nie ma na nich termometrów i przez to nie wyłączają się automatycznie tylko należy pilnować temperatury i w odpowiednim czasie wyłączać grzałki. Nic po za tym co wymieniłam się raczej nie wydarzyło. Jutro idę do dentysty na przegląd zębów. Świetna okazja na kupienie babci prezentu choć trochę spóźnionego, bo dziś złożyłam życzenia ale samej nie wolno mi wyjść kiedy mama jest w pracy, więc nie miałam prezentu :(
sobota, 18 stycznia 2014
Kaloryfer
Cały tydzień coś się dzieje- to pękło akwarium, to jakiś wirus, to konkurs z matmy, a tu kiedyś-cieknący kaloryfer. Dziś wujek Mirek przyjechał go naprawić. Potrzebne mu były jakieś klucze (ja nie wiem jakie bo się na tym nie znam :P), a mój brat Paweł- 8-letni ekspert od tego typu rzeczy przyniósł klucze, po które wujek miał pójść. Chodziło właśnie o te i wszyscy śmialiśmy się, że Paweł to by się wujkowi przydał na pomocnika :D. Potem wujek zaczął odkręcać grzejnik, z którego pryskała woda. Teraz jest już ok. Woda też już nie kapie.Wcześniej patrzyliśmy z Pawłem na to całe zdarzenie, a Paweł znalazł 2Gb-ową kartę SD, którą tam kiedyś upuścił.Była cała w pajęczynach i kurzu, ale nadal działa. A wracając do galarety ze wczorajszego posta- była przewyborna! Najlepsze było w niej mięso. A ponieważ lubię pokropić galaretę octem to było to (jak z resztą za każdym razem) polane,jak to babcia mówi-"cysterną octu :). Teraz mały mechanik bierze kąpiel. Ja też muszę iść umyć głowę, gdyż po tygodniu pełnym wrażeń moje włosy są stanowczo zbyt tłuste!
piątek, 17 stycznia 2014
Po chorobie...
Dziś wróciłam do szkoły. Z samego rana pisaliśmy konkurs na najlepszego matematyka w klasie. Ja i Kuku zajęłyśmy I miejsce, II Karolina i III Ania. W zeszłym roku też był konkurs z matmy tylko, że nie klasowy lecz IV-VI . I miejsce- ja :), II Natalka ( o rok starsza od nas) i III Nikola (rówieśniczka Natalki). Tamten konkurs miał 4 części i trwał cały rok. Pisaliśmy taki jakby egzamin z przerobionych działów z książki. Ale wracając do tematu to sporo się dziś działo, jak zawsze przed dłuższymi przerwami w nauce. Szczęśliwym numerkiem był dziś nr 7, czyli ja ;) (szczęśliwy nr to codzienne losowanie numeru przez przewodniczącego szkoły, wylosowany nr zostaje powieszony na tablicy i chroni on od niespodziewanych kartkówek i pytania). Tosi pękło akwarium na dole. Właściwie to nie pękło całe tylko kawałek, ale po co wracać do szczegółów. Zaczęło cieknąć. Szybko skończyliśmy kartkówkę, którą pisaliśmy pod koniec lekcji i zabraliśmy się za spuszczanie wody. Na szczęście woda nie ciekła szybko przez pęknięcie. Po spuszczeniu wody i zebraniu kamieni. Tosię włożyliśmy do plastikowego pudełka i nalaliśmy trochę wody. Marlena jeszcze kiedyś mówiła że weźmie ją na ferie do domu. I co teraz??? Akwarium pęknięte, więc gdzie ma ją trzymać? Maciek uratował sytuację. Miał on na szczęście akwarium w domu i powiedział, że przyniesie je jej zaraz po szkole. Po lekcjach znów zrobił się problem. Marlena i Karolina, która jest rok starsza od nas, nie wiedziały, że nie ma wf-u (ja dowiedziałam się dzięki koleżanką na fb). Karolina wyrolowała Marlenę i poszła sobie sama na nogach. One zwykle jeżdżą z tatą Karoliny lecz on nie wiedział nic o braku wf. Był problem. Ja, Ania i Karolina (z naszej klasy) zostałyśmy jeszcze chwilkę na górze z Marleną. Ostatnia lekcja była zajęciami z wychowawcą. Pani Renata wróciła jeszcze na chwilę do klasy. Wymyśliła ona sposób na przewóz Tosi. Pani Justyna (od angielskiego) już miała wychodzić gdy nasza pani do niej zawołała i zapytała czy wzięła by Marlenę z Tosią. Marla pojechała do domu. Ja, Karli i Ania jak zwykle poszłyśmy na nogach. Ale za to w domu czekała niespodzianka. Na kolację była pizza, a trochę później babcia zaczęła robić galaretę z nóżek. Mniam! Nie mogę się doczekać aż zjem ją na śniadanie z chlebem i polaną octem :D
środa, 15 stycznia 2014
To chyba wirus
Po przerwie świątecznej zaczął panować jakiś wirus na ból żołądka. Trzy dni po przerwie w szkole nie było Ani, ponieważ dużo wymiotowała, a mało brakowało, a znalazła by się w szpitalu- tak przynajmniej mówiła. Po choince, która była w niedzielę w szkole nie było Karoliny. Wczoraj była u mnie pożyczyć zeszyty. Dzisiaj nie wiem czy była bo sama nie poszłam do szkoły. Ona też mówiła, że wymiotowała. Wczoraj w szkole mnie i Wiki bolały rano brzuchy. Ciekawe czy poszła dziś do szkoły? Ja wymiotowałam w nocy i rano. Źle się czuję i myślę czy oprócz mnie jest ktoś dziś nieobecny. :C
niedziela, 12 stycznia 2014
Choinka szkolna
Właśnie
wróciłam ze szkolnej choinki bolą mnie nogi, ale nie żałuję. Dzieci 0-3 miały
do 18.00 a my 4-6 mieliśmy mieć do około 20.30 czy coś takiego jeśli będziemy
się "ładnie bawić", gimnazjum chyba ma do 21.00. Na początku były
jasełka i przedstawienie kl.2,potem była impreza. Dla najmłodszych klas
przyjechała jakaś pani, która przebierała się za clowny. Raz ubrała sobie
srebrne włosy anielskie i wyglądała jakby się dosłownie "z choinki
urwała". Były też oczywiście dwa tańce, na które nikt nie jest za stary,
czyli oczywiście "Kaczuchy" i "Labada" ;D. Gdy dobiegł koniec zabawy dzieci przyszła kolej na nas. Tańczyliśmy, a potem gdy bolały nas nogi grałyśmy w "Magiczną kule" na mojej komórce, którą ściągnęłam ze "Samsung Apps". Teraz padam z nóg a jutro idę do Tosi na 7.15! Muszę się solidnie wyspać!:P
sobota, 11 stycznia 2014
Na lekcji religii
Lekcja religii-jedna z najluźniejszych. Pamiętam ( to chyba było w październiku ) przyszedł ksiądz ( od 1 do 4 uczy siostra ) i jak zwykle gdy usiadł na krzesło oparł się i tak siedział jak zwykł na każdej lekcji religii (ksiądz opiera się u nas zawsze tak mocno, że krzesło aż skrzypi) . Maciek i jeden z Konradów przed lekcją podkręcili w nim coś. Kiedy ksiądz się oparł oparcie poleciało na podłogę, a ksiądz wisiał w powietrzu trzymając się podłokietników fotela obrotowego.
-Maciek- wołał.- Chodź mi tu pomóż!
Cała klasa miała wielki ubaw widząc jak chłopaki naprawiają oparcie. Ksiądz chyba do teraz nie wie kto mógł to zrobić, a ja kiedy sobie o tym przypomnę śmieje się na cały głos ;D
Lub pamiętam też jak ksiądz nam mówił o Kainie i Ablu no i Emilka, z którą siedzę w ławce rozmawiała trochę ze mną. W pewnej chwili obiły mi się o uszy słowa "Kain i Kabel" wypowiedziane przez nią. Emi też to zauważyła. Zaczęłyśmy chichotać i do teraz to pamiętamy ;D
-Maciek- wołał.- Chodź mi tu pomóż!
Cała klasa miała wielki ubaw widząc jak chłopaki naprawiają oparcie. Ksiądz chyba do teraz nie wie kto mógł to zrobić, a ja kiedy sobie o tym przypomnę śmieje się na cały głos ;D
Lub pamiętam też jak ksiądz nam mówił o Kainie i Ablu no i Emilka, z którą siedzę w ławce rozmawiała trochę ze mną. W pewnej chwili obiły mi się o uszy słowa "Kain i Kabel" wypowiedziane przez nią. Emi też to zauważyła. Zaczęłyśmy chichotać i do teraz to pamiętamy ;D
piątek, 10 stycznia 2014
Czyszczenie akwarium
Akwarium Tosi (klasowego żółwia) czyścimy codziennie. Ja mam "dyżur" w poniedziałki, ale przychodzę czasami też w piątki. Piątkowe zmiany są na 8.00 a w resztę dni są na 7.15. Choinkę mamy w niedzielę i kilka osób z mojej klasy występuje w jasełkach (mnie siostra nie wzięła:( ). Osoby te musiały iść na próbę i zostaliśmy z Anią, Olą, Marleną, 2 Natalkami i 2 Konradami w klasie. Ja i Ania zajęłyśmy się akwarium, ale tylko kończyłyśmy tą czynność, bo zanim reszta klasy poszła na tą próbę zdążyliśmy trochę zrobić. Ja z Anią podłączyłyśmy rzekomo umyty filtr i woda nie leciała przez fontannę, tylko coś brzęczało. Odruchowo wyłączyłam filtr z prądu. Razem poszłyśmy wszystko dokładnie umyć. Po powrocie z łazienki gdy podłączyłyśmy go znów i...woda pryskała przez fontannę do góry. Chciałyśmy to poprawić, a gdy przekręciłyśmy rurkę od fontanny wpadłyśmy na pomysł, że rurka ta nie musi iść dziurkami prosto w dół. Przekręciłyśmy go tak, by woda leciała łukiem na wysepkę. Potem poszłyśmy z Anią umyć Tosię (myłam ją już wcześniej z Wiki [pseudonim Kuku-powstał z początku jej nazwiska], ale drugi raz nie zaszkodził). Mieliśmy na 9.00 więc mieliśmy resztę godziny wolnej. Na j.polskim poszliśmy do pracowni komputerowej i na technice też, bo nie było sensu zaczynać lekcji bez 7 osób. Potem na przerwie przed j.angielskim pani Iwona (od matmy) była nakarmić wybredną żółwicę kawałkami sparzonych piersi kurczaka. Tosia jest od pewnego czasu wybredna kiedyś lubiła krewetki a teraz jada tylko takie mięso.Na obiad jadłam pierogi jedne z jabłkami a na drugim talerzu ruskie. Z jabłkami były potrzepane cukrem a wśród nich znalazł się...jeden ruski. Blee... ruski z cukrem :(
Ortodontka
Wczoraj byłam u ortodonty. Zaraz po szkole zjadłam obiad,umyłam zęby i pojechaliśmy. Nie zdążyłam zrobić zadania i musiałam je robić po powrocie do domu. Ortodontka tylko patrzyła i coś pisała. Mówiła tylko ściśnij zęby lub otwórz buzię szeroko. Jeśli ją dobrze zrozumiałam to 2 kwietnia jadę znów prawdopodobnie już po aparat (ściągany). Po tej wizycie ja mój brat Paweł i mama pojechaliśmy do cioci, która mnie zarejestrowała do ortodontki, bo pracuje obok. Jechaliśmy do niej pierwszy raz, bo ślub był we wrześniu a nieraz czas nie pozwalał nawet na chwilę tam zajrzeć. W domu ma bardzo przytulnie. byliśmy u niej hmmm...2 lub 3 godz. Nadszedł czas na powrót do domu. Po drodze musieliśmy jeszcze wstąpić do sklepu, gdzie spotkałam panią od matmy(mieszka w tej miejscowości, gdzie byliśmy w sklepie)! Kupiliśmy kilka rzeczy i wróciliśmy do domu. Zadanie robiłam do 22!
środa, 8 stycznia 2014
Witam Wszystkich
Hejka jestem Angela a ten blog ma posłużyć za taki internetowy pamiętnik gdzie będę opisywać swoje ciekawe przeżycia w szkole, w domu lub gdzieś indziej. Osoby, które zainteresują się moimi postami zapraszam do komentowania i udostępniania na FB. Chodzę do 5 klasy. W każdy poniedziałek chodzę do szkoły na 7.15 aby posprzątać u klasowego zwierzątka- żółwicy Tosi. Urodziłam się na konstytucję, czyli 3 maja. W ławce siedzę z Emilką, a w mojej klasie jest 15 uczniów ( 12 dziewczyn i 3 chłopaków ). Postaram się dodawać posty jak najczęściej. Zapraszam do czytania moich postów ;)
Subskrybuj:
Posty (Atom)