poniedziałek, 29 grudnia 2014
Święta, święta i... pojutrze Sylwester xD
Ok, wracam po kilkudniowej przerwie w blogowaniu. Wydarzyło się nie wiele. Święta minęły szybko, a pojutrze jeden z moich ulubionych dni w roku - Sylwester (oprócz niego do najlepszych należy Wigilia i moje urodzinki ;D). Wigilia - objadłam się jak nie wiem, trzeba będzie przejść na dietę ;) Boże Narodzenie - tak jak na Wigilię przyjechał wujek Lutek z ciocią Gosię, Michasią i Dominiką. W drugi dzień świąt jak co roku jechaliśmy do babci do Glinika. Po drodze znów wymiotowałam -,- No cóż kolejny króciutki wpis, bo w sumie nawet nie mam o czym pisać. Spodziewajcie się za to wyjątkowej relacji z Sylwestra. Prócz tego dodałam na bloga stronkę z zumbą. Zumba to połączenie tańca latynoamerykańskiego z fitnessem :)) Ja często go tańczę (włączam na YT filmik z zumbą do danej piosenki i powtarzam ruchy instruktorów). Zachęcam do zumby bo warto. Jeśli chodzi o instruktorów to polecam zumbę Hakima albo Przemka Waszczyna. Z resztą ulubione zumby będę wrzucać w każdy wtorek i czwartek na stronkę "Moja Zumba" na blogu. Ok, to baj! Powodzenia z zumbą ;*
piątek, 26 grudnia 2014
Wyświetlenia
Hey! Przez święta było dość mało wyświetleń, ale
dla zachęty podam Wam wyświetlenia od założenia bloga do dziś w różnych
krajach ;) Dość krótki post, ale za to zw następnym opiszę minione święta.
| |||||||||||||||||||||
| |||||||||||||||||||||
poniedziałek, 22 grudnia 2014
Życzenia Bożonarodzeniowe ;**
Z okazji Bożego Narodzenia
Składam najlepsze życzenia
Wiele zdrowia, pomyślności
Szczęścia i stosu słodkości
Samych piątek, szóstek w szkole
Niech uśmiechu nie jedzą mole
I radości w Nowym Roku
Żadnej smutnej łezki w oku
Spełnienia każdego marzenia
Co jeszcze do życzenia?
Super zabaw sylwestrowych
I choinek kolorowych :*
Sama wymyśliłam, Pozdrawiam - Angela ;*
Składam najlepsze życzenia
Wiele zdrowia, pomyślności
Szczęścia i stosu słodkości
Samych piątek, szóstek w szkole
Niech uśmiechu nie jedzą mole
I radości w Nowym Roku
Żadnej smutnej łezki w oku
Spełnienia każdego marzenia
Co jeszcze do życzenia?
Super zabaw sylwestrowych
I choinek kolorowych :*
Sama wymyśliłam, Pozdrawiam - Angela ;*
niedziela, 21 grudnia 2014
Wigilia klasowa, czyli ostani dzień szkoły w 2014 roku
Piątek 19.12.2014 = Wigilie Klasowe = mega-zamieszanie = super-ubaw
Mieliśmy niby mieć 2 pierwsze lekcje ale w naszym przypadku był to wf i muzyka. Na wf nie było żadnych ćwiczeń, tylko próba na akademię ("Opowieść Wigilijna"), a na muzyce z kolei pani poszła do swojej klasy, Kuku poszła pisać coś z angielskiego, a pozostali przygotowywali stół i zajmowali miejsca przy nim, żeby potem nie było zamieszania. Po tych kilku minutach lataliśmy w te i wewte po całej szkole łamać się opłatkami z nauczycielami i innymi klasami. Klasa Ig miała wigilię klasową na pierwszej lekcji i resztę wolną (zazdroszczę). Wybiegaliśmy się po szkole i wróciliśmy do klasy w samą porę na wigilię. Julka przyniosła gołąbki, Wiki pierogi z ziemniakami, Konrad (nr w dzienniku13) z kapustą, Emilka placek z galaretką, Marlena kawowy, Anita ciastka, Nati orzeszki (ciastka) i Maciek makowiec i paluszki do barszczu (każdy miał przynieść sb w torebce kupny "Gorący kubek" ale nikt mimo, że się go miało nie wypił ani łyczka). Wymienić niby łatwo, ale do jedzenia to było bardzo dużo. Śpiewaliśmy kolędy i atmosfera była przyjemna, a w pewnym momencie... śpiewali sami Maciek i Konrad (13). Nagrałam ich (bez ich wiedzy) i miałam wrzucić filmik, ale trochę nie miło nie pytać o zgodę, a na pewno by się nie zgodzili. Powiem tylko, że śpiewali "Dzisiaj w Betlejem" i "Bóg się rodzi". Wyszło super śmiesznie xD Potem poszliśmy wszyscy na "Opowieść Wigilijną" i na tym też nie obyło się bez "wpadki". Daniel z 5 kl idąc za kulisy potrącił tablicę (taką małą użytą jako rekwizyt), a ta spadła na podłogę. Cała sala wybuchła śmiechem. Po przedstawieniu, podczas przemówienia pani dyrektor, Dawid z 5 kl i Kuku byli aż czerwieni z gorąca. Sama im się w sumie nie dziwię, bo Wiktoria miała na sobie sukienkę i na tym jeszcze inne dość grube ubrania, a Dawid kurtkę zimową. No ale - już po wszystkim i teraz to co było najbardziej wyczekiwane - wolne! Szkoda, że tylko do 7 stycznia, ale lepsze to niż nic. A wiecie co będzie 8 stycznia? Mój blog kończy rok :D Jak na razie mamy ponad 1700 wyświetleń. Dobijemy do 2000??? W związku ze zbliżającymi się świętami w najbliższych dniach poświęcę cały post na życzenia :)
Mieliśmy niby mieć 2 pierwsze lekcje ale w naszym przypadku był to wf i muzyka. Na wf nie było żadnych ćwiczeń, tylko próba na akademię ("Opowieść Wigilijna"), a na muzyce z kolei pani poszła do swojej klasy, Kuku poszła pisać coś z angielskiego, a pozostali przygotowywali stół i zajmowali miejsca przy nim, żeby potem nie było zamieszania. Po tych kilku minutach lataliśmy w te i wewte po całej szkole łamać się opłatkami z nauczycielami i innymi klasami. Klasa Ig miała wigilię klasową na pierwszej lekcji i resztę wolną (zazdroszczę). Wybiegaliśmy się po szkole i wróciliśmy do klasy w samą porę na wigilię. Julka przyniosła gołąbki, Wiki pierogi z ziemniakami, Konrad (nr w dzienniku13) z kapustą, Emilka placek z galaretką, Marlena kawowy, Anita ciastka, Nati orzeszki (ciastka) i Maciek makowiec i paluszki do barszczu (każdy miał przynieść sb w torebce kupny "Gorący kubek" ale nikt mimo, że się go miało nie wypił ani łyczka). Wymienić niby łatwo, ale do jedzenia to było bardzo dużo. Śpiewaliśmy kolędy i atmosfera była przyjemna, a w pewnym momencie... śpiewali sami Maciek i Konrad (13). Nagrałam ich (bez ich wiedzy) i miałam wrzucić filmik, ale trochę nie miło nie pytać o zgodę, a na pewno by się nie zgodzili. Powiem tylko, że śpiewali "Dzisiaj w Betlejem" i "Bóg się rodzi". Wyszło super śmiesznie xD Potem poszliśmy wszyscy na "Opowieść Wigilijną" i na tym też nie obyło się bez "wpadki". Daniel z 5 kl idąc za kulisy potrącił tablicę (taką małą użytą jako rekwizyt), a ta spadła na podłogę. Cała sala wybuchła śmiechem. Po przedstawieniu, podczas przemówienia pani dyrektor, Dawid z 5 kl i Kuku byli aż czerwieni z gorąca. Sama im się w sumie nie dziwię, bo Wiktoria miała na sobie sukienkę i na tym jeszcze inne dość grube ubrania, a Dawid kurtkę zimową. No ale - już po wszystkim i teraz to co było najbardziej wyczekiwane - wolne! Szkoda, że tylko do 7 stycznia, ale lepsze to niż nic. A wiecie co będzie 8 stycznia? Mój blog kończy rok :D Jak na razie mamy ponad 1700 wyświetleń. Dobijemy do 2000??? W związku ze zbliżającymi się świętami w najbliższych dniach poświęcę cały post na życzenia :)
wtorek, 16 grudnia 2014
WOJEWÓDZKI ! ! !
Aaaaaa!!!!!!!!!!!!! Nie wierzę, no nie wierzę normalnie! Ja i Maciek jesteśmy w wojewódzkim, trzecim, ostatnim etapie w konkursie z przyrody!!! Nie, no ja nie wierzę! Jedziemy do Rzeszowa, terminu jeszcze nie znamy. Kto mi nie wierzy niech wejdzie na tą stronę i znajdzie miejsce 49:
http://www.ko.rzeszow.pl/konkursy/wyniki/2014/wyniki_sp_2_etap_przyroda.pdf
Dość krótki post, ale równocześnie oprócz o konkursie, chciałam napisać, że to pierwszy wpis z mojego nowego adresu e-mail. Jeśli masz sugestie co do mojego bloga napisz na niego (podam poniżej)
angelika.loza2002@gmail.com
http://www.ko.rzeszow.pl/konkursy/wyniki/2014/wyniki_sp_2_etap_przyroda.pdf
Dość krótki post, ale równocześnie oprócz o konkursie, chciałam napisać, że to pierwszy wpis z mojego nowego adresu e-mail. Jeśli masz sugestie co do mojego bloga napisz na niego (podam poniżej)
angelika.loza2002@gmail.com
sobota, 13 grudnia 2014
Przedostatni tydzień przedświąteczny
Ciężki tydzień. Pełno wrażeń. Zero nudy. No... nudy tak tylko troszeczkę, bo nie ma dnia żeby się w ogóle nie nudzić przez chwilkę xD Poniedziałek wreszcie prawie normalny. Czemu prawie? Po pierwsze- brak lekcji dodatkowych, po drugie- mikołajki w szkole :)) ! Od Oli dostałam super prezent, mianowicie:
zestaw z C-THRU (zielony), Ferrero Rocher, świecący domek i mandarynki :D
Super, prawda? Ferrero nawet 2 dni nie minęło a już zjedzone było xD Izie dałam płyn do kąpieli (Avon, butelka w kształcie bałwanka), dezodorant, błyszczyk, mandarynki, pierniczki, mieszankę wedlowska, mikołaja z czekolady, mini mikołajka nadziewanego i chyba tyle bo nic więcej nie pamiętam. Potem na matmie byliśmy w 3 kl na angielskim, bo pani była robić zdjęcia w gimnazjum jak będą odpytywani itp. U nas sporo odpowiadał Maciek, który nie znał wzoru na pole równoległoboku ani na trapezu, ani na objętość prostopadłościanu i dostał prezent dopiero po 10 przykazaniach xD Za "Św. Mikołaja" był przebrany Filip z 2 g, który jest chłopakiem Amelki i panie mówiły, żeby ona odpowiadała na kolanach "świętego". Ja miałam wzór na pole trójkąta. Potem trasa:
szkoła->dom-> sklep-> szkoła (SKS)->dom
Pierwszy mecz poszedł mi strasznie, drugi ok, a trzeci całkiem dobrze. Wtorek- przygotowania do turniejów w kosza które miały być w środę, czyli nic wielkiego. Środa -> turnieje. Ja miałam nr 14, ale nie zagrałam niestety :'( A teraz skopiuję sobie ze str naszej szkoły, żeby nie mieć dużo pisania:
"90 młodych koszykarzy i koszykarek, dwie kategorie wiekowe (III-IV i V-VI SP), 6 miejscowości, 9 drużyn, 16 spotkań, Mikołaj rozdający cukierki, elfy i oczywiście wielkie emocje, tak w skrócie można opisać Gwiazdkowy Turniej Mini – Koszykówki".
Taa, emocje były na pewno ;) Ale za to w czwartek okazało się, że w szkole są wszy. Tak, właśnie mamy wszawicę. Ziemniak z reklamy NJU-mobile wygadał i przez niego mamy to całe "WSZYstko". Za niedługo może pojawi się "człowiek-puszcza" (sarkazm). Masakra - wszy i tak przyszły do nas dość późno, bo były już w 7 miejscowościach, wśród których jest 3 sąsiednie, 3 niedalekie i 1 miasto, a dokładniej szkoły prywatne w tym mieście, w którym mieliśmy ten 2 etap, czyli w Krośnie. W piątek to tak - dziewczyny z gimnazjum miały zawody rejonowe w kosza i Aśka z 3 g skręciła nogę. Warto dodać, że nasze gimnazjalistki miały w tej dyscyplinie 4 miejsce w Polsce w 2013 roku i 6 w 2014 roku :D W domu po powrocie piekłam ciasto (szarlotkę z bananami ze strony: http://www.ciasta.net/szarlotka-z-bananami.php ) i gdy wszystko było gotowe i wsadziłam do piekarnika, ledwie minęło 10 min i zgasł prąd! 30 min go nie było i cud, że nie miałam zakalca i, że w ogóle się udał. Dziś nawet normalnie było, ale muszę iść, bo mama mnie odgania od kompa i jestem już zmęczona po całym tygodniu. Bayo :*
zestaw z C-THRU (zielony), Ferrero Rocher, świecący domek i mandarynki :D
Super, prawda? Ferrero nawet 2 dni nie minęło a już zjedzone było xD Izie dałam płyn do kąpieli (Avon, butelka w kształcie bałwanka), dezodorant, błyszczyk, mandarynki, pierniczki, mieszankę wedlowska, mikołaja z czekolady, mini mikołajka nadziewanego i chyba tyle bo nic więcej nie pamiętam. Potem na matmie byliśmy w 3 kl na angielskim, bo pani była robić zdjęcia w gimnazjum jak będą odpytywani itp. U nas sporo odpowiadał Maciek, który nie znał wzoru na pole równoległoboku ani na trapezu, ani na objętość prostopadłościanu i dostał prezent dopiero po 10 przykazaniach xD Za "Św. Mikołaja" był przebrany Filip z 2 g, który jest chłopakiem Amelki i panie mówiły, żeby ona odpowiadała na kolanach "świętego". Ja miałam wzór na pole trójkąta. Potem trasa:
szkoła->dom-> sklep-> szkoła (SKS)->dom
Pierwszy mecz poszedł mi strasznie, drugi ok, a trzeci całkiem dobrze. Wtorek- przygotowania do turniejów w kosza które miały być w środę, czyli nic wielkiego. Środa -> turnieje. Ja miałam nr 14, ale nie zagrałam niestety :'( A teraz skopiuję sobie ze str naszej szkoły, żeby nie mieć dużo pisania:
"90 młodych koszykarzy i koszykarek, dwie kategorie wiekowe (III-IV i V-VI SP), 6 miejscowości, 9 drużyn, 16 spotkań, Mikołaj rozdający cukierki, elfy i oczywiście wielkie emocje, tak w skrócie można opisać Gwiazdkowy Turniej Mini – Koszykówki".
Taa, emocje były na pewno ;) Ale za to w czwartek okazało się, że w szkole są wszy. Tak, właśnie mamy wszawicę. Ziemniak z reklamy NJU-mobile wygadał i przez niego mamy to całe "WSZYstko". Za niedługo może pojawi się "człowiek-puszcza" (sarkazm). Masakra - wszy i tak przyszły do nas dość późno, bo były już w 7 miejscowościach, wśród których jest 3 sąsiednie, 3 niedalekie i 1 miasto, a dokładniej szkoły prywatne w tym mieście, w którym mieliśmy ten 2 etap, czyli w Krośnie. W piątek to tak - dziewczyny z gimnazjum miały zawody rejonowe w kosza i Aśka z 3 g skręciła nogę. Warto dodać, że nasze gimnazjalistki miały w tej dyscyplinie 4 miejsce w Polsce w 2013 roku i 6 w 2014 roku :D W domu po powrocie piekłam ciasto (szarlotkę z bananami ze strony: http://www.ciasta.net/szarlotka-z-bananami.php ) i gdy wszystko było gotowe i wsadziłam do piekarnika, ledwie minęło 10 min i zgasł prąd! 30 min go nie było i cud, że nie miałam zakalca i, że w ogóle się udał. Dziś nawet normalnie było, ale muszę iść, bo mama mnie odgania od kompa i jestem już zmęczona po całym tygodniu. Bayo :*
sobota, 6 grudnia 2014
Mikołajkowy 50 post :D
TA DAM! To już 50 post na moim blogu :* Jakieś komentarze? Miejmy nadzieję, że będzie ich jeszcze dużo ;) O czym post? O mikołajkach! W końcu to wyjątkowy post, więc musi być wyjątkowy dzień <3
Rano - nerwy, bo tak jak napisałam w poprzednim poście - 2 etap z przyrody. Teraz testuję korektor (do twarzy), błyszczyk, komin i zjadłam mikołajka nadziewanego. Prócz tego dostałam też spodnie, kulę śnieżną, płyn do kąpieli, tonik, słodycze i gumkę do włosów z muszelkami :) Nie wiem czy wspominałam, ale wylosowałam na mikołajki w szkole Izę. Prezent już mam, ale ponieważ może to czytać moja klasa, nie napiszę co w nim jest :> Mój brat, Paweł, dostał traktor, słodycze i coś tam jeszcze xD Może to nie jest zbyt długi post, ale wyjątkowy - 50 *.* Wszystkim życzę masy prezentów i na pewno możecie się teraz spodziewać wielu postów świątecznych :** Co myślicie o tymczasowej-Bożonarodzeniowej zmianie playlisty na kolędy ??? :)
Rano - nerwy, bo tak jak napisałam w poprzednim poście - 2 etap z przyrody. Teraz testuję korektor (do twarzy), błyszczyk, komin i zjadłam mikołajka nadziewanego. Prócz tego dostałam też spodnie, kulę śnieżną, płyn do kąpieli, tonik, słodycze i gumkę do włosów z muszelkami :) Nie wiem czy wspominałam, ale wylosowałam na mikołajki w szkole Izę. Prezent już mam, ale ponieważ może to czytać moja klasa, nie napiszę co w nim jest :> Mój brat, Paweł, dostał traktor, słodycze i coś tam jeszcze xD Może to nie jest zbyt długi post, ale wyjątkowy - 50 *.* Wszystkim życzę masy prezentów i na pewno możecie się teraz spodziewać wielu postów świątecznych :** Co myślicie o tymczasowej-Bożonarodzeniowej zmianie playlisty na kolędy ??? :)
Konkurs, konkurs i po konkursie ;))
O mój Boże, ale to były nerwy! II etap konkursu z przyrody już minął. Długo się przygotowywaliśmy(zostawaliśmy po lekcjach na godzinę w każdy pn). W poniedziałek zostaliśmy po szkole całe 2 lekcje i jeszcze wcześniej pani nas wzięła na technice i religii! Uczyliśmy się w szkolnej bibliotece. Mnóstwo testów i masa nauki, a mimo to było dość śmiesznie. Tak jak wspominałam - Ania, Kuku, Karolcia, Maciek i ja przeszliśmy do etapu rejonowego w przyrodzie. Na lekcji Maciek zobaczył w podręczniku 1g bakterię czy coś w tym stylu, co przypominało mu pączka :3 Potem od czasu do czasu mówił szeptem "Pączek" albo "Marmolada". Masakra, śmieszne, rozpraszające, ale to nie wszystko. Douczaliśmy się właśnie z układu ruchu i na zadaniach, które rozdała nam pani, był narysowany szkielet, a on dorysował mu afro, kręcone wąsy i ubranie. Wyglądało to dziwnie, a z kolei czaszce na następnej stronie pokolorował zęby na czarno. Do pani się skarżył, że Karolina go kopała, a tak naprawdę on kopał Wiktorię. My w zemście, gdy ten poszedł na wf, a my zostałyśmy się uczyć, złożyłyśmy "autografy" na jednej z kartek z zadaniami. Wczoraj cała się trzęsłam aż ze strachu przed dzisiejszym dniem. Dziś pojechaliśmy do Krosna na napisanie tego konkursu i... zapomniałam legitymacji. Pani musiała mi pisać oświadczenie. Wyczytywali nas kolejno na salę, gdzie losowaliśmy numerki stolików. Spotkałam nawet koleżankę z nart w Puławach - Ewelinę (też brała udział i przeszła). Przed wejściem było mi strasznie gorąco i słabo, po napisaniu było okropnie zimno, jakby w ogóle nie było centralnego ogrzewania! Wylosowałam stolik nr 20. Okazało się że Maciek miał stolik tuż po mojej prawej, a Ania i Kari również w tym samym rzędzie tuż za dziewczyną siedzącą po mojej lewej. Kuku była trochę dalej :'( Ewelina za to była stolik przed dziewczyną po mojej lewej. Komisja otwierała przy nas paczkę z testami. Ja wolę nie mówić stopnia trudności (bo to by się obróciło przeciwko mnie ;P). Ok, ja lecę, wesołych mikołajków :*
PS//Trzymajcie za mnie kciuki ;)
PS//Trzymajcie za mnie kciuki ;)
czwartek, 27 listopada 2014
Kramarki :>
25.11 - u nas odpust pierwszorzędny (św. Katarzyna to patronka naszego kościoła). Jak to zazwyczaj przyjechał gwóźdź programu......... kramy xD Mimo, że ten odpust jest ważniejszy to na odpust drugorzędny (26.08. - Matki Bożej) jest ich dużo, ale to duuużo więcej! Ostatnio to były przy sklepie obok kościoła 4 kramarki, na chodniku chyba ze 3 i nawet 2 przy drodze!!! Ledwie się mieścili, a teraz - 4 niewielkie stoiska. Kupiłam cukierki, watę cukrową i 2 bransoletki w jednym opakowaniu, co kosztowało mnie tylko 8 zł (nie zaliczając słodyczy xD ). Trochę późno o tym piszę, ale muszę przyznać, że zapomniałam :3 Wiem, głupio się nawet przyznawać, zwłaszcza, że mieliśmy wolne od szkoły :> Oki, ja kończę, jutro kartkówka z anglika, a chłopaki z gimnazjum jadą na zawody do Grabownicy. 3mam kciuki ;)
środa, 26 listopada 2014
Znowu Próbne???
Mam dość :P Co jakiś czas kolejne testy próbne i to jeszcze zdarzają się one coraz częściej. Z matmy - Ok. Polak - spoks, jakoś zniosę, ale z angielskim dostanę załamania nerwowego! Najgorsze słuchanie. Wypowiedzi umieszczone na płycie są wymawiane płynnie i szybko, więc nie wszystko da się zrozumieć. Kto w 6 klasie ten wie o co cho. Dziś doszło jeszcze uzupełnianie kart odpowiedzi. Jakbyśmy na sam test mieli za mało czasu... Ale ok - na to już nie narzekam, bo to w sumie najmniej ważne. Wiem jak na razie, że mam jeden podpunkt jednego z zadań z matmy źle. Na rysunku były 4 prostokąty,a odpowiedź była inna niż zaznaczyłam (dałam 50% a powinno było być 100%). Z pozostałych przedmiotów nic nie wiadomo. A teraz z innej beczki - zmieniam playlistę na blogu ☺ Będzie na niej m.in. Mrozu - "Poza logiką" i Ewelina Lisowska - "Na obcy ląd". Niektóre z kawałków z tej playlisty będą również na nowej (np. Enrique Iglesias - "Bailando"). Ale wracając do próbnych - mega się denerwuję *.*
niedziela, 23 listopada 2014
Po nieobecności...
Nie opisałam Wam długiego weekendu, czyli 8.11-11.11 i kilku innych dni, w których coś się wydarzyło. W sumie niewiele już pamiętam, ale powiem, że byłam na urodzinach mojej cioci Dominiki. Był też Paweł, Michasia (jej siostro) i Michał (chłopak Michasi). Siedzieliśmy tam od ok. 12.30-13.00 do ok. 20.00-20.20. W ostatni poniedziałek i wtorek nie było mnie w szkole. Kaszel, który teraz już prawie minął, był wtedy tak silny, że w nocy z soboty na niedzielę nie spałam do 5.30 rano! W nocy z niedzieli na poniedziałek do 3.00, a z poniedziałku na wtorek było już prawie OK :) W międzyczasie dowiedziałam się, że wróciły SKS-y :D Jutro pójdę, bo w końcu poniedziałek. A z innej beczki - strasznie boję się soboty 6.12. Jedziemy wtedy z Anią, Wiki, Karoliną i Maćkiem na II etap konkursu z przyrody. Czasu mamy już strasznie mało bo niecałe 2 tygodnie :( Co jeśli nie będę dobrze przygotowana? Niby uczę się i w ogóle, ale nadal myślę, że wiem za mało. Co jeśli dam ciała jak na konkursie z matmy? Podobno w 2 etapie odpada najwięcej uczestników :/ Mam też jeszcze jeden problem - powiedziałam naszemu zespołowi od gazetek klasowych, że zorganizuję wróżby, które miałam wyciąć z mojego magazynu H2O wystarczy kropla (czytałam je jak miałam 8-10 lat i po przeczytaniu były złożone na strychu). Szukałam tej gazety kilka dni i to po kilka godzin. Nie mam ani jednego egzemplarza a miałam ich mnóstwo! Jak ja teraz to powiem zespołowi? I to jeszcze jak sekretarz klasowy ... :/
czwartek, 20 listopada 2014
Ciekawy "W-F"
Miałam w tytule dać "wuefo-SKS" bo dziś był to nietypowy w-f. Już tłumaczę - podstawówka miała dziś dyskoteki (ja na nie nie chodzę, nie lubię, a i tak bym podpierała tylko ścianę) więc pan odwołał w-f, bo dziewczyny nie miałyby czasu na przygotowanie. Mimo to, powiedział też, że kto chce może zostać i to będzie to taki niby SKS. Zostało nas aż... 5, a nawet 4, bo Ania ma złamany palec. Było Super! Pierwsze rozgrzewka jak zwykle. Potem gra w "kwadrat" (kiedy indziej opowiem jak sie w to gra) a potem nowa dla nas zabawa- "Musi, nie musi" (zasady napisz w następnym poście). W ostatniej grze Ania mogła wziąć udział. Byłam ja, Kuku, Ania, Anita i Karolina. Musze kończyć, mama odgania mnie od kompa :( Bayo :*
środa, 12 listopada 2014
Od skakanki po test próbny
W piątek był strasznie męczący. Rano było spoko, był wf. Zapomniałam zwolnienia (dusi mnie kaszel), ale i tak "nie ćwiczyłam". Oprócz mnie "nie ćwiczyło" 8 osób. Dlaczego pisze " "? Bo wzięłyśmy skakanki, które wisiały na drabinkach i skakałyśmy po stronie gdzie nikt nie ćwiczy, ale tak aby nie rozwalić dekoracji na akademię z okazji Dnia Niepodległości. Podobno pod koniec w-f byłam bardziej czerwona niż ci co grali dodatkowo w kosza. Przychodzimy na górę na muzykę, a tu niespodzianka - testy próbne. Zaczęłam od matmy (były 2) i potem robiłam z polskiego. Te testy pisaliśmy przez 2 lekcje, czyli muzykę i polski, a gdy myśleliśmy, że to już koniec PETARDA!!! (Tak jakby powiedział Arek z MasterChefa) Trzeci próbny - tym razem angielski. Koszmar jakiś po prostu. Najgorsze słuchanie i uzupełnianie ze słuchanym tekstem. O dziwo dowiedziałam się dziś, że nasza klasa ma 60% z anglika. Z matmy brakło mi 1 punkt do 4. 1 punkt!!! Rozumiecie?!! 1 PUNKT! Z polaka jeszcze nie poprawione. Ciężki dzień, ale mieliśmy 4 dni zasłużonego wypoczynku, ale to opisze w następnym poście i przy okazji wytłumaczę dlaczego nie miałam czasu pisać przez weekend.
To blog mojej kuzynki. To jest extra! Pisze tak super, że normalnie umrzeć ze śmiechu można xD :
http://sarafochblog.blogspot.com/
To blog mojej kuzynki. To jest extra! Pisze tak super, że normalnie umrzeć ze śmiechu można xD :
http://sarafochblog.blogspot.com/
wtorek, 4 listopada 2014
Zamieszanie...
Pisałam, że nie byłam na SKS, no nie? I bardzo dobrze, bo nie jestem wmieszana w sprawę legginsów Wiktorii z 4 kl. Z opowiadania dziewczyn wynika, że spodnie leżały pierwsze na koźle (właściwie to na skrzynce, ale ma w sumie to samo zastosowanie), a potem, podczas meczu, po prostu zniknęły. Jej koleżanki z klasy pomagały jej szukać, ale nie było po nich nawet najmniejszego śladu. Po SKS znalazła je pani woźna rzucone na próg szatni. Wszyscy już jednak poszli i Dziutka wróciła w spodenkach do domu po 17.00! Jej mama przyszła nawet do pani dyrektor i jeśli nie znajdzie się sprawca... SKS-y zostaną zawieszone do końca roku. Kiepska sprawa. No to teraz trochę z innej beczki. Były dziś tak jak mówiłam 3 polskie, angielski i 2 przyrody. Na jednej przyrodzie pani przyniosła świeczkę, aby pokazać nam zjawisko konwencji, czyli w którą stronę jest płomień świecy u dołu okna, a w którą u góry. Było zadanie z tym na konkursie i dlatego pani się do tego odniosła. Wspinała się na biurko, a potem na parapet i to w... obcasach. Stała w oknie 1 piętra, które jest w szkole dość wysoko! Nadal mi szkoda, że nie było matmy. Chociaż pani przyłapała, że pomagałam Amelce w zadaniu domowym w ćwiczeniach po rozpoznała moje pismo -,- Chyba nic więcej takiego ciekawego ze szkoły, jak mi się coś przypomni to dopisze w następnym poście :) Pa :)
poniedziałek, 3 listopada 2014
Na dziś i jutro
Kolejny opuszczony SKS, a wszystko przez... kaszel! Głupota, a jednak przez dwie ostatnie noce nie mogłam przez nią spać :P Babcia mnie nie puściła, bo mogłabym przez to dostać zapalenia płuc :/ Jutro mamy pozmieniane lekcje. Zamiast polski, angielski, informatyka, przyroda, historia i matma będziemy mieć polski, angielski, 2 przyrody i jeszcze 2 polskie. Ale za to np. w czwartek (albo w środę) będziemy mieć 2 matmy :D Plecak mamy na jutro bardzo lekki. Wspominałam już o tym, że dostaliśmy się z Karolą, Wiki, Anią i Maćkiem do II etapu konkursu z przyrody? Pojawiły się już terminy. Jedziemy 6 grudnia. Ok, ja lecę, bo już późno, a poza tym psuje mi się chyba klawiatura.
sobota, 1 listopada 2014
Wszystkich Świętych
No tak - dziś Uroczystość Wszystkich Świętych. Obudziłam się nie wiem czemu dopiero około 10.00 i miałam zaledwie pół godziny żeby przygotować się i dotrzeć do kościoła. Kwiaty i znicze mama zaniosła wcześniej. W kościele widziałam Natalię z V, a potem szłyśmy razem na procesji. W domu posiedzieliśmy potem jakąś godzinkę i pojechaliśmy do Glinika Polskiego na grób mojego dziadka. Po drodze wymiotowałam ;P Zaświeciłyśmy znicza i resztę dnia spędziliśmy u babci z kuzynkami, ciociami i wujkami. Dowiedziałam się przy okazji, że około maja będę mieć kuzyna lub kuzynkę. Drogi były prawie puste, więc przejazd poszedł szybko. Po drodze wstąpiliśmy jeszcze do Tarnowca na groby dziadków mamy. W aucie okazało się, że Paweł zgubił telefon i dzwoniłam do cioci Bożeny czy nie został u babci, ale ona była już z wujkiem w drodze do Skalnika. Mama, ponieważ byliśmy jeszcze na parkingu, wyszła zadzwonić na numer Pawła, bo komórka mogła mu wypaść. Nie wypadła, a przynajmniej nie na cmentarzu, tylko w samochodzie. Była w szparze, między siedzeniem a drzwiami. Do domu wróciłam z bólem głowy i nie mogłam uwierzyć, że nie zwracałam w czasie jazdy <<ulga>> . Ok, ja idę oglądać TV - pa :)
Halloween
Wczoraj było bardzo teraz popularne - Halloween. Obchodzicie? Ja może nie świętuję tego jak Amerykanie, ale razem z Marleną przebierałyśmy się i jadłyśmy słodycze, czyli w sumie nic takiego xD Nie chodziłyśmy "po ludziach", ale podobno jej siostra - Natalka robiły tak z koleżanką. Ciekawe, czy im się udało? Po tych 4 postach naraz co pisałam w czwartek, nie chcę mi się zbyt dużo opisywać. Poza tym mam jeszcze do napisania dla Was drugiego posta o dzisiaj :) Pa ;*
czwartek, 30 października 2014
Konkursy przedmiotowe
W tym roku brałam udział w 3 konkursach przedmiotowych:
- z Matmy
- z Przyrody
- z Polskiego.
Termin matematycznego był pierwszy. Udział brali Ania, Maciek, Karolina, Konrad (13), Wiktoria i ja. Ja strasznie przejęłam się czasem i nie mogłam się skupić zbyt dobrze na teście. Jestem strasznie tym załamana i żałuję, że tak źle (bo na pewno źle) mi wyszło z takiego prostego przedmiotu. Następny był konkurs z przyrody. Na tym denerwowałam się dużo, dużo mniej, bo pisałam w zeszłym roku i wiedziałam jak mniej-więcej to będzie wyglądało. Napisaliśmy to duuużo lepiej bo... przeszliśmy do II etapu!!! Jedziemy do Krosna, a dziś pojawił się termin - 4 grudnia. Przeszliśmy wszyscy i Kari, i Maciek, i Ania, i Kuku, i ja. Miałam 48/54 pkt. Strasznie się cieszę, ale równocześnie boję, choć właściwie nie potrafię określić czego. Na konkursie z polskiego byłam jeszcze chora i sama nie pamiętam czy się denerwowałam czy nie. Nie przewidywałam jednak, że zdobędę aż 25/39 pkt. Najwięcej miała Natalia z klasy V, bo 29/39. Oto adres jej bloga:
http://na-ta-lka.blogspot.com/
Jest super! Bardzo polecam! Może pisze nawet lepiej ode mnie? :) Dziś pisaliśmy nasz pierwszy próbny - z matemy. Miałam 17/19 pkt, czyli 5. Teraz próbne będziemy mieli co miesiąc, a od stycznia- co tydzień.
- z Matmy
- z Przyrody
- z Polskiego.
Termin matematycznego był pierwszy. Udział brali Ania, Maciek, Karolina, Konrad (13), Wiktoria i ja. Ja strasznie przejęłam się czasem i nie mogłam się skupić zbyt dobrze na teście. Jestem strasznie tym załamana i żałuję, że tak źle (bo na pewno źle) mi wyszło z takiego prostego przedmiotu. Następny był konkurs z przyrody. Na tym denerwowałam się dużo, dużo mniej, bo pisałam w zeszłym roku i wiedziałam jak mniej-więcej to będzie wyglądało. Napisaliśmy to duuużo lepiej bo... przeszliśmy do II etapu!!! Jedziemy do Krosna, a dziś pojawił się termin - 4 grudnia. Przeszliśmy wszyscy i Kari, i Maciek, i Ania, i Kuku, i ja. Miałam 48/54 pkt. Strasznie się cieszę, ale równocześnie boję, choć właściwie nie potrafię określić czego. Na konkursie z polskiego byłam jeszcze chora i sama nie pamiętam czy się denerwowałam czy nie. Nie przewidywałam jednak, że zdobędę aż 25/39 pkt. Najwięcej miała Natalia z klasy V, bo 29/39. Oto adres jej bloga:
http://na-ta-lka.blogspot.com/
Jest super! Bardzo polecam! Może pisze nawet lepiej ode mnie? :) Dziś pisaliśmy nasz pierwszy próbny - z matemy. Miałam 17/19 pkt, czyli 5. Teraz próbne będziemy mieli co miesiąc, a od stycznia- co tydzień.
O przeziębieniu i nie tylko...
Marla mnie chyba zaraziła - W sobotę (18.10) dostałam gorączki i bolała mnie głowa. Normalnie cały dzień byłam słaba i w następne dni dochodziło tylko więcej. Niedziela - doszedł katar. Poniedziałek- silniejsze było to co w niedzielę. Chciałam iść do szkoły, ale gorączka mnie zatrzymała. Wtorek - też musiałam w domu zostać, a do przeziębienia dołączył kaszel i ból gardła. W środę już byłam w szkole i zaraz tego samego dnia pisałam konkurs z polskiego, ale o konkursach przedmiotowych w następnym poście. W czwartek jechaliśmy do Brzozowa (do muzeum i na teatrzyk pt. "Tajemniczy Ogród"), a w piątek.... hmm - w piątek w sumie nic się nie działo. Mi już katar i kaszel przechodzi, a gorączka minęła jeszcze w tamten wtorek. Nie - zaraz, zaraz - w zeszły piątek jeśli się nie mylę, pisaliśmy sprawdzian z przyrody i dostałam 5 :D Z matmy pisaliśmy w poniedziałek i dostałam 6 :D :D Ale za to z angielskiego nie odą mi czasowniki nieregularne :P Na przyrodzie zaczynamy dość trudny rozdział - fizykę. Szczerze to jeszcze nie aż takie trudne, np V= s/t to wzór na prędkość i wiem już jak zamieniać km/h na m/s i odwrotnie. To jest proste, ale trzeba to wszystko zrozumieć i umieć myśleć logicznie (jak w matematyce - trzeba rozumieć znaczenie wzoru np. na pole trapezu, żeby umieć go użyć w praktyce). Na polskim niedawno skończyliśmy przerabiać pierwszą lekturę - "Ten Obcy". Mi ona bardzo przypadła do gustu. Wczoraj (środa, 29.10) odpisywaliśmy na lekcji wychowawczej na list od Natalki. Szkoda, że ona już z nami nie chodzi. Myślę, że w następną sobotę nareszcie będę mogła się do niej wybrać. Nie widziałyśmy się od początku roku. Chciałabym wiedzieć jak się czuje w nowej szkole, mimo, że już nam to opisała w liście. Wczoraj mieliśmy też 2 w-f i na drugim były... skoki przez skrzynkę xD To było przekomiczne ...
Kolejny raz u ortodontki
W czwartek 16 października miałam kolejną wizytę u ortodontki. Wyjechaliśmy dość wcześnie, bo było jeszcze kilka spraw do zrobienia. Ok. 9.30 widziałam nawet panią Iwonę (od matematyki)jak wychodzi z domu. Potem dojechaliśmy do Krosna i tu była pierwsza moja "przygoda". Zajechaliśmy na parking niedaleko cmentarza, gdyż mama chciała zapalić znicza na grobie swojej chrzestnej. Krośnieński cmentarz jest ogromny i w sumie byłam tam pierwszy raz (drugi, jeśli by liczyć wtedy jak miałam 2 latka). Początkowo szukaliśmy kwatery 24 , lecz, jak się okazało - wszystko się pozmieniało i zaczęliśmy szukać "na ślepo". W pewnym momencie uznałam, że dobrze będzie się rozdzielić żeby znaleźć szukany nagrobek, ale nie zrobiłam tak jak pomyślałam. Nagle rozwiązał mi się but. Po zawiązaniu sznurówki okazało się, że mama zniknęła. Szukałam jej na prawie całym cmentarzu. W końcu postanowiłam udać się na parking - było to przecież najlepsze rozwiązanie. Byłam już przy bramie, gdy zobaczyłam, że drzewa mają tabliczki z numerami dawnych kwater. Poszłam szybko szukać "24". Nim się obejrzałam zza rogu wychodzi wkurzona mama. Dostałam ochrzan , tak jak myślałam, ale przyznaję - należało mi się. Pojechałyśmy do babci, do Glinika Polskiego, który jest ok. 12 km od Jasła - miasta gdzie jeżdżę do ortodontki. Po niedługim czasie przyjechała ciocia Bożena. Pierwsze mieliśmy wszyscy jechać z nią, ale wujek Mirek miał naprawiać mamie auto i powiedział,że może nas podwieźć. Uzgodniliśmy, że ja pojadę z ciocią, gdy ta będzie jechać do pracy, a mama i Paweł z wujkiem wcześniej, gdy ten pojedzie po części. Rzeczywiście - zrobiliśmy tak jak było ustalone. Ja z ciocią prawie w Jaśle, a tu sobie przypominam, że aparat położyłam na półce w domu babci, gdy musiałam go zdjąć do jedzenia. No super! do ortodonty bez aparatu i to jeszcze wtedy gdy nie ma kolejki! Wujek z Pawłem już wrócili do Glinika. Mama musiała po nich dzwonić i chwała Bogu, że przywieźli aparat na czas, bo akurat na tą wizytę był bardzo potrzebny. Wujek czekał w aucie. Nie wracał już do domu, gdyż i tak miał po nas przyjechać. Do domu wróciliśmy późno, zadanie odpisywałam od Marleny. Zeszło mi chyba do 21. 30 i do tego jeszcze jakieś1,5 h pakowałam się, kąpałam i ścieliłam łóżko. Ciężki dzień... (Super! 2 posty za nami , czyli jeszcze 2) :D
Po SKS
Hey, pisze dość późno, ale wczoraj i przedwczoraj nie miałam czasu zaglądnąć na bloga. A więc - na SKS idę zazwyczaj z Marleną. Teraz szłam też z Dziutką (Wiktorią z 4 kl) i wstąpiłyśmy do sklepu po kilka rzeczy (m.in. chusteczki i picie). Tym razem nie szłyśmy skrótem koło cmentarza, jak to robiłyśmy zawsze. Gdy byłyśmy niedaleko szkoły Marla popatrzyła na zegarek i było dopiero około ... 14.40. Ta zmiana czasu chyba nam pomieszała w głowach xD Poszłyśmy na plac zabaw. Potem doszły Ania i Karolina i razem już weszłyśmy do budynku szkoły. Po chwili zeszły się Amelka, Emilka, Julka, Anita i Konrad (nr 13 w dzienniku) z naszej klasy i kilka osób z klas IV i V. Graliśmy w kosza, jak na każdym SKS. Byłam w drużynie Amelki. Po rozegraniu wszystkich meczów trzeba było iść już do domu. Wyszłyśmy z szatni i chyba z 5 minut stałyśmy zastanawiając się, które okno jest od naszej szatni. Z powrotem szłam też z Marleną, ale Dziutka pojechała ze swoim tatą. Po drodze kupiłyśmy petitki na pół, bo miałam jeszcze 1,5 zł. Jadłyśmy przez drogę. Po SKS było oczywiście ciemno na dworze i gdy doszłyśmy do mojego domu Marla poprosiła o kawałek "podprowadzenia". Było już trochę strasznie - wydawało się, że z toi toya coś wyskoczy, a potem, że ktoś wyjdzie z kukurydzy, która rosła niedaleko drogi. Przeszłyśmy tak, że miałyśmy mniej-więcej po równo drogi do naszych domów. Ja w swoim dostałam ochrzan, za to, że wyszłyśmy za wcześnie :P Ok, tego posta już kończę, bo mam do napisania jeszcze 3
piątek, 17 października 2014
Trochę z września...
Hey, no to tak - rok szkolny się zaczął i przybyło trochę pracy. Z mojego ulubionego przedmiotu - matmy<3, gdy pani Iwona poprawiła diagnozę, dowiedziałam się, że dostałam z niej 5 i 1 pkt mi brakło do maxa, i to dlatego, że nie zaznaczyłam odpowiedzi w pytaniu zamkniętym, gdzie ją znałam. Byłam zła sama na siebie przez taki głupi błąd. Z diagnozy z przyrody i polskiego dostałam 4, a z historii ... niestety 3 :( Historia to moja słaba strona. W tym, roku postanowiłam wiele zmienić. Zaczęłam chodzić na SKS-y (w zeszłym roku bałam się na nie chodzić bo myślałam, że chłopaki z obecnej V będą się ze mnie śmiali <<byłam głupia>>) i chodzę też na rzuty. Tak jak już napisałam i tak jak w zeszłym roku - matematyka jest nadal na I miejscu w moim rankingu przedmiotów. Ważyliśmy się w 2 tygodniu września i moja waga i wysokość wynosiły wtedy 59kg i 163cm. Postanowiłam schudnąć i mi się udało, ale o tym napiszę dopiero w poście, który będzie o dotychczasowym październiku. Siedzę teraz z Konradem (3 nr w dzienniku) :P Do klasy tak jak pisałam kilka miesięcy temu - doszła do nas Iza. Jest bardzo miła i szybko się dopasowała :) Ma nr 6 w dzienniku. Nasz samorząd to:
Przewodniczący - Amelka
Zastępca - Iza
Skarbnik - Karolina
Sekretarz - ja <<znowu>>
Ja i zespół redakcyjny (Ania, Natalka, Marlena, Karolina, Anita [chciałabym jeszcze Kuku, ale niestety - za dużo :'( ] ) robimy gazetki klasowe. Wychodzą nam bardzo ładne, chociaż moim zdaniem obecna (o jesieni) jest trochę pusta :( Pani Renata (wychowawczyni) mówiła, żeby nie dawać na nią za dużo, bo jest wtedy brzydko, ale jednak wydaje mi się, że teraz jest za dużo wolnego miejsca :/ W tym roku doznałam jak bardzo boli porażka. Dostałam 2 z kartkówki z przyrody :'( Czas jednak leczy rany i z tych najważniejszych rzeczy to już chyba wszystko. Najlepsze, najważniejsze i najśmieszniejsze zostawiłam na oddzielnego, następnego posta ;*
Przewodniczący - Amelka
Zastępca - Iza
Skarbnik - Karolina
Sekretarz - ja <<znowu>>
Ja i zespół redakcyjny (Ania, Natalka, Marlena, Karolina, Anita [chciałabym jeszcze Kuku, ale niestety - za dużo :'( ] ) robimy gazetki klasowe. Wychodzą nam bardzo ładne, chociaż moim zdaniem obecna (o jesieni) jest trochę pusta :( Pani Renata (wychowawczyni) mówiła, żeby nie dawać na nią za dużo, bo jest wtedy brzydko, ale jednak wydaje mi się, że teraz jest za dużo wolnego miejsca :/ W tym roku doznałam jak bardzo boli porażka. Dostałam 2 z kartkówki z przyrody :'( Czas jednak leczy rany i z tych najważniejszych rzeczy to już chyba wszystko. Najlepsze, najważniejsze i najśmieszniejsze zostawiłam na oddzielnego, następnego posta ;*
czwartek, 16 października 2014
Lipiec cz. 3 + Sierpień
Siema, nie chce mi się już opisywać dokładnie jak było na tych wakacjach więc w dużym skrócie:
1. Jeszcze w Lipcu:
Paweł, ja, Bożena i Krzysiek byliśmy w Skalniku.Paweł pod czujnym okiem wujka wypędzał krowy i razem prowadzili traktor. Ja też parę razy się przewiozłam i raz nawet jechałyśmy z ciocią w przyczepie i na łące rozrzucałyśmy razem kije żeby zrobić ogrodzenie. Niestety musieliśmy się zbierać, bo zaczął padać deszcz. Kilka dni minęło i trzeba było wracać do domu :P Pod koniec lipca wujek Lutek zabrał nas na kilka dni do siebie i tam grałam z Michasią (12 lat starsza ode mnie, córka wujka Lutka) w badmintona, a z Dominiką, jego drugą (pierworodną) córką, huśtałyśmy się na huśtawce.Tak dość szybko nam minął lipiec ;3
2. Sierpień:
Przez pierwsze dni nic specjalnego się nie działo , ale 16 sierpnia wujek Mirek miał wesele, na którym nie mogło nas zabraknąć. Na weselu były też nasze kuzynki - Wiki, Nati i Oliwia. Supcio! Poznałam tam Natalię (z mojego roku), Paulinę (rok starszą), Kamila (rok młodszego), Martynę (nie pamiętam, ale chyba z roku Kamila), Gabrysię (nie wiem ile miała lat,zapomniałam się zapytać) i Kamilę (też nwm ile miała lat), którzy byli z rodziny Agaty (panny młodej). Wesele było w "Zajeździe pod Goleszem" (byłam tam już na weselu cioci Renaty i Bożeny). Tam jest ślicznie! Sala taneczna ma na jednej ścianie rozległe lustro, sala jadalna też była spora i miała oryginalny wystrój. Na piętrze mieści się hotel, który ma najładniejsze pokoje jakie widziałam, a zwłaszcza pokój nr 2, w którym nad łóżkiem mieścił się wyświetlacz gwieździstego nieba. Za restauracją mieścił się gwóźdź programu - skałki. Graliśmy tam z Natalią, Pauliną, Kamilem, Martyną i Gabrysią w chowanego do 1.00 w nocy!Gralibyśmy duuużo dłużej gdyby nie zgasili świateł. Z resztą- po co mam wszystko opisywać, gdy możecie to wszystko zobaczyć na stronie:
http://www.zajazdpodgoleszem.pl/
Potem 22 sierpnia miałam do ortodonty, a z kolei kilka dni później byliśmy w Rymanowie po książki do szkoły i w Rymanowie Zdroju odpocząć jak co roku :) Wakacje się skończyły no i cóż - przyszedł czas szkoły.
1. Jeszcze w Lipcu:
Paweł, ja, Bożena i Krzysiek byliśmy w Skalniku.Paweł pod czujnym okiem wujka wypędzał krowy i razem prowadzili traktor. Ja też parę razy się przewiozłam i raz nawet jechałyśmy z ciocią w przyczepie i na łące rozrzucałyśmy razem kije żeby zrobić ogrodzenie. Niestety musieliśmy się zbierać, bo zaczął padać deszcz. Kilka dni minęło i trzeba było wracać do domu :P Pod koniec lipca wujek Lutek zabrał nas na kilka dni do siebie i tam grałam z Michasią (12 lat starsza ode mnie, córka wujka Lutka) w badmintona, a z Dominiką, jego drugą (pierworodną) córką, huśtałyśmy się na huśtawce.Tak dość szybko nam minął lipiec ;3
2. Sierpień:
Przez pierwsze dni nic specjalnego się nie działo , ale 16 sierpnia wujek Mirek miał wesele, na którym nie mogło nas zabraknąć. Na weselu były też nasze kuzynki - Wiki, Nati i Oliwia. Supcio! Poznałam tam Natalię (z mojego roku), Paulinę (rok starszą), Kamila (rok młodszego), Martynę (nie pamiętam, ale chyba z roku Kamila), Gabrysię (nie wiem ile miała lat,zapomniałam się zapytać) i Kamilę (też nwm ile miała lat), którzy byli z rodziny Agaty (panny młodej). Wesele było w "Zajeździe pod Goleszem" (byłam tam już na weselu cioci Renaty i Bożeny). Tam jest ślicznie! Sala taneczna ma na jednej ścianie rozległe lustro, sala jadalna też była spora i miała oryginalny wystrój. Na piętrze mieści się hotel, który ma najładniejsze pokoje jakie widziałam, a zwłaszcza pokój nr 2, w którym nad łóżkiem mieścił się wyświetlacz gwieździstego nieba. Za restauracją mieścił się gwóźdź programu - skałki. Graliśmy tam z Natalią, Pauliną, Kamilem, Martyną i Gabrysią w chowanego do 1.00 w nocy!Gralibyśmy duuużo dłużej gdyby nie zgasili świateł. Z resztą- po co mam wszystko opisywać, gdy możecie to wszystko zobaczyć na stronie:
http://www.zajazdpodgoleszem.pl/
Potem 22 sierpnia miałam do ortodonty, a z kolei kilka dni później byliśmy w Rymanowie po książki do szkoły i w Rymanowie Zdroju odpocząć jak co roku :) Wakacje się skończyły no i cóż - przyszedł czas szkoły.
piątek, 12 września 2014
Lipiec cz.2
Ok, trochę się ostatnio rozleniwiłam przez te wakacje, ale postaram się to wszystko nadrobić. Skończyłam ostatnio na wizycie u kuzynki - Wiktorii w Jaśle, więc:
7.07:
Bardzo dobrze pamiętam,że był to upalny poniedziałek, a przy najmniej tu - na Podkarpaciu. Wstałyśmy z ciocią dość wcześnie, Wiki obudziła się trochę później. Na początek poszłyśmy wyrzucić śmieci i kupić kilka rzeczy. Gdy wróciłyśmy ja i Wiktoria odbijałyśmy piłką na chodniku pod blokiem. Raz piła odbiła się aż na daszek nad drzwiami i jakiś chłopak pomagał nam ją zdjąć xD Przed południem poszłyśmy z Wiki do mieszkania, gdzie dowiedziałyśmy się, że ciocia Bożena przyjedzie później aby wziąć nas na basen. Ciocia Iwona podała nam kartkę, na której były wypisane pizze jakie można zamówić w pizzerii "Punkt". Wybrałyśmy pizze amerykańską (kurczak, papryka, cebula, ser, sos pomidorowy, oregano). Musiałyśmy na nią czekać dość długo, dłużej niż mówili. Gdy wreszcie przyjechała, z ochotą zabrałyśmy się za polewanie kawałków sosem czosnkowym i pałaszowanie :) Po jedzeniu trochę się zachmurzyło i zdawało,że nie będziemy się dziś kąpać w basenie. Widząc, że Wiktorii było przykro - wymyśliłam, że może będziemy dmuchać w niebo, żeby "wypędzić burzowe chmury". Wiki nabrała nadziei dzięki mojemu pomysłu, który wiedziałam, że na pewno się nie uda. Ku mojemu zdziwieniu, dmuchanie i słowa "Nie chcemy słońca! "Kochamy burze" "Nie chcemy iść na basen!" (to było takie mówienie antonimów, co do tego co na prawdę chcemy) , podziałały i jakieś 1,5 godz. musiałyśmy czekać na Bożenę i Pawła, którzy wybrali się jeszcze na zakupy do "Chińczyka" i kupili kapelusz dla mnie, kaszkietówkę dla Pawła i picie. My z ciocią i kuzynką też byłyśmy kilka minut w sklepie po drożdżówkę i,tak jak Bożena i Paweł, po picie. Dotarliśmy wreszcie na basen. Było super mega extra i spędziliśmy tam czas chyba od 15.30 do 19.00, czy coś w tym stylu. Nauczyłam się nawet troszkę pływać, choć wątpiłam, że uda mi się to zrobić w wieku 12 lat! W mieszkaniu (po powrocie) układałyśmy domki z kart :)
8.07:
Ostatni dzień spędzony w Jaśle. Po porannych czynnościach musiałam popakować swoje rzeczy. Wiki i ja znowu tak jak poprzedniego dnia grałyśmy w piłkę i po obiedzie układałyśmy domki z kart. Gdy Bożena i Krzysiek przyjechali po mnie (z mamą Krzyśka) - Wiktoria bardzo płakała, bo niedawno jej tato, a mój wujek Marcin, pojechał do Anglii robić meble do sklepów (inaczej mówiąc - pojechał do pracy). No, ale trzeba było jechać. Wzięliśmy z Pawłem koty z Glinika (te koty, które Bożena wzięła od Renaty) i wszyscy pojechaliśmy do Skalnika.Tego dnia Gdy wypuściliśmy na podwórku u wujka koty, te zaczęły się bawić, a ja, Paweł i wujek poszliśmy nad rzekę - Wisłokę, skrótem przez skarpę. Gdy wróciliśmy okazało się, że jeden z kotów zginął ;( Po poszukiwaniach, które zdawały się nie dawać rezultatu, kot wyszedł spod silnika w aucie wujka Krzyśka xD Potem poszliśmy na pastwisko po krowy. Około 17.00 pojechaliśmy nad Wisłokę okrężną drogą, na część dla turystów. Bawiliśmy się super, choć musieliśmy wszysko suszyć po powrocie.Wieczorem pojechaliśmy do Nowego Żmigrodu do baru "Ryś" na hamburgera oraz przy okazji wstąpiliśmy do sklepu. Kupiliśmy m.in. kulki czekoladowe do mleka.
9. 07
Pinkiel - pies wujka bardzo lubi słodycze i po śniadaniu Paweł i ja ułożyliśmy po jednej kulce na stopień schodów. Leniwy piesek powoli podchodził i zjadał kulki. Byłam z Pawłem i Krzyśkiem napełnić koryto dla krów i przywieźć świeżej wody w beczkowozie :) Potem byliśmy z Bożeną rozrzucać kołki na ogrodzenie kolejnego kawałka dla krów. Paweł z wujkiem kierowali, a ja z Bożeną ,stojąc w przyczepie, rozrzucałyśmy kołki, dopóki nie zaczęło kropić :( Musieliśmy wracać i resztę dnia spędzić w domu. Wieczorem na pewną chwilę przestało padać i tak jak poprzednio poszliśmy do tamtego baru, tym razem ja z ciocią wzięłyśmy zapiekankę, a wujek z Pawłem tak jak zeszłego wieczoru - hamburgera. Tamtego wieczoru w sklepie kupiliśmy składniki na zapiekankę cioci.
10.07:
Nasz ostatni dzień na tygodniu u rodziny po stronie mamy. Było dość słonecznie. Ja, Paweł i wujek (znowu) pojechaliśmy traktorem na pastwiska. Oni, jak to chłopaki, odrabiali brudną robotę, a ja się nudziłam. W końcu postanowiłam, że idę do domu po pisie i nakrycia głowy, bo słońce mocno grzało. Do domu był tam ok. 1 km i uważałam że zdążę zanim oni wrócą. W połowie drogi pomyślałam że mogą mnie szukać, wię zaczęłam się wracać. Uświadomiłam sobie jednak że jeszcze długo będą wbijać kołki, więc poszłam znowu. Taka sytuacja powtórzyła się kilka razy. Wreszcie, kiedy wszyscy wróciliśmy do domu, zjedliśmy zapiekankę z fileta z kurczaka na kapuście z topionym serem i sosem keczupowo-majonezowym. Ok. 16.30 mama po nas przyjechała.
Ciąg dalszy w części 3
7.07:
Bardzo dobrze pamiętam,że był to upalny poniedziałek, a przy najmniej tu - na Podkarpaciu. Wstałyśmy z ciocią dość wcześnie, Wiki obudziła się trochę później. Na początek poszłyśmy wyrzucić śmieci i kupić kilka rzeczy. Gdy wróciłyśmy ja i Wiktoria odbijałyśmy piłką na chodniku pod blokiem. Raz piła odbiła się aż na daszek nad drzwiami i jakiś chłopak pomagał nam ją zdjąć xD Przed południem poszłyśmy z Wiki do mieszkania, gdzie dowiedziałyśmy się, że ciocia Bożena przyjedzie później aby wziąć nas na basen. Ciocia Iwona podała nam kartkę, na której były wypisane pizze jakie można zamówić w pizzerii "Punkt". Wybrałyśmy pizze amerykańską (kurczak, papryka, cebula, ser, sos pomidorowy, oregano). Musiałyśmy na nią czekać dość długo, dłużej niż mówili. Gdy wreszcie przyjechała, z ochotą zabrałyśmy się za polewanie kawałków sosem czosnkowym i pałaszowanie :) Po jedzeniu trochę się zachmurzyło i zdawało,że nie będziemy się dziś kąpać w basenie. Widząc, że Wiktorii było przykro - wymyśliłam, że może będziemy dmuchać w niebo, żeby "wypędzić burzowe chmury". Wiki nabrała nadziei dzięki mojemu pomysłu, który wiedziałam, że na pewno się nie uda. Ku mojemu zdziwieniu, dmuchanie i słowa "Nie chcemy słońca! "Kochamy burze" "Nie chcemy iść na basen!" (to było takie mówienie antonimów, co do tego co na prawdę chcemy) , podziałały i jakieś 1,5 godz. musiałyśmy czekać na Bożenę i Pawła, którzy wybrali się jeszcze na zakupy do "Chińczyka" i kupili kapelusz dla mnie, kaszkietówkę dla Pawła i picie. My z ciocią i kuzynką też byłyśmy kilka minut w sklepie po drożdżówkę i,tak jak Bożena i Paweł, po picie. Dotarliśmy wreszcie na basen. Było super mega extra i spędziliśmy tam czas chyba od 15.30 do 19.00, czy coś w tym stylu. Nauczyłam się nawet troszkę pływać, choć wątpiłam, że uda mi się to zrobić w wieku 12 lat! W mieszkaniu (po powrocie) układałyśmy domki z kart :)
8.07:
Ostatni dzień spędzony w Jaśle. Po porannych czynnościach musiałam popakować swoje rzeczy. Wiki i ja znowu tak jak poprzedniego dnia grałyśmy w piłkę i po obiedzie układałyśmy domki z kart. Gdy Bożena i Krzysiek przyjechali po mnie (z mamą Krzyśka) - Wiktoria bardzo płakała, bo niedawno jej tato, a mój wujek Marcin, pojechał do Anglii robić meble do sklepów (inaczej mówiąc - pojechał do pracy). No, ale trzeba było jechać. Wzięliśmy z Pawłem koty z Glinika (te koty, które Bożena wzięła od Renaty) i wszyscy pojechaliśmy do Skalnika.Tego dnia Gdy wypuściliśmy na podwórku u wujka koty, te zaczęły się bawić, a ja, Paweł i wujek poszliśmy nad rzekę - Wisłokę, skrótem przez skarpę. Gdy wróciliśmy okazało się, że jeden z kotów zginął ;( Po poszukiwaniach, które zdawały się nie dawać rezultatu, kot wyszedł spod silnika w aucie wujka Krzyśka xD Potem poszliśmy na pastwisko po krowy. Około 17.00 pojechaliśmy nad Wisłokę okrężną drogą, na część dla turystów. Bawiliśmy się super, choć musieliśmy wszysko suszyć po powrocie.Wieczorem pojechaliśmy do Nowego Żmigrodu do baru "Ryś" na hamburgera oraz przy okazji wstąpiliśmy do sklepu. Kupiliśmy m.in. kulki czekoladowe do mleka.
9. 07
Pinkiel - pies wujka bardzo lubi słodycze i po śniadaniu Paweł i ja ułożyliśmy po jednej kulce na stopień schodów. Leniwy piesek powoli podchodził i zjadał kulki. Byłam z Pawłem i Krzyśkiem napełnić koryto dla krów i przywieźć świeżej wody w beczkowozie :) Potem byliśmy z Bożeną rozrzucać kołki na ogrodzenie kolejnego kawałka dla krów. Paweł z wujkiem kierowali, a ja z Bożeną ,stojąc w przyczepie, rozrzucałyśmy kołki, dopóki nie zaczęło kropić :( Musieliśmy wracać i resztę dnia spędzić w domu. Wieczorem na pewną chwilę przestało padać i tak jak poprzednio poszliśmy do tamtego baru, tym razem ja z ciocią wzięłyśmy zapiekankę, a wujek z Pawłem tak jak zeszłego wieczoru - hamburgera. Tamtego wieczoru w sklepie kupiliśmy składniki na zapiekankę cioci.
10.07:
Nasz ostatni dzień na tygodniu u rodziny po stronie mamy. Było dość słonecznie. Ja, Paweł i wujek (znowu) pojechaliśmy traktorem na pastwiska. Oni, jak to chłopaki, odrabiali brudną robotę, a ja się nudziłam. W końcu postanowiłam, że idę do domu po pisie i nakrycia głowy, bo słońce mocno grzało. Do domu był tam ok. 1 km i uważałam że zdążę zanim oni wrócą. W połowie drogi pomyślałam że mogą mnie szukać, wię zaczęłam się wracać. Uświadomiłam sobie jednak że jeszcze długo będą wbijać kołki, więc poszłam znowu. Taka sytuacja powtórzyła się kilka razy. Wreszcie, kiedy wszyscy wróciliśmy do domu, zjedliśmy zapiekankę z fileta z kurczaka na kapuście z topionym serem i sosem keczupowo-majonezowym. Ok. 16.30 mama po nas przyjechała.
Ciąg dalszy w części 3
wtorek, 22 lipca 2014
Lipiec
Siemka! Dawno mnie nie było. Jak mówiłam na wakacjach w kilu miejscach. Tak minął czas:
Środa 3.07 :
Wizyta u ortodonty była wyznaczona o 14.00. Rano zaraz po zrobieniu wszystkich porannych czynności i spakowaniu pojechaliśmy do Jasła (około 60 km od wsi w której mieszkam), a po dotarciu na miejsce - ujrzeliśmy mega-kolejkę ciągnącą się aż na dziedziniec niewielkiego osiedla, na którego terenie jest gabinet ortodontyczny. Postanowiliśmy się przejść jeszcze do wujka Marcina, cioci Iwony i kuzynki Wiktorii, którzy mieszkają w Jaśle, ale ponieważ nie powinno się wpadać bez uprzedzenia - mama zadzwoniła do Iwony. Okazało się jednak że są w sklepie meblowym,więc wróciliśmy do kolejki, która mało co zmalała :P Wujek i ciocia wracając ze sklepu postanowili pogadać z mamą pod bramką do osiedla. Ja jednak musiałam czekać w kolejce, a to miała być moja pierwsza wizyta kontrolna odkąd noszę aparat (od 30.04). Za mną w kolejce stała jakaś pani z dwójką dzieci (9-letnią córką i małym, ok. 3-letnim synkiem). Okazało się że jej córka - Julka ma taki sam problem z zębami jak miałam ja, a mianowicie obie trójki ma za wysoko u góry i trochę krzywe (tak jak ja przed założeniem aparatu). Mówiły też, że w klasie 9-latki jest 2 dziewczyny i to 2 Julki, a mało brakowało - byłaby jedna gdyby nie doszła do ich klasy ta druga Julia. W gabinecie ortodontka mówiła, że bardzo dobrze radzę sobie z aparatem. Po dwóch miesiącach noszenia aparatu ruchomego moje trójki są prawie proste i dużo równiejsze niż wcześniej. Mam dalej nosić go tak długo jak nosiłam (całą noc i prawie cały czas w dzień, zdejmować tylko do jedzenia i często myć szczoteczką i pastą). Po wyjściu jechaliśmy do cioci Renaty (równocześnie moja chrzestna matka), gdy nagle auto stanęło. Brakło nam paliwa i należało iść na stacje po benzynę. Ledwie zdołaliśmy zjechać na pobocze i wyjść z samochodu, a tu jakiś miły pan zatrzymuje się i mówi, że podwiezie nas na miejsce. Weszliśmy do srebrnego mini-vana i mężczyzna zrobił tak jak mówił. Powiedział też, że jemu też kiedyś nawalił samochód i ktoś mu pomógł, a dziś chciałby spłacić dług. Mama nalała paliwa, pan nas odwiózł, podziękowaliśmy i każdy pojechał w swoją stronę. Moja ciocia mieszka w Lublicy - niewielkiej wsi. Jest fryzjerką z dwójką dzieci - prawie 4-letnią Natalią i ok. 1,5 miesięczną Madzią. Byliśmy w Warzycach, gdy nagle w lesie, niedaleko Sieklówki, auto stanęło. Czekaliśmy przez jakieś pół godziny na wujka Mirka, który dowiózł nas wreszcie do cioci. Mama była tam krótko, bo musiała wracać do domu (kiedyś może napiszę wszystko o naszej sytuacji). Ja i Paweł zostaliśmy, jak już wcześniej wspominałam . Cioci spodobała się sukieneczka dla Madzi, jaką kupiliśmy w Haczowie po drodze. Oprócz ubranka daliśmy im też grzechotko-gryzaczek i paczkę chusteczek nawilżających. Gdy mama wyszła, Renata poszła dać mamie klucze do jej auta, gdyż pożyczała je, aby mama miała jak dotrzeć do domu, a nazajutrz - do pracy. Ja miałam pilnować "przedszkola". Całe szczęście, że ciocia poinformowała mnie o tym, że mała może wymiotować, bo tyle co jadła. Ledwie ciocia wyszła - Magda zwraca posiłek. Na tamten dzień przygód by było na tyle xD
4.07:
Ten dzień minął dość spokojnie. Paweł bawił się z Natalką, a ja zajmowałam się Madzią. Wujek Witek i kilku innych panów montowali coś w stylu dachówek do nie dawno wybudowanej altanki.Ciocia tego dnia zrobiła kebab z frytkami, sosem i surówką na obiad, a potem razem z dziadkiem Natalii poszliśmy nakarmić sarenkę, której matka była znaleziona martwa w lesie. Tego dnia umyłam włosy (myję głowę raz na tydzień, bo moje włosy się jeszcze nie przetłuszczają zbytnio) i zdecydowałam się je ściąć. Ciocia podcięła je tak, że miały długość poza ramiona (wcześniej miałam do pośladków).
5.07:
Ostatni dzień u cioci Renaty. Słuchając radia Eska przez telefon wieczorem, już w łóżku, zasnęłam i zaplątałam się w słuchawki.Potem w nocy mnie rozplątywano xD Do południa było tak jak zeszłego dnia - Paweł i Natalia się bawili, a ja pomagałam cioci i zajmowałam się Madzią. Potem Natalka się dziwnie zachowywała i okazało się, że ma gorączkę. Wtedy przyjechała ciocia Bożena i wzięła nas do Babci do Glinika Polskiego. Wzięliśmy dwa młode koty od cioci Renaty, bo w Bożena chciała je zabrać do Skalnika- miejscowości, w której mieszkała. Zjedliśmy obiad i poszliśmy na asfalt (tam na drodze rzadko coś jeździ) i ja jeździłam na rolkach, a Paweł na rowerze. Potem Bożena zabrała nas i babcię na pizzę do Jasła do pizzerii "Faraon". Po pizzy byliśmy jeszcze w jednym sklepie i wróciliśmy do domu babci. Pamiętam,że koty zamknięte w niewielkim pokoju spały ślicznie, a Rudzik załatwiał się w doniczce z kwiatkiem zamiast w kuwecie i sypiał w pustej doniczce stojącej w kącie zamiast w pudełku.
6. 07:
Rano przyjechał wujek Krzysiek i jak to w niedziele - poszliśmy do kościoła. Po obiedzie zaś razem z wujkiem (ciocia została w domu) jeździliśmy sobie tak jak w sobotę (wujek na rowerze). Przejechaliśmy kilka razy do końca asfaltu , a następnie aż do miejscowości Nowy Glinik, przez kilka zakrętów i z powrotem aż do domu. Wieczorem znów byliśmy w Jaśle, tym razem na lodach w lodziarni "Ciao". Wybrałam miętowe i bananowe. Następnie odwieźli mnie do cioci Iwony (mieszka w Jaśle) do bloku gdzie zostałam do wtorku. Paweł wrócił do babci. Ja i Wiktoria - moja 6 - letnia kuzynka tego dnia już niewiele zrobiłyśmy, bo był już wieczór, więc wszystko zostawiłyśmy na następne dni.
Środa 3.07 :
Wizyta u ortodonty była wyznaczona o 14.00. Rano zaraz po zrobieniu wszystkich porannych czynności i spakowaniu pojechaliśmy do Jasła (około 60 km od wsi w której mieszkam), a po dotarciu na miejsce - ujrzeliśmy mega-kolejkę ciągnącą się aż na dziedziniec niewielkiego osiedla, na którego terenie jest gabinet ortodontyczny. Postanowiliśmy się przejść jeszcze do wujka Marcina, cioci Iwony i kuzynki Wiktorii, którzy mieszkają w Jaśle, ale ponieważ nie powinno się wpadać bez uprzedzenia - mama zadzwoniła do Iwony. Okazało się jednak że są w sklepie meblowym,więc wróciliśmy do kolejki, która mało co zmalała :P Wujek i ciocia wracając ze sklepu postanowili pogadać z mamą pod bramką do osiedla. Ja jednak musiałam czekać w kolejce, a to miała być moja pierwsza wizyta kontrolna odkąd noszę aparat (od 30.04). Za mną w kolejce stała jakaś pani z dwójką dzieci (9-letnią córką i małym, ok. 3-letnim synkiem). Okazało się że jej córka - Julka ma taki sam problem z zębami jak miałam ja, a mianowicie obie trójki ma za wysoko u góry i trochę krzywe (tak jak ja przed założeniem aparatu). Mówiły też, że w klasie 9-latki jest 2 dziewczyny i to 2 Julki, a mało brakowało - byłaby jedna gdyby nie doszła do ich klasy ta druga Julia. W gabinecie ortodontka mówiła, że bardzo dobrze radzę sobie z aparatem. Po dwóch miesiącach noszenia aparatu ruchomego moje trójki są prawie proste i dużo równiejsze niż wcześniej. Mam dalej nosić go tak długo jak nosiłam (całą noc i prawie cały czas w dzień, zdejmować tylko do jedzenia i często myć szczoteczką i pastą). Po wyjściu jechaliśmy do cioci Renaty (równocześnie moja chrzestna matka), gdy nagle auto stanęło. Brakło nam paliwa i należało iść na stacje po benzynę. Ledwie zdołaliśmy zjechać na pobocze i wyjść z samochodu, a tu jakiś miły pan zatrzymuje się i mówi, że podwiezie nas na miejsce. Weszliśmy do srebrnego mini-vana i mężczyzna zrobił tak jak mówił. Powiedział też, że jemu też kiedyś nawalił samochód i ktoś mu pomógł, a dziś chciałby spłacić dług. Mama nalała paliwa, pan nas odwiózł, podziękowaliśmy i każdy pojechał w swoją stronę. Moja ciocia mieszka w Lublicy - niewielkiej wsi. Jest fryzjerką z dwójką dzieci - prawie 4-letnią Natalią i ok. 1,5 miesięczną Madzią. Byliśmy w Warzycach, gdy nagle w lesie, niedaleko Sieklówki, auto stanęło. Czekaliśmy przez jakieś pół godziny na wujka Mirka, który dowiózł nas wreszcie do cioci. Mama była tam krótko, bo musiała wracać do domu (kiedyś może napiszę wszystko o naszej sytuacji). Ja i Paweł zostaliśmy, jak już wcześniej wspominałam . Cioci spodobała się sukieneczka dla Madzi, jaką kupiliśmy w Haczowie po drodze. Oprócz ubranka daliśmy im też grzechotko-gryzaczek i paczkę chusteczek nawilżających. Gdy mama wyszła, Renata poszła dać mamie klucze do jej auta, gdyż pożyczała je, aby mama miała jak dotrzeć do domu, a nazajutrz - do pracy. Ja miałam pilnować "przedszkola". Całe szczęście, że ciocia poinformowała mnie o tym, że mała może wymiotować, bo tyle co jadła. Ledwie ciocia wyszła - Magda zwraca posiłek. Na tamten dzień przygód by było na tyle xD
4.07:
Ten dzień minął dość spokojnie. Paweł bawił się z Natalką, a ja zajmowałam się Madzią. Wujek Witek i kilku innych panów montowali coś w stylu dachówek do nie dawno wybudowanej altanki.Ciocia tego dnia zrobiła kebab z frytkami, sosem i surówką na obiad, a potem razem z dziadkiem Natalii poszliśmy nakarmić sarenkę, której matka była znaleziona martwa w lesie. Tego dnia umyłam włosy (myję głowę raz na tydzień, bo moje włosy się jeszcze nie przetłuszczają zbytnio) i zdecydowałam się je ściąć. Ciocia podcięła je tak, że miały długość poza ramiona (wcześniej miałam do pośladków).
5.07:
Ostatni dzień u cioci Renaty. Słuchając radia Eska przez telefon wieczorem, już w łóżku, zasnęłam i zaplątałam się w słuchawki.Potem w nocy mnie rozplątywano xD Do południa było tak jak zeszłego dnia - Paweł i Natalia się bawili, a ja pomagałam cioci i zajmowałam się Madzią. Potem Natalka się dziwnie zachowywała i okazało się, że ma gorączkę. Wtedy przyjechała ciocia Bożena i wzięła nas do Babci do Glinika Polskiego. Wzięliśmy dwa młode koty od cioci Renaty, bo w Bożena chciała je zabrać do Skalnika- miejscowości, w której mieszkała. Zjedliśmy obiad i poszliśmy na asfalt (tam na drodze rzadko coś jeździ) i ja jeździłam na rolkach, a Paweł na rowerze. Potem Bożena zabrała nas i babcię na pizzę do Jasła do pizzerii "Faraon". Po pizzy byliśmy jeszcze w jednym sklepie i wróciliśmy do domu babci. Pamiętam,że koty zamknięte w niewielkim pokoju spały ślicznie, a Rudzik załatwiał się w doniczce z kwiatkiem zamiast w kuwecie i sypiał w pustej doniczce stojącej w kącie zamiast w pudełku.
6. 07:
Rano przyjechał wujek Krzysiek i jak to w niedziele - poszliśmy do kościoła. Po obiedzie zaś razem z wujkiem (ciocia została w domu) jeździliśmy sobie tak jak w sobotę (wujek na rowerze). Przejechaliśmy kilka razy do końca asfaltu , a następnie aż do miejscowości Nowy Glinik, przez kilka zakrętów i z powrotem aż do domu. Wieczorem znów byliśmy w Jaśle, tym razem na lodach w lodziarni "Ciao". Wybrałam miętowe i bananowe. Następnie odwieźli mnie do cioci Iwony (mieszka w Jaśle) do bloku gdzie zostałam do wtorku. Paweł wrócił do babci. Ja i Wiktoria - moja 6 - letnia kuzynka tego dnia już niewiele zrobiłyśmy, bo był już wieczór, więc wszystko zostawiłyśmy na następne dni.
poniedziałek, 30 czerwca 2014
Trochę o wakacjach (jak na razie)
W piątek mieliśmy iść do dentysty na lakowanie. Ja mam jednak w czwartek wizytę u ortodonty, a potem zostaję u cioci i musiałam iść dzisiaj :P W poczekalni siedziałam długo. Gdy przyszłam byłam 3 osobą i zaczęło mi się nudzić. W gabinecie okazało się że 15 lipca będę musiała przyjść wyleczyć jedną 7-demkę, a poza tym wszystkie zdrowe. Napiszę też posty jak będę u cioci, bo są wakacje i będę na bieżąco na blogu (i na facebooku). Od Fb jestem praktycznie uzależniona xD Muszę wejść na Fb min. 2-3 razy dziennie. Tak samo z Radiem Eska - muszę go słuchać przynajmniej na "Gorącej 20-stce" o 18.00. A wy jedziecie gdzieś na wakacje? Ja to nawet się trochę nudzę (jeszcze), bo pogoda średnia (wczoraj duszno, dziś chłodno i deszcz kropi), nie ma co robić :P
sobota, 28 czerwca 2014
Wakacje! :D
Hey!
Właśnie zaczęły się wakacje :) Trochę mi się nudzi, ale niedługo jadę do ortodonty, a potem do cioci, babci i do wujka. Cieszę się ze świadectwa z paskiem (średnia ok. 5,1 ale w zeszłym roku miałam 5,3). Dostałam książkę o dynastiach królów i książąt Polski. Szkoda mi tylko że nie będziemy mieć już w-f z 6 kl. Fajnie z nimi było. Jeśli chodzi o pożegnanie z Natalką, to była jedna wielka rozpacz. 12 płaczących dziewczyn :( Trwało to dość długo bo potem mama na mnie nie zaczekała i pojechała zanim wyszliśmy. Szłam z Julką, Marleną, Natalką, drugą Natalką, Anią, Anitą i Maćkiem. Potem zostałam tylko ja, Marla i Maciek. Wspominaliśmy jak to w zerówce, 1,2 i 3 klasie chcieliśmy iść na nogach, bo nas odwożono, a teraz nam się nie chce i wolelibyśmy jechać :P Co za ironia losu
Właśnie zaczęły się wakacje :) Trochę mi się nudzi, ale niedługo jadę do ortodonty, a potem do cioci, babci i do wujka. Cieszę się ze świadectwa z paskiem (średnia ok. 5,1 ale w zeszłym roku miałam 5,3). Dostałam książkę o dynastiach królów i książąt Polski. Szkoda mi tylko że nie będziemy mieć już w-f z 6 kl. Fajnie z nimi było. Jeśli chodzi o pożegnanie z Natalką, to była jedna wielka rozpacz. 12 płaczących dziewczyn :( Trwało to dość długo bo potem mama na mnie nie zaczekała i pojechała zanim wyszliśmy. Szłam z Julką, Marleną, Natalką, drugą Natalką, Anią, Anitą i Maćkiem. Potem zostałam tylko ja, Marla i Maciek. Wspominaliśmy jak to w zerówce, 1,2 i 3 klasie chcieliśmy iść na nogach, bo nas odwożono, a teraz nam się nie chce i wolelibyśmy jechać :P Co za ironia losu
czwartek, 26 czerwca 2014
Prawie Wakacje...
Dziś był całkiem miły dzień :) W szkole (ostatni dzień) było baaardzo luźno. Na pierwszych lekcjach graliśmy w różne gry np. Rummikub albo Mistrz Słowa. Potem razem z Julką z 6 klasy szukałyśmy Nikoli (też z 6 kl). Obeszłyśmy z nią całą szkołę 2 razy, aż zauważyłam, że mogły przecież pójść do sklepiku (Nikola tam sprzedaje i ma klucze, dlatego zamknęły się z Marleną, Emi, Amelką i Karoliną). Jedna z Natalek (nr 11 w dzienniku) przenosi się do szkoły do Przemyśla (problemy ze słuchem), dlatego złożyliśmy na prezent dla niej. Karolina, Wiktoria i pani były w Brzozowie w zeszłym tygodniu i kupiły prześliczną bransoletkę i pierścionek do kompletu w eleganckim pudełeczku oraz pamiętnik. Cała klasa już się wpisała oprócz jednego z Konradów, bo nie przyszedł do szkoły. Powycinaliśmy też nasze zdjęcia i wkleiliśmy je pod wpisami. Myślę że jej się spodobają prezenty :D Ja napisałam 2 wierszyki:
1. Jechał Miki do Afryki.
Wziął ze sobą pamiętniki,
a ja jeden mu zabrałam
i do niego się wpisałam.
2. Wszystko przemija powoli,
pamięć o szczęściu
i o tym co boli.
Wszystko przemija,bo
tak chce przeznaczenie.
Lecz jest co pozostaje,
to coś to wspomnienie
Ja w pamiętniku piszę swoje sekrety, myśli, kto mi się podoba (nie napiszę kto) i to co chciałabym zapamiętać na dłużej. Ale wracając do tematu - Na religii (ostatniej z lekcji) Emilka gadała o przeterminowanych cukierkach, które zjadły. Amelka podała mi, a ja spróbowałam (wiem, że głupota,ale co tam). Za chwilę pytam się Emilki ile są już po terminie i w tym samym czasie wzięłam do buzi drugiego (były smaczne). Emilka wzięła opakowanie i jej twarz spoważniała.
-Pokaż - rzuciłam do niej.
Gdy zobaczyłam, aż mnie zmroziło. Było ważne do lutego 2013 roku, czyli to już rok i 4 miesiące(prawie 5)! Mimo to wzięłam trzeciego.
- Ty zjadłaś 3, a ja 10! - mówiła Emi.
Popatrzyłyśmy jeszcze raz na opakowanie i... okazało się, że mają 70% kofeiny!!! Chciało nam się śmiać (nwm czemu). Ksiądz akurat pytał i padło na mnie, a za chwilę na Emi.
- Tam z tyłu! Emilka, wymień 3 osoby, które były obecne na ukrzyżowaniu Jezusa - odpytywał ksiądz.
Emilka i ja spoważniałyśmy, a ja widząc jej minę mówiłam szeptem:
- Matka Boża, święta Weronika i Szymon z Cyreny.
Emi powtórzyła:
- Matka Boża, święta Weronika i Szymon z syreny.
Zaczęłyśmy chichotać po jej wypowiedzi. Szymon z syreny a to dobre. Potem odpytał Konrada i przyszła kolej Maćka.
-Maciek wymień kilku apostołów.
- Paweł, Jan...
- Nie! Pawła nie było. Paweł dopiero potem się nawrócił. Jan był, wymieniaj dalej.
Razem z Emilką Szepczemy jak da się najgłośniej "Judasz", a Maciek coś usłyszawszy mówi:
-Jonasz!
Znów się śmiałyśmy (pewnie odbiło nam po tych cukierkach. Dzwoni dzwonek i schodzimy na dół do szatni. Anita jadła te cukierki.
- Wiesz że to przeterminowane? - pytam.
-Co?!
-Mają rok i 4 miesiące.
Wkurzona Anita wbiegła do szatni.
- Karola! Dałaś mi przeterminowane cukierki?!
-No- śmieje się Karolina.
Niedawno wróciłam z kościoła (ostatni dzień Bożego Ciała). Po mszy była procesja, a po procesji- błogosławieństwo i cukierki xD Klaudia i Magda z II gimnazjum je rozdawały. Ja, Ania, Karolina, Ola i jedna z Natalek gdy dostałyśmy na początku- poszłyśmy na około kościoła i trafiłyśmy na drugą stronę kolejki. Dostałyśmy, więc podwójnie :D Jutro na 8.00 do kościoła i potem do szkoły po świadectwa.U mnie w klasie świadectwo z paskiem będę mieć ja, Karola i Ania. Moja średnia to około 5,1 trochę gorzej niż w zeszłym roku :P Trochę szkoda mi 5 klasy, bo sporo się działo w tym roku :/ Ale nie trzeba się przejmować przecież niedługo WAKACJE!!!
1. Jechał Miki do Afryki.
Wziął ze sobą pamiętniki,
a ja jeden mu zabrałam
i do niego się wpisałam.
2. Wszystko przemija powoli,
pamięć o szczęściu
i o tym co boli.
Wszystko przemija,bo
tak chce przeznaczenie.
Lecz jest co pozostaje,
to coś to wspomnienie
Ja w pamiętniku piszę swoje sekrety, myśli, kto mi się podoba (nie napiszę kto) i to co chciałabym zapamiętać na dłużej. Ale wracając do tematu - Na religii (ostatniej z lekcji) Emilka gadała o przeterminowanych cukierkach, które zjadły. Amelka podała mi, a ja spróbowałam (wiem, że głupota,ale co tam). Za chwilę pytam się Emilki ile są już po terminie i w tym samym czasie wzięłam do buzi drugiego (były smaczne). Emilka wzięła opakowanie i jej twarz spoważniała.
-Pokaż - rzuciłam do niej.
Gdy zobaczyłam, aż mnie zmroziło. Było ważne do lutego 2013 roku, czyli to już rok i 4 miesiące(prawie 5)! Mimo to wzięłam trzeciego.
- Ty zjadłaś 3, a ja 10! - mówiła Emi.
Popatrzyłyśmy jeszcze raz na opakowanie i... okazało się, że mają 70% kofeiny!!! Chciało nam się śmiać (nwm czemu). Ksiądz akurat pytał i padło na mnie, a za chwilę na Emi.
- Tam z tyłu! Emilka, wymień 3 osoby, które były obecne na ukrzyżowaniu Jezusa - odpytywał ksiądz.
Emilka i ja spoważniałyśmy, a ja widząc jej minę mówiłam szeptem:
- Matka Boża, święta Weronika i Szymon z Cyreny.
Emi powtórzyła:
- Matka Boża, święta Weronika i Szymon z syreny.
Zaczęłyśmy chichotać po jej wypowiedzi. Szymon z syreny a to dobre. Potem odpytał Konrada i przyszła kolej Maćka.
-Maciek wymień kilku apostołów.
- Paweł, Jan...
- Nie! Pawła nie było. Paweł dopiero potem się nawrócił. Jan był, wymieniaj dalej.
Razem z Emilką Szepczemy jak da się najgłośniej "Judasz", a Maciek coś usłyszawszy mówi:
-Jonasz!
Znów się śmiałyśmy (pewnie odbiło nam po tych cukierkach. Dzwoni dzwonek i schodzimy na dół do szatni. Anita jadła te cukierki.
- Wiesz że to przeterminowane? - pytam.
-Co?!
-Mają rok i 4 miesiące.
Wkurzona Anita wbiegła do szatni.
- Karola! Dałaś mi przeterminowane cukierki?!
-No- śmieje się Karolina.
Niedawno wróciłam z kościoła (ostatni dzień Bożego Ciała). Po mszy była procesja, a po procesji- błogosławieństwo i cukierki xD Klaudia i Magda z II gimnazjum je rozdawały. Ja, Ania, Karolina, Ola i jedna z Natalek gdy dostałyśmy na początku- poszłyśmy na około kościoła i trafiłyśmy na drugą stronę kolejki. Dostałyśmy, więc podwójnie :D Jutro na 8.00 do kościoła i potem do szkoły po świadectwa.U mnie w klasie świadectwo z paskiem będę mieć ja, Karola i Ania. Moja średnia to około 5,1 trochę gorzej niż w zeszłym roku :P Trochę szkoda mi 5 klasy, bo sporo się działo w tym roku :/ Ale nie trzeba się przejmować przecież niedługo WAKACJE!!!
czwartek, 19 czerwca 2014
Długi weekend
Wczoraj zaczęliśmy długi weekend. Boże Ciało zaczęło się właśnie dziś. Na procesji widziałam Anię, Natalkę i inne dziewczyny niosące figurki. Wszystko mam już pozdawane i tak jak w zeszłym roku będę miała pasek na świadectwie. Dziewczyny z II g jadą niedługo na ogólnopolskie zawody do Łodzi. W zeszłym roku zajęły 4 miejsce. Paweł ma w niedzielę urodziny, a w sobotę minie miesiąc od wycieczki do Krakowa ♥ Mam już nawet plany na wakacje, a mianowicie:
-schudnąć
-zrobić grzywkę
-stać się lepsza w sporcie.
Jest trochę roboty, ale nie ma rzeczy nie możliwych xD A jak wam mija weekend? Piszcie w komach ;)
-schudnąć
-zrobić grzywkę
-stać się lepsza w sporcie.
Jest trochę roboty, ale nie ma rzeczy nie możliwych xD A jak wam mija weekend? Piszcie w komach ;)
wtorek, 10 czerwca 2014
Luźny dzień
Dziś Ania, Karolina, Natalka, Julka, Wiki, Amelka i Emilka były na zawodach Orlik Basketmania w Łańcucie. W szkole więc było nas tylko 8 (ja, Marlena , Ola, Anita, Natalka, Maciek i 2 Konrady) . Na matmie graliśmy w Rummikub - grę matematyczną (super). Potem informatyka, na której graliśmy na komputerach. Na polskim dalej Rummikub i pod koniec w Państwa - Miasta. Religia - gra w nogę na hali sportowej (uwielbiam grać w nogę). Na historii (żeby pani nas nie pytała) graliśmy znów w Rummikub. Mimo to i tak zapytała jednego z Konradów. Wf-u nie było bo pan był w Łańcucie z dziewczynami. Właśnie piszę z Emi na Skype. Okazało się, że zajęły ostatnie miejsce i, że grały z Rzeszowem, Łańcutem i kimś jeszcze, ale nie pamięta z kim. Szkoda, że nie zakwalifikowały się dalej. Dziewczyny z II i I gimnazjum zdobyły IV miejsce w ogólnopolskich zawodach Orlika. Przegrały wtedy jednym koszem z Warszawą :( Ale z drugiej strony po co porównywać gimnazjum z podstawówką, a poza tym Emi pisała, że mimo przegranej była świetna zabawa ;)
poniedziałek, 9 czerwca 2014
Festyn
Wróciłam wczoraj z festynu cała obolała. W zeszłym roku było znacznie lepiej! Cennik w tym roku to:
5zł (6 min) trampolina
5zł (6min) dmuchana zjeżdżalnia
wata cukrowa : 4zł (mała) 5 zł (duża)
popcorn: 1,50
airhokey: 2zł od osoby
Lody:
Kaktus: 1,50zł
Lulek barwijęzor: 1,50zł
Rożek: 2zł
Top milker: 2zł
Ceny bardzo wzrosły! Zeszłoroczny cennik to:
2 zł (5 min) trampolina
2zł (5 zł) dmuchana zjeżdżalnia
popcorn: 1zł
Lody:
Lulek 1 zł
(nie było kaktusów)
rożek 2zł
Top milker: nie pamiętam
Do tego były 2 trampoliny i więcej konkursów. W zeszłym roku było ich baaardzo dużo, a w tym tylko jeden dla klas 4-6, jeden dla 0-3 i jeden dla gości starszych. Cały czas w pełnym słońcu :( Ale za to był to dzień, w którym nie musiałam zakładać aparatu na zęby :) Mimo wszystko było spoko. Dziewczyny wygrały (jedyny dla klas 4-6) konkurs w... przeciąganiu liny! Uwielbiam tą konkurencje. Były 2 rundy. W obu odniosłyśmy zwycięstwo :D Obdarłam sobie łokcie na mega-zjeżdżalni :P Jutro mamy test z lektury (nie przeczytałam). Moim skromnym zdaniem jest nudna! Tytuł - "Tomek w krainie kangurów". Czy nie moglibyśmy mieć za lekturę coś ciekawszego? Np. moją ulubioną książkę - D. Rekosz "Skarb królów" (taki trochę kryminał). Pogoda dzisiaj jest upalna! Szkoda, że basen w Brzozowie jeszcze zmknięty :P
5zł (6 min) trampolina
5zł (6min) dmuchana zjeżdżalnia
wata cukrowa : 4zł (mała) 5 zł (duża)
popcorn: 1,50
airhokey: 2zł od osoby
Lody:
Kaktus: 1,50zł
Lulek barwijęzor: 1,50zł
Rożek: 2zł
Top milker: 2zł
Ceny bardzo wzrosły! Zeszłoroczny cennik to:
2 zł (5 min) trampolina
2zł (5 zł) dmuchana zjeżdżalnia
popcorn: 1zł
Lody:
Lulek 1 zł
(nie było kaktusów)
rożek 2zł
Top milker: nie pamiętam
Do tego były 2 trampoliny i więcej konkursów. W zeszłym roku było ich baaardzo dużo, a w tym tylko jeden dla klas 4-6, jeden dla 0-3 i jeden dla gości starszych. Cały czas w pełnym słońcu :( Ale za to był to dzień, w którym nie musiałam zakładać aparatu na zęby :) Mimo wszystko było spoko. Dziewczyny wygrały (jedyny dla klas 4-6) konkurs w... przeciąganiu liny! Uwielbiam tą konkurencje. Były 2 rundy. W obu odniosłyśmy zwycięstwo :D Obdarłam sobie łokcie na mega-zjeżdżalni :P Jutro mamy test z lektury (nie przeczytałam). Moim skromnym zdaniem jest nudna! Tytuł - "Tomek w krainie kangurów". Czy nie moglibyśmy mieć za lekturę coś ciekawszego? Np. moją ulubioną książkę - D. Rekosz "Skarb królów" (taki trochę kryminał). Pogoda dzisiaj jest upalna! Szkoda, że basen w Brzozowie jeszcze zmknięty :P
sobota, 7 czerwca 2014
Tyle się działo!
OMG jak ja dawno nie byłam tu na blogu! Ostatni post był ponad miesiąc temu, przepraszam! Opowiem co się wydarzyło (w dużym skrócie):
Jeszcze w kwietniu Tosię zabrał jakiś pan. Szkoda trochę, bo fajnym była zwierzakiem, ale trzeba przyznać-ulga. W Wielką Sobotę byłam w Kościele na 12.00 i zobaczyłam tam moją sąsiadkę, która nigdy nie chodzi do kościoła >:p Ta sąsiadka jest okropna i nawet cała wieś o niej źle mówi (to co mówią to prawda bo często widzę, ale nie napiszę co robi ,bo to internet więc wiadomo). Potem Wielkanoc itd. Następnie nadszedł maj i moje urodziny (12 lat) :D Wszystko było jak zawsze - tort, goście drobne upominki i cukierki do szkoły. Po urodzinach niecierpliwie czekałam na wycieczkę do Krakowa (21.05). Było doskonale, cudownie, brak mi słów do opisania. Na początek- Muzeum Lotnictwa (NUDY!!! Nie polecam) . Następnie najfajniejsze miejsce - Ogród Doświadczeń im. Stanisława Lema! To było niesamowite! Robiliśmy mnóstwo doświadczeń:
-lustra (do dopasowania twarz, kalejdoskop, wypukłe, wklęsłe i dwa na przeciw siebie )
- kołyska Niutona
- różne piłki i kulki
- mini labirynt
i wiele, wiele, wiele innych! Tu stronka: http://www.ogroddoswiadczen.pl/pl.php?s=4
Link do oficjalnej strony (opisy urządzeń). Przed ogrodem był jeszcze McDonald's (wielki tłok!).
Dalej- Wawel. Piękne komnaty, wiele wzorów na sufitach i cudne arrasy! Po Wawelu był rynek i... podziemia Sukiennic. Wszystko pięknie, ale trzeba się zbierać! O 20.00 usłyszeliśmy jeszcze hejnał. Ooo! Zapomniałabym, że przed Sukiennicami oglądaliśmy jak jeden facet miał pluszowego kota i gwizdkiem miauczał. Nie byliśmy tylko w Kościele Mariackim :/ i nie zobaczyłam swojej jakby cioci ( kuzynkai taty [12 lat starsza, więc mówię po imieniu]) . Spać poszłam o 1.00 w nocy i wstała o 11.55! nie poszliśmy w czwartek do szkoły, z wyjątkiem Kuksu i Marleny. Moja ciocia (matka chrzestna) urodziła drugą córkę (4.06) i z bliskich członków kuzynostwa mam tylko jednego kuzyna i 3 kuzynki! Niedawno był Dzień Dziecka, a jutro idę na festyn z tej okazji (Szkoła organizuje ale lody, ciasta, popcorn, zjeżdżalnie i trampoliny płatne >:P) A wię idę jeszcze umyć głowę i Dobranoc!
PS/ Moja stronka na facebooku ma prawie 200 like!
Jeszcze w kwietniu Tosię zabrał jakiś pan. Szkoda trochę, bo fajnym była zwierzakiem, ale trzeba przyznać-ulga. W Wielką Sobotę byłam w Kościele na 12.00 i zobaczyłam tam moją sąsiadkę, która nigdy nie chodzi do kościoła >:p Ta sąsiadka jest okropna i nawet cała wieś o niej źle mówi (to co mówią to prawda bo często widzę, ale nie napiszę co robi ,bo to internet więc wiadomo). Potem Wielkanoc itd. Następnie nadszedł maj i moje urodziny (12 lat) :D Wszystko było jak zawsze - tort, goście drobne upominki i cukierki do szkoły. Po urodzinach niecierpliwie czekałam na wycieczkę do Krakowa (21.05). Było doskonale, cudownie, brak mi słów do opisania. Na początek- Muzeum Lotnictwa (NUDY!!! Nie polecam) . Następnie najfajniejsze miejsce - Ogród Doświadczeń im. Stanisława Lema! To było niesamowite! Robiliśmy mnóstwo doświadczeń:
-lustra (do dopasowania twarz, kalejdoskop, wypukłe, wklęsłe i dwa na przeciw siebie )
- kołyska Niutona
- różne piłki i kulki
- mini labirynt
i wiele, wiele, wiele innych! Tu stronka: http://www.ogroddoswiadczen.pl/pl.php?s=4
Link do oficjalnej strony (opisy urządzeń). Przed ogrodem był jeszcze McDonald's (wielki tłok!).
Dalej- Wawel. Piękne komnaty, wiele wzorów na sufitach i cudne arrasy! Po Wawelu był rynek i... podziemia Sukiennic. Wszystko pięknie, ale trzeba się zbierać! O 20.00 usłyszeliśmy jeszcze hejnał. Ooo! Zapomniałabym, że przed Sukiennicami oglądaliśmy jak jeden facet miał pluszowego kota i gwizdkiem miauczał. Nie byliśmy tylko w Kościele Mariackim :/ i nie zobaczyłam swojej jakby cioci ( kuzynkai taty [12 lat starsza, więc mówię po imieniu]) . Spać poszłam o 1.00 w nocy i wstała o 11.55! nie poszliśmy w czwartek do szkoły, z wyjątkiem Kuksu i Marleny. Moja ciocia (matka chrzestna) urodziła drugą córkę (4.06) i z bliskich członków kuzynostwa mam tylko jednego kuzyna i 3 kuzynki! Niedawno był Dzień Dziecka, a jutro idę na festyn z tej okazji (Szkoła organizuje ale lody, ciasta, popcorn, zjeżdżalnie i trampoliny płatne >:P) A wię idę jeszcze umyć głowę i Dobranoc!
PS/ Moja stronka na facebooku ma prawie 200 like!
sobota, 5 kwietnia 2014
Tydzień pełen wrażeń
W tym poście opiszę kilka ostatnich dni.
-Kasię,
-Wiktorię
i Klaudię.
- Poniedziałek:
- Wtorek:
- Środa:
- Czwartek:
-Kasię,
-Wiktorię
i Klaudię.
- Piątek (wczoraj):
- Sobota (dziś):
wtorek, 18 marca 2014
Na drzewie
Wczoraj byłam u Natalki z 4 kl. Pierwsze siedziałyśmy w jej pokoju, a potem wyszłyśmy na dwór. Spacerowałyśmy, Natalka pokazywała mi najlepsze kryjówki do zabawy w chowanego, potem poszłyśmy zobaczyć pawie hodowane przez jednego gościa. W końcu zobaczyłyśmy na wzgórzu strasznie pochyłe, prawie leżące drzewo. Poszłyśmy tam. Wchodziłyśmy na nie i skakałyśmy. Weszłam na najwyższy konar, gdzie było około 1,5 m od ziemi. Z dołu wyglądało to na mało ale z góry było bardzo wysoko. Bałam się skoczyć. Starałam się zesunąć a tu nagle...zawisłam na drzewie. Usłyszałam tylko dźwięk przedarcia się mojej kurtki. Wisiałam na drzewie, a Nati nie wiedziała co robić. Weszła na ten konar i starała się odhaczyć kurtkę. Wpadłam w końcu na pomysł, aby rozsunąć kurtkę i ściągnąć. Tak też zrobiłam. W domu Natalii jej mama zaszyła dziurę po "wypadku", a moja mama nadal nie wie, że takie zdarzenie miało wczoraj miejsce.Miałyśmy z Natalią oglądać piątkowy odcinek Hotelu 13- naszego ulubionego serialu ( Natalka nie ma już kanału Nickelodeon, bo skończyła się w marcu promocja świąteczna), a oglądnęłyśmy niedługi fragment. Zajęłyśmy się po chwili grą w Magiczną kulę ( z telefonu) i przyszło mi do głowy pewne pytanie,
a mianowicie :
-Czy ten kot to samiec?
Wskazywałam równocześnie na kocura Natalki, a w kuli wyskoczyło ... "Chyba żartujesz". Ale miałyśmy ubaw! Dziś w szkole dowiedziałam się kiedy będzie tegoroczna wycieczka szkolna (do Krakowa). Będzie ona 21 maja. Szkoda tylko, że my ( klasy IV-VI )mamy jednodniowe wycieczki tak jak klasy 0-III. Gimnazjum ma za to trzydniowe. Ale im fajnie! Zawsze chciałam zobaczyć Kraków. To takie piękne miasto. Była też druga opcja, czyli wycieczka w Góry Świętokrzyskie,ale skończyły się bilety do Jaskini Raj, a po za tym ja i tak byłam za Krakowem :D
PS
Polecam gorąco serial Hotel 13 na Nickelodeon ( Cyfrowy Polsat- kanał 91), a do tego mam też stronę na FB a to link : https://www.facebook.com/pages/Hotel-13/251016031746511
a mianowicie :
-Czy ten kot to samiec?
Wskazywałam równocześnie na kocura Natalki, a w kuli wyskoczyło ... "Chyba żartujesz". Ale miałyśmy ubaw! Dziś w szkole dowiedziałam się kiedy będzie tegoroczna wycieczka szkolna (do Krakowa). Będzie ona 21 maja. Szkoda tylko, że my ( klasy IV-VI )mamy jednodniowe wycieczki tak jak klasy 0-III. Gimnazjum ma za to trzydniowe. Ale im fajnie! Zawsze chciałam zobaczyć Kraków. To takie piękne miasto. Była też druga opcja, czyli wycieczka w Góry Świętokrzyskie,ale skończyły się bilety do Jaskini Raj, a po za tym ja i tak byłam za Krakowem :D
PS
Polecam gorąco serial Hotel 13 na Nickelodeon ( Cyfrowy Polsat- kanał 91), a do tego mam też stronę na FB a to link : https://www.facebook.com/pages/Hotel-13/251016031746511
sobota, 15 marca 2014
Super glue
To będzie trochę krótki wpis, ponieważ to dość krótki temat. W czwartek kończyłam eko- strusia na technikę. Bardzo się starałam i długo go robiłam. Rano w piątek ( miałam na dziesiątą, ale szłam na dziewiątą) tata dał mi pomysł żeby skleić stopy kukiełki klejem "Super glue". No to do roboty! Mama kapnęła klejem, a ja miałam trzymać przez chwilkę żeby się skleiło. Mama przed pójściem do kuchni powiedziała, abym uważała, bo klej jeszcze nie wysechł. Nagle palec mi zjechał na klej. Stopy ptaka się skleiły, a ja pacnęłam palcem o palec i jak rakieta znalazłam się w kuchni przy kranie. Odkręcam wodę, a gdy włożyłam rękę pod wodę ... klej wysechł na palcach. Na szczęście palce nie były złączone :)
czwartek, 13 marca 2014
Żółw...
Dzisiaj w szkole był trochę senny dzień, aż do lekcji j.angielskiego. Tosia musiała wyjść z akwarium (mimo, że nie powinna), ponieważ dziewczyny na dyżurze musiały dziś myć akwarium octem i należało poczekać aż ocet wywietrzeje. Na angielskim, tak jak na pozostałych lekcjach, Tosia chodziła po klasie. Raz przeszła obok Maćka i Konrada, raz była przy Ani i Natalce, a potem nie daleko za mną. Pani podeszła do niej podniosła i uszła kawałek od mojej ławki. Była przy ławce drugiego Konrada, a tu nagle zaczyna kapać od Tosi. pani odwróciła ją w drugą stronę i zaczęło się. Żółwica siusiała na podłogę. Śmialiśmy się chyba z 10 minut.
wtorek, 11 marca 2014
Po trzech tygodniach...
Jejku! Jak ja dawno nie pisałam! Muszę wszystko opisać, bo sporo się działo. Otóż w czwartek albo 6 lutego albo 13 (nie pamiętam dokładnie) wyrwałam zęba u dentystki w Brzozowie, czyli nic ciekawego. Nart już w ty roku nie będzie przez śnieg, którego nie było. Przez resztę lutego nie było niczego wyjątkowego. W marcu za to pierwszy raz na W-f zagraliśmy w piłkę ręczną. Od 4 klasy nie było żadnych gier po za siatką, koszem i zbijakiem, więc to było dla nas " nowością " . Był to poniedziałek. Jak zwykle mieliśmy 2 W-f i tak jak zawsze na pierwszej lekcji kosz, a na drugiej wybieramy. Od początku roku gramy oprócz kosza tylko w 2 ognie. Usiadłyśmy na ławkach i pan powiedział żebyśmy dały propozycje. Był to jeden wielki gwar. Ktoś krzyczał siatkówka inny krzyczał 2 ognie, a mi przyszło do głowy coś innego.Potem było głosowanie.
Pan wymieniał a my podnosiłyśmy ręce żeby oddać głos.Na pierwsze dwie gry nie było żadnych głosów, tylko na piłkę ręczną wszystkie ręce były w górze. Wczoraj była akademia na Dzień Kobiet. Zmieniło się też trochę ułożenie w klasie. Marlena siedzi teraz z Amelką, Ola z Julką, a Ania z Natalką.W szkole grasuje też kieszonkowiec i zabrał mi z kurtki kartę do telefonu za 5 zł i 6 zł w drobnych.Byłabym zapomniała,że w szkole był podróżnik z grupy "Trzask" i opowiadał o RPA. było super, a w zeszłym roku też przyjechał i opowiadał o Maroko. Postaram się pisać częściej na blogu. Przepraszam za długą nieobecność.
Pan wymieniał a my podnosiłyśmy ręce żeby oddać głos.Na pierwsze dwie gry nie było żadnych głosów, tylko na piłkę ręczną wszystkie ręce były w górze. Wczoraj była akademia na Dzień Kobiet. Zmieniło się też trochę ułożenie w klasie. Marlena siedzi teraz z Amelką, Ola z Julką, a Ania z Natalką.W szkole grasuje też kieszonkowiec i zabrał mi z kurtki kartę do telefonu za 5 zł i 6 zł w drobnych.Byłabym zapomniała,że w szkole był podróżnik z grupy "Trzask" i opowiadał o RPA. było super, a w zeszłym roku też przyjechał i opowiadał o Maroko. Postaram się pisać częściej na blogu. Przepraszam za długą nieobecność.
sobota, 15 lutego 2014
Znów o "Kibel-klubie"
Około tydzień temu, czyli 7.02 w piątek pisałam o naszych przerwach w "Kibel-klubie". Wczoraj było tam na maxa odjazdowo! Całkiem inna sprawa jest z żółwiem. Pisałam już, że w piątki przychodzę sobie na 8.00, więc dziś było tak samo. Jedną lekcję ( tą co mamy "dla siebie" ) przedyskutowałyśmy z dziewczynami ( z Karoliną, Marleną i Kuku ) o zmianach, na które mamy przychodzić do Tosi.Odkąd wróciliśmy po Nowym Roku jest coraz gorzej. Mało kto przychodzi na zmiany. Właściwie ja w poniedziałki jestem sama. Emilka i Amelka miały ze mną zmiany do tego czasu, ale nie dawno dowiedziałam się, że przepisały się na piątek albo czwartek. Nie było ich jednak na czas. Inne osoby, które były często na dyżurze też się wyłamały i nie chodzą. Julka nie chodzi. Maciek, który zapisał się na każdy dzień zamierza się wypisać. Ola nie chodzi od początku. Amelka i Emilka tak jak wcześniej pisałam, a może nawet też się wypiszą. Jeden Konrad nie chodzi, drugi też już coraz rzadziej. Jedna z Natalek też chodzi już rzadko. Wszystko się sypie. Nie wiem, co mamy robić. Pani nie bardzo mówić, bo mogą ją nam zabrać czy coś w tym stylu. Ale koniec o trudnych sprawach. Teraz o czymś śmiesznym. Otóż na następnej lekcji chłopaki mieli WDŻ i my musiałyśmy czekać na korytarzu. Pierwsze poszłyśmy do "Kibel-klubu" i chwilkę gadałyśmy. Po krótkiej chwili wpadłyśmy na pomysł, że będziemy się chować przed dziewczynami, które przychodzą. Karolina stała na schodach i czatowała czy któraś nie idzie. Ja, Wiki i Marla byłyśmy na straży przy oknach. Zauważyłyśmy, że idzie Ola. Poleciałyśmy do toalety i czekałyśmy. Gdy trwało to trochę długo, Kuku wyszła z oczka. Patrzyłyśmy na nią. Uchyliła delikatnie drzwi, aby zobaczyć czy Ola jest koło klasy i... zobaczyłyśmy Olę przed drzwiami.
- Hej- powiedziała.
- Skąd wiedziałaś gdzie jesteśmy?- pytała Kukułka.
- Weszłam do klasy zostawić plecak, ale nie widziałam was na korytarzu. Zapytałam panią gdzie jesteście, a ona mówiła, że chyba tu siedzicie. Wiedziałam, że tu jesteście, bo pstryczki od światła były w dół, czyli się świeciło.
Po kilku następnych takich trikach zadzwonił dzwonek. Poszliśmy na przedstawienie klas 0-3 z okazji dna babci i dziadka. Potem, ponieważ nie było wf-u wyszliśmy wcześniej ze szkoły.
- Hej- powiedziała.
- Skąd wiedziałaś gdzie jesteśmy?- pytała Kukułka.
- Weszłam do klasy zostawić plecak, ale nie widziałam was na korytarzu. Zapytałam panią gdzie jesteście, a ona mówiła, że chyba tu siedzicie. Wiedziałam, że tu jesteście, bo pstryczki od światła były w dół, czyli się świeciło.
Po kilku następnych takich trikach zadzwonił dzwonek. Poszliśmy na przedstawienie klas 0-3 z okazji dna babci i dziadka. Potem, ponieważ nie było wf-u wyszliśmy wcześniej ze szkoły.
piątek, 14 lutego 2014
Znów przestawione!!! :P
Ja nie mogę! Znów przestawili narty, bo nie ma śniegu. Prawdopodobnie pojedziemy po 20 lutego, bo wtedy zapowiadali. Czemu śnieg tak szybko topnieje? I czemu nie pada gdy jest potrzebny? To nie fair :( . W zeszłym roku padało i padało i śniegu było mi po uda w niektórych miejscach. A teraz co? Co jeśli wtedy znowu nie będzie? :C
piątek, 7 lutego 2014
O szkolnej przerwie, zgubionej książce i rzutach do celu
Ja i inne dziewczyny z naszej klasy na szkolnych przerwach chodzimy do "Kibel klubu". Przebywamy tam często bez potrzeby. Przewodniczącym jest ... Wujek Cesiek (WC). Chodzą tam też dziewczyny z 4 i 6. Od czasu do czasu nauczycielki nas przyłapią na takim gadaniu i przesiadywaniu w zwykłej toalecie. Kibelek zajmuje niewielki obszar więc nie ma w nim zbyt dużo miejsca. Mimo to, kiedyś siedziały tam wszystkie 4 dziewczyny z 6, wszystkie 12 z 5 i Paulina z 4. Postanowiłyśmy wtedy, że wyjdziemy na 3,2,1 . Amelka odliczała:
- Trzy! Dwa! Jeden!
W tym momencie wszystkie wysypałyśmy się na korytarz. Idąc gęsiego śmiałyśmy się wszystkie, a czwartacy, koło których należy przejść, aby dostać się do naszej klasy. Wszyscy się z nas śmiali i nie było końca wychodzących dziewczyn. Innego razu, nie tak całkiem dawno weszła nas 17 do jednej z dwóch kabin toaletowych w łazience. Jakim cudem się zmieściłyśmy? Tego nie wiem. Chłopaki z 4 ciągle nam gaszą światło i nie lubią gdy ktoś jest w pobliżu ich klasy. Jedna z Natalek wzięła ze sobą długopis z zielonym laserem. Zgasiłyśmy wtedy światło i patrzyliśmy jak światło z długopisu zmienia kształty. Ale mimo, że dużo by jeszcze o "Kibel klubie" to muszę przejść do tematu o zgubionej książki, o którym jest mowa w tytule posta. Otóż w grudniu albo w listopadzie pani dyrektor mówiła na apelu, że kto ma w domu książkę, którą nie oddał powinien oddać ją do biblioteki. W przeciwnym razie będzie musiał zapłacić karę. Nasza pani wychowawczyni pracuje w bibliotece i uczy przyrody. Przyniosła nam tego dnia info o tym, kto nie oddał jakiej książki od dłuższego czasu. Na liście znalazł się Maciek. Mówił on pani, że nie ma tej książki w domu, więc w takim przypadku należało odkupić daną książkę do biblioteki. Odkupił więc "Dynastię Miziołków" i było po kłopocie. Dziś była lekcja wychowawcza. Pani popatrzyła do szafek i mówiła nam, że jak kiedyś był ład i porządek, tak teraz jest bałagan. Popatrzyła do następnej szafki i mówiła, że jest tam składowisko ze wszystkim co kiedykolwiek tam daliśmy. M.in. gazetki i rzeczy na plastykę.
- Nawet i książka jest- powiedziała pani.
Wyciągnęła książkę i odczytała tytuł "Dynastia Miziołków". Wtedy Maciek wtrącił
- I widzi pani, mówiłem, że nie mam jej w domu!
Wszyscy w śmiech. Dziś rano byłam jak już kiedyś pisałam na 8.00 do Tosi. Prawidłowo to mamy na 9.00,więc po sprzątaniu mamy całą lekcję dla siebie. Tym razem wymyśliliśmy rzuty do celu. Chłopaki mieli papierową kulę, a tarczę narysowaliśmy na tablicy. Graliśmy do końca lekcji. Otwarcie olimpiady w Soczi też było dziś, a ceremonia otwarcia była interesująca. Tylko jak poradzi sobie Kowalczyk ?
- Trzy! Dwa! Jeden!
W tym momencie wszystkie wysypałyśmy się na korytarz. Idąc gęsiego śmiałyśmy się wszystkie, a czwartacy, koło których należy przejść, aby dostać się do naszej klasy. Wszyscy się z nas śmiali i nie było końca wychodzących dziewczyn. Innego razu, nie tak całkiem dawno weszła nas 17 do jednej z dwóch kabin toaletowych w łazience. Jakim cudem się zmieściłyśmy? Tego nie wiem. Chłopaki z 4 ciągle nam gaszą światło i nie lubią gdy ktoś jest w pobliżu ich klasy. Jedna z Natalek wzięła ze sobą długopis z zielonym laserem. Zgasiłyśmy wtedy światło i patrzyliśmy jak światło z długopisu zmienia kształty. Ale mimo, że dużo by jeszcze o "Kibel klubie" to muszę przejść do tematu o zgubionej książki, o którym jest mowa w tytule posta. Otóż w grudniu albo w listopadzie pani dyrektor mówiła na apelu, że kto ma w domu książkę, którą nie oddał powinien oddać ją do biblioteki. W przeciwnym razie będzie musiał zapłacić karę. Nasza pani wychowawczyni pracuje w bibliotece i uczy przyrody. Przyniosła nam tego dnia info o tym, kto nie oddał jakiej książki od dłuższego czasu. Na liście znalazł się Maciek. Mówił on pani, że nie ma tej książki w domu, więc w takim przypadku należało odkupić daną książkę do biblioteki. Odkupił więc "Dynastię Miziołków" i było po kłopocie. Dziś była lekcja wychowawcza. Pani popatrzyła do szafek i mówiła nam, że jak kiedyś był ład i porządek, tak teraz jest bałagan. Popatrzyła do następnej szafki i mówiła, że jest tam składowisko ze wszystkim co kiedykolwiek tam daliśmy. M.in. gazetki i rzeczy na plastykę.
- Nawet i książka jest- powiedziała pani.
Wyciągnęła książkę i odczytała tytuł "Dynastia Miziołków". Wtedy Maciek wtrącił
- I widzi pani, mówiłem, że nie mam jej w domu!
Wszyscy w śmiech. Dziś rano byłam jak już kiedyś pisałam na 8.00 do Tosi. Prawidłowo to mamy na 9.00,więc po sprzątaniu mamy całą lekcję dla siebie. Tym razem wymyśliliśmy rzuty do celu. Chłopaki mieli papierową kulę, a tarczę narysowaliśmy na tablicy. Graliśmy do końca lekcji. Otwarcie olimpiady w Soczi też było dziś, a ceremonia otwarcia była interesująca. Tylko jak poradzi sobie Kowalczyk ?
wtorek, 4 lutego 2014
Jednak jedziemy!!!
Dziś pan był już w szkole. Przeprosił, że musiał odwołać, ale mogło go dziś nie być. W nasz termin wcisnęła się Grabownica. A pan postanowił dzwonić i pytać czy ich termin jest jeszcze wolny. Jest wolny i jeśli się uzbiera 15 osób to pojedziemy. To będzie 12 lutego w środę. Byle tylko sprzyjała pogoda, bo ratraki (naśnieżarki, armatki śnieżne) nie działają na stoku dla początkujących, tylko na stoku głównym. Te wycieczki są takimi przygodami i już nie mogę się doczekać. Miejmy nadzieję, że aura będzie śnieżna i dobra do jazdy na nartach. Ciekawe czy instruktor będzie ten sam co ostatnio? Ale były by jaja, gdyby osoby nie umiejące jeździć na nartach znalazły się na stoku głównym. Pewnie zjechali byśmy ze 2 razy a potem spadły z wyciągu. W każdym razie moje nastawienie znów jest baaarrdzo pozytywne ;D
poniedziałek, 3 lutego 2014
Pech
Jutro mieliśmy jechać na narty. Bardzo się cieszyliśmy wszyscy i przykre były dla nas słowa pani dyrektor na apelu.
- Przykro mi, ale jutrzejszy wyjazd został niestety odwołany z powodu choroby pana. Bez opiekuna wycieczka nie może się odbyć. Przykro mi, ale taka jest prawda.
ODWOŁANY! Tyle czekaliśmy na kolejny wyjazd, a tu taki "klops". Czemu on? Czemu teraz? Dlaczego złapało go tusz przed wycieczką tydzień nie mogłam się doczekać. Nawet na FB pisałam z Olą i na koniec napisałam jej taki tekst:
- To pa, do jutra. Tylko szkoda, że nie do jutra na nartach.
Powrót do szkoły po feriach i taki pech. Myślałam o tym cały dzisiejszy dzień. Może nawet było tyle chętnych, ile być musiało? Ta myśl mnie po prostu prześladuje i nie mogę się od niej uwolnić. Nie wpadła bym na to, że nie pojechać możemy z powodu choroby pana. Myślałam, że jak już to z powodu małej liczby chętnych. Powinnam spróbować się wyżyć na poduszce. To zwykle mi pomaga wyładować z siebie złość lub energię, ale nie wiem czy dziś pomoże. Czuję się tak jak rzadko się czuję, czyli ZAWIEDZIONA. Przykrość we mnie uderzyła i nie wiem kiedy odejdzie ;C
- Przykro mi, ale jutrzejszy wyjazd został niestety odwołany z powodu choroby pana. Bez opiekuna wycieczka nie może się odbyć. Przykro mi, ale taka jest prawda.
ODWOŁANY! Tyle czekaliśmy na kolejny wyjazd, a tu taki "klops". Czemu on? Czemu teraz? Dlaczego złapało go tusz przed wycieczką tydzień nie mogłam się doczekać. Nawet na FB pisałam z Olą i na koniec napisałam jej taki tekst:
- To pa, do jutra. Tylko szkoda, że nie do jutra na nartach.
Powrót do szkoły po feriach i taki pech. Myślałam o tym cały dzisiejszy dzień. Może nawet było tyle chętnych, ile być musiało? Ta myśl mnie po prostu prześladuje i nie mogę się od niej uwolnić. Nie wpadła bym na to, że nie pojechać możemy z powodu choroby pana. Myślałam, że jak już to z powodu małej liczby chętnych. Powinnam spróbować się wyżyć na poduszce. To zwykle mi pomaga wyładować z siebie złość lub energię, ale nie wiem czy dziś pomoże. Czuję się tak jak rzadko się czuję, czyli ZAWIEDZIONA. Przykrość we mnie uderzyła i nie wiem kiedy odejdzie ;C
sobota, 1 lutego 2014
Jadę
Pisałam, że nie pojadę na kolejny wyjazd do Puław. Los jednak lubi płatać figle i toczy się krętymi ścieżkami. Tata dał mi pieniądze żeby wpłacić i pojechać. To była taka niespodzianka, bo widział, że mi na tym zależy. To prawda, bo cały czas mi zależy, ale pojedziemy jeśli będzie nas co najmniej 15. Zgodę i pieniądze należało wpłacić do końca tygodnia bo jeszcze wczoraj pan był w szkole od 9.00. Jak moja mama była wczoraj po tą zgodę ( mama jechała do pracy i przy okazji wstąpiła do szkoły i na miejscu podpisała papierek i zapłacił ) mówiła, że jak na razie na 100% jadą... 3 osoby. Nie wiem jak teraz, ale wiem z FB , z GG i ze Skype, że jedzie Ola, Ania, Marlena, Klaudia z II g, Szymek z 6 (brat Klaudii), Julka i ja. Jest na 7, jak na razie. Chwilka jeszcze Ewelina, czyli jednak 8, ale i tak za mało ;C. Ciekawe czy pojedziemy, gdy będzie nas 14? szkoda mi będzie, bo ostatnio było naprawdę extra.
Prąd- coś strasznego!
Niedawno wróciłam z podwórka gdzie ulepiliśmy z Pawłem bałwana i skocznię. Bałwan nie został jednak poskładany w całość, bo kule były takie ogromne, że nie można ich było unieść. Potem przyszliśmy do domu. Włączyłam telewizor i światełka choinkowe. Światełka nie świeciły, jak zauważył Paweł. Podeszłam do przedłużacza i chciałam zobaczyć co się stało.
- Patrz, jeden z przewodów odpadł- rzekł Paweł.
- Patrz, jeden z przewodów odpadł- rzekł Paweł.
Faktycznie! Drucik był przerwany. Starałam się odłączyć wtyczkę. A tu nagle palce zjechały mi na przerwany kabelek.Matko! Do teraz czuje to okropne uczucie, jakby mi rękę urwało lub coś w tym stylu. :P
wtorek, 28 stycznia 2014
Narciarskie szaleństwo
Wow!- tak można najkrócej określić dzisiejszy wyjazd. Wyjechaliśmy o 8.00 rano. Po dotarciu na miejsce bus zaparkował na parkingu, a my w jednej chwili znaleźliśmy się w wypożyczalni sprzętu. Był to niewielki, przytulny domek. W środku było upalnie gorąco ( zwłaszcza po wejściu do środka ). Podaliśmy nr buta, wagę i dostaliśmy odpowiednie buty i narty. Nogi mnie bolą po tych butach do teraz. Grupa, która umiała jeździć szła na większy stok, natomiast dziewczyny zostały na mniejszym bo wszystkie byłyśmy tam po raz pierwszy. Oprócz dziewczyn był jeszcze Szymek z 6 i Marcin z 4. Julka i Ewelina ( nie jest z naszej szkoły ale była w naszej grupie bo jej ciocia uczy u nas angielskiego ) radziły sobie najlepiej. Pan Maciek (instruktor) pokazywał jak mamy jechać i hamować. Pierwsze niezbyt dobrze sobie radziłam. Raz skręciłam tak mocno, że upadłam na narty, a one jechały to było jak na sankach. O 12.00 był ciepły posiłek (zapiekanka i gorąca herbata ). Potem szło mi dużo lepiej. Umiałam skręcać i hamować. Kiedy zrozumiałam jak to ma być, wszystko nagle zaczęło być proste. Jeździliśmy do 15.00. Szkoda mi było Marleny, bo noga zaczęła ją boleć. Na koniec mieliśmy wjechać na szczyt stoku na takich talerzykach jadących po linie, nie znam dokładnej nazwy. Nie wolno było na nie siadać tylko należało się oprzeć i mocno trzymać. Lina nagle przyśpieszyła i wylądowałam na glebie, Emilka w rowie, a Ania na siatce. Instruktor mówił, że Amelka chyba pobiła rekord w spadaniu nart z butów. Po dniu na stoku oddaliśmy karty, które dostaliśmy na początku. Trasy te miały dziwny początek "Kiczera" pełna nazwa to "Kiczera ski". Chciała bym jechać 4 lutego ale znów należało by wpłacić 53zł, to dość drogo. Nie zapomnę jednak tego do końca życia, bo świetnie się bawiłam, a to jest najważniejsze :-)
poniedziałek, 27 stycznia 2014
To już jutro!!!
Wjazd na narty już jutro. Nie mogę się doczekać! Na początku się troszkę bałam. Potem nie miałam o ten wyjazd żadnych obaw. A teraz przebiega przeze mnie dreszcz i adrenalina! Zobaczyłam na stronie szkoły zdjęcia z poprzedniego wyjazdu, który był w zeszłym roku. Były tam wielkie stoki i ogromny wyciąg. Ciekawe jak tam będzie, czy my też jedziemy na ten sam wyciąg. Jestem podniecona i na pewno nigdy nie zapomnę tej wycieczki. To będą moje pierwsze kroki na nartach. Jadę w czarnych dżinsach, bo nie mam kombinezonu :(. Ale po co się przejmować? Przecież nie ja jedyna. Ok idę spać bo musimy być przed szkołą na 8.00 :D
sobota, 25 stycznia 2014
3 dni wstecz i 3 do przodu
Trochę ostatnio nie pisałam, bo Paweł nie dopuszczał mnie do kompa. Od razu, więc chcę napisać o wydarzeniach, które miały miejsce w ostatnich dniach. Otóż w środę mieliśmy wizytę u dentystki. To był tylko przegląd zębów i lakowanie, czyli nic takiego szczególnego. A w czwartek, tak jak się umówiliśmy z panią, przyszliśmy na 9.00 do szkoły. Tym razem było nas mniej niż poprzednio. Tylko:
-ja
-Ania
-Marlena
-2 Natalki
a pod koniec doszła do nas Anita, która myślała, że mamy na 10.00. Robiliśmy działania i były one na puzzlach. W poniedziałek będzie ostatnie takie spotkanie i również na 10.00. Ok to teraz trochę pójdę do przodu i napiszę o wyjeździe na narty. Przed świętami dostaliśmy propozycję o wyjeździe na narty do Puław. Sądziłam, że w domu nikt się nie zgodzi na wyjazd, ale najwyraźniej się pomyliłam. Kosztowało to 50zł, czyli prawie wszystko z mojej skarbonki. Po przerwie świątecznej powiedziano nam, że musimy dopłacić jeszcze po 3zł, bo transport podrożał. Nie mogę się już doczekać! We wtorek mamy się stawić przed 8.00 przed szkołą. W cenę, którą podałam powyżej, wliczony jest:
-transport
-1 ciepły posiłek
-opiekę instruktora szkółki narciarskiej
-(w razie potrzeby) pomoc medyczną.
Wiem, że na wycieczkę tą jedzie Emilka, Amelka,Ola, Marlena, Ania i ja. Nie wiem czy to wszyscy, ale się cieszę i nic, nawet katar, który mnie ostatnio złapał nie zdoła tego zepsuć :D
-ja
-Ania
-Marlena
-2 Natalki
a pod koniec doszła do nas Anita, która myślała, że mamy na 10.00. Robiliśmy działania i były one na puzzlach. W poniedziałek będzie ostatnie takie spotkanie i również na 10.00. Ok to teraz trochę pójdę do przodu i napiszę o wyjeździe na narty. Przed świętami dostaliśmy propozycję o wyjeździe na narty do Puław. Sądziłam, że w domu nikt się nie zgodzi na wyjazd, ale najwyraźniej się pomyliłam. Kosztowało to 50zł, czyli prawie wszystko z mojej skarbonki. Po przerwie świątecznej powiedziano nam, że musimy dopłacić jeszcze po 3zł, bo transport podrożał. Nie mogę się już doczekać! We wtorek mamy się stawić przed 8.00 przed szkołą. W cenę, którą podałam powyżej, wliczony jest:
-transport
-1 ciepły posiłek
-opiekę instruktora szkółki narciarskiej
-(w razie potrzeby) pomoc medyczną.
Wiem, że na wycieczkę tą jedzie Emilka, Amelka,Ola, Marlena, Ania i ja. Nie wiem czy to wszyscy, ale się cieszę i nic, nawet katar, który mnie ostatnio złapał nie zdoła tego zepsuć :D
wtorek, 21 stycznia 2014
Feriowa matma
Wczoraj byłam na 10.00 w...SZKOLE. Pani Iwona pomyślała o ćwiczeniu działań z ułamkami.Mimo, że są ferie było całkiem fajnie (w szkole zawsze jest fajnie,przynajmniej tak myślę). Było nas 8:
-ja,
-Ania,
-Kuku,
-Marlena,
-Anita,
-2 Natalki
i Maciek.
Graliśmy w taką grę.Siedzieliśmy nad tym prawie dwie godz. Drugie takie spotkanie mamy w czwartek na 9.00, bo III gimnazjum ma z panią takie ćwiczenia o 10.00. Jeśli chodzi o Tosię to wszystko ok z pewnym wyjątkiem. Marla mówiła, że kiedy przyniosła to wszystko do domu okazało się, że grzałka pękła. Zaraz po przyjściu na zajęcia powiedziała o tym pani, a ta dała jej dwie grzałki, które miała od poprzednich właścicieli Tośki. Jedyna różnica jest taka, że nie ma na nich termometrów i przez to nie wyłączają się automatycznie tylko należy pilnować temperatury i w odpowiednim czasie wyłączać grzałki. Nic po za tym co wymieniłam się raczej nie wydarzyło. Jutro idę do dentysty na przegląd zębów. Świetna okazja na kupienie babci prezentu choć trochę spóźnionego, bo dziś złożyłam życzenia ale samej nie wolno mi wyjść kiedy mama jest w pracy, więc nie miałam prezentu :(
-ja,
-Ania,
-Kuku,
-Marlena,
-Anita,
-2 Natalki
i Maciek.
Graliśmy w taką grę.Siedzieliśmy nad tym prawie dwie godz. Drugie takie spotkanie mamy w czwartek na 9.00, bo III gimnazjum ma z panią takie ćwiczenia o 10.00. Jeśli chodzi o Tosię to wszystko ok z pewnym wyjątkiem. Marla mówiła, że kiedy przyniosła to wszystko do domu okazało się, że grzałka pękła. Zaraz po przyjściu na zajęcia powiedziała o tym pani, a ta dała jej dwie grzałki, które miała od poprzednich właścicieli Tośki. Jedyna różnica jest taka, że nie ma na nich termometrów i przez to nie wyłączają się automatycznie tylko należy pilnować temperatury i w odpowiednim czasie wyłączać grzałki. Nic po za tym co wymieniłam się raczej nie wydarzyło. Jutro idę do dentysty na przegląd zębów. Świetna okazja na kupienie babci prezentu choć trochę spóźnionego, bo dziś złożyłam życzenia ale samej nie wolno mi wyjść kiedy mama jest w pracy, więc nie miałam prezentu :(
sobota, 18 stycznia 2014
Kaloryfer
Cały tydzień coś się dzieje- to pękło akwarium, to jakiś wirus, to konkurs z matmy, a tu kiedyś-cieknący kaloryfer. Dziś wujek Mirek przyjechał go naprawić. Potrzebne mu były jakieś klucze (ja nie wiem jakie bo się na tym nie znam :P), a mój brat Paweł- 8-letni ekspert od tego typu rzeczy przyniósł klucze, po które wujek miał pójść. Chodziło właśnie o te i wszyscy śmialiśmy się, że Paweł to by się wujkowi przydał na pomocnika :D. Potem wujek zaczął odkręcać grzejnik, z którego pryskała woda. Teraz jest już ok. Woda też już nie kapie.Wcześniej patrzyliśmy z Pawłem na to całe zdarzenie, a Paweł znalazł 2Gb-ową kartę SD, którą tam kiedyś upuścił.Była cała w pajęczynach i kurzu, ale nadal działa. A wracając do galarety ze wczorajszego posta- była przewyborna! Najlepsze było w niej mięso. A ponieważ lubię pokropić galaretę octem to było to (jak z resztą za każdym razem) polane,jak to babcia mówi-"cysterną octu :). Teraz mały mechanik bierze kąpiel. Ja też muszę iść umyć głowę, gdyż po tygodniu pełnym wrażeń moje włosy są stanowczo zbyt tłuste!
piątek, 17 stycznia 2014
Po chorobie...
Dziś wróciłam do szkoły. Z samego rana pisaliśmy konkurs na najlepszego matematyka w klasie. Ja i Kuku zajęłyśmy I miejsce, II Karolina i III Ania. W zeszłym roku też był konkurs z matmy tylko, że nie klasowy lecz IV-VI . I miejsce- ja :), II Natalka ( o rok starsza od nas) i III Nikola (rówieśniczka Natalki). Tamten konkurs miał 4 części i trwał cały rok. Pisaliśmy taki jakby egzamin z przerobionych działów z książki. Ale wracając do tematu to sporo się dziś działo, jak zawsze przed dłuższymi przerwami w nauce. Szczęśliwym numerkiem był dziś nr 7, czyli ja ;) (szczęśliwy nr to codzienne losowanie numeru przez przewodniczącego szkoły, wylosowany nr zostaje powieszony na tablicy i chroni on od niespodziewanych kartkówek i pytania). Tosi pękło akwarium na dole. Właściwie to nie pękło całe tylko kawałek, ale po co wracać do szczegółów. Zaczęło cieknąć. Szybko skończyliśmy kartkówkę, którą pisaliśmy pod koniec lekcji i zabraliśmy się za spuszczanie wody. Na szczęście woda nie ciekła szybko przez pęknięcie. Po spuszczeniu wody i zebraniu kamieni. Tosię włożyliśmy do plastikowego pudełka i nalaliśmy trochę wody. Marlena jeszcze kiedyś mówiła że weźmie ją na ferie do domu. I co teraz??? Akwarium pęknięte, więc gdzie ma ją trzymać? Maciek uratował sytuację. Miał on na szczęście akwarium w domu i powiedział, że przyniesie je jej zaraz po szkole. Po lekcjach znów zrobił się problem. Marlena i Karolina, która jest rok starsza od nas, nie wiedziały, że nie ma wf-u (ja dowiedziałam się dzięki koleżanką na fb). Karolina wyrolowała Marlenę i poszła sobie sama na nogach. One zwykle jeżdżą z tatą Karoliny lecz on nie wiedział nic o braku wf. Był problem. Ja, Ania i Karolina (z naszej klasy) zostałyśmy jeszcze chwilkę na górze z Marleną. Ostatnia lekcja była zajęciami z wychowawcą. Pani Renata wróciła jeszcze na chwilę do klasy. Wymyśliła ona sposób na przewóz Tosi. Pani Justyna (od angielskiego) już miała wychodzić gdy nasza pani do niej zawołała i zapytała czy wzięła by Marlenę z Tosią. Marla pojechała do domu. Ja, Karli i Ania jak zwykle poszłyśmy na nogach. Ale za to w domu czekała niespodzianka. Na kolację była pizza, a trochę później babcia zaczęła robić galaretę z nóżek. Mniam! Nie mogę się doczekać aż zjem ją na śniadanie z chlebem i polaną octem :D
środa, 15 stycznia 2014
To chyba wirus
Po przerwie świątecznej zaczął panować jakiś wirus na ból żołądka. Trzy dni po przerwie w szkole nie było Ani, ponieważ dużo wymiotowała, a mało brakowało, a znalazła by się w szpitalu- tak przynajmniej mówiła. Po choince, która była w niedzielę w szkole nie było Karoliny. Wczoraj była u mnie pożyczyć zeszyty. Dzisiaj nie wiem czy była bo sama nie poszłam do szkoły. Ona też mówiła, że wymiotowała. Wczoraj w szkole mnie i Wiki bolały rano brzuchy. Ciekawe czy poszła dziś do szkoły? Ja wymiotowałam w nocy i rano. Źle się czuję i myślę czy oprócz mnie jest ktoś dziś nieobecny. :C
niedziela, 12 stycznia 2014
Choinka szkolna
Właśnie
wróciłam ze szkolnej choinki bolą mnie nogi, ale nie żałuję. Dzieci 0-3 miały
do 18.00 a my 4-6 mieliśmy mieć do około 20.30 czy coś takiego jeśli będziemy
się "ładnie bawić", gimnazjum chyba ma do 21.00. Na początku były
jasełka i przedstawienie kl.2,potem była impreza. Dla najmłodszych klas
przyjechała jakaś pani, która przebierała się za clowny. Raz ubrała sobie
srebrne włosy anielskie i wyglądała jakby się dosłownie "z choinki
urwała". Były też oczywiście dwa tańce, na które nikt nie jest za stary,
czyli oczywiście "Kaczuchy" i "Labada" ;D. Gdy dobiegł koniec zabawy dzieci przyszła kolej na nas. Tańczyliśmy, a potem gdy bolały nas nogi grałyśmy w "Magiczną kule" na mojej komórce, którą ściągnęłam ze "Samsung Apps". Teraz padam z nóg a jutro idę do Tosi na 7.15! Muszę się solidnie wyspać!:P
Subskrybuj:
Posty (Atom)