Około tydzień temu, czyli 7.02 w piątek pisałam o naszych przerwach w "Kibel-klubie". Wczoraj było tam na maxa odjazdowo! Całkiem inna sprawa jest z żółwiem. Pisałam już, że w piątki przychodzę sobie na 8.00, więc dziś było tak samo. Jedną lekcję ( tą co mamy "dla siebie" ) przedyskutowałyśmy z dziewczynami ( z Karoliną, Marleną i Kuku ) o zmianach, na które mamy przychodzić do Tosi.Odkąd wróciliśmy po Nowym Roku jest coraz gorzej. Mało kto przychodzi na zmiany. Właściwie ja w poniedziałki jestem sama. Emilka i Amelka miały ze mną zmiany do tego czasu, ale nie dawno dowiedziałam się, że przepisały się na piątek albo czwartek. Nie było ich jednak na czas. Inne osoby, które były często na dyżurze też się wyłamały i nie chodzą. Julka nie chodzi. Maciek, który zapisał się na każdy dzień zamierza się wypisać. Ola nie chodzi od początku. Amelka i Emilka tak jak wcześniej pisałam, a może nawet też się wypiszą. Jeden Konrad nie chodzi, drugi też już coraz rzadziej. Jedna z Natalek też chodzi już rzadko. Wszystko się sypie. Nie wiem, co mamy robić. Pani nie bardzo mówić, bo mogą ją nam zabrać czy coś w tym stylu. Ale koniec o trudnych sprawach. Teraz o czymś śmiesznym. Otóż na następnej lekcji chłopaki mieli WDŻ i my musiałyśmy czekać na korytarzu. Pierwsze poszłyśmy do "Kibel-klubu" i chwilkę gadałyśmy. Po krótkiej chwili wpadłyśmy na pomysł, że będziemy się chować przed dziewczynami, które przychodzą. Karolina stała na schodach i czatowała czy któraś nie idzie. Ja, Wiki i Marla byłyśmy na straży przy oknach. Zauważyłyśmy, że idzie Ola. Poleciałyśmy do toalety i czekałyśmy. Gdy trwało to trochę długo, Kuku wyszła z oczka. Patrzyłyśmy na nią. Uchyliła delikatnie drzwi, aby zobaczyć czy Ola jest koło klasy i... zobaczyłyśmy Olę przed drzwiami.
- Hej- powiedziała.
- Skąd wiedziałaś gdzie jesteśmy?- pytała Kukułka.
- Weszłam do klasy zostawić plecak, ale nie widziałam was na korytarzu. Zapytałam panią gdzie jesteście, a ona mówiła, że chyba tu siedzicie. Wiedziałam, że tu jesteście, bo pstryczki od światła były w dół, czyli się świeciło.
Po kilku następnych takich trikach zadzwonił dzwonek. Poszliśmy na przedstawienie klas 0-3 z okazji dna babci i dziadka. Potem, ponieważ nie było wf-u wyszliśmy wcześniej ze szkoły.
sobota, 15 lutego 2014
piątek, 14 lutego 2014
Znów przestawione!!! :P
Ja nie mogę! Znów przestawili narty, bo nie ma śniegu. Prawdopodobnie pojedziemy po 20 lutego, bo wtedy zapowiadali. Czemu śnieg tak szybko topnieje? I czemu nie pada gdy jest potrzebny? To nie fair :( . W zeszłym roku padało i padało i śniegu było mi po uda w niektórych miejscach. A teraz co? Co jeśli wtedy znowu nie będzie? :C
piątek, 7 lutego 2014
O szkolnej przerwie, zgubionej książce i rzutach do celu
Ja i inne dziewczyny z naszej klasy na szkolnych przerwach chodzimy do "Kibel klubu". Przebywamy tam często bez potrzeby. Przewodniczącym jest ... Wujek Cesiek (WC). Chodzą tam też dziewczyny z 4 i 6. Od czasu do czasu nauczycielki nas przyłapią na takim gadaniu i przesiadywaniu w zwykłej toalecie. Kibelek zajmuje niewielki obszar więc nie ma w nim zbyt dużo miejsca. Mimo to, kiedyś siedziały tam wszystkie 4 dziewczyny z 6, wszystkie 12 z 5 i Paulina z 4. Postanowiłyśmy wtedy, że wyjdziemy na 3,2,1 . Amelka odliczała:
- Trzy! Dwa! Jeden!
W tym momencie wszystkie wysypałyśmy się na korytarz. Idąc gęsiego śmiałyśmy się wszystkie, a czwartacy, koło których należy przejść, aby dostać się do naszej klasy. Wszyscy się z nas śmiali i nie było końca wychodzących dziewczyn. Innego razu, nie tak całkiem dawno weszła nas 17 do jednej z dwóch kabin toaletowych w łazience. Jakim cudem się zmieściłyśmy? Tego nie wiem. Chłopaki z 4 ciągle nam gaszą światło i nie lubią gdy ktoś jest w pobliżu ich klasy. Jedna z Natalek wzięła ze sobą długopis z zielonym laserem. Zgasiłyśmy wtedy światło i patrzyliśmy jak światło z długopisu zmienia kształty. Ale mimo, że dużo by jeszcze o "Kibel klubie" to muszę przejść do tematu o zgubionej książki, o którym jest mowa w tytule posta. Otóż w grudniu albo w listopadzie pani dyrektor mówiła na apelu, że kto ma w domu książkę, którą nie oddał powinien oddać ją do biblioteki. W przeciwnym razie będzie musiał zapłacić karę. Nasza pani wychowawczyni pracuje w bibliotece i uczy przyrody. Przyniosła nam tego dnia info o tym, kto nie oddał jakiej książki od dłuższego czasu. Na liście znalazł się Maciek. Mówił on pani, że nie ma tej książki w domu, więc w takim przypadku należało odkupić daną książkę do biblioteki. Odkupił więc "Dynastię Miziołków" i było po kłopocie. Dziś była lekcja wychowawcza. Pani popatrzyła do szafek i mówiła nam, że jak kiedyś był ład i porządek, tak teraz jest bałagan. Popatrzyła do następnej szafki i mówiła, że jest tam składowisko ze wszystkim co kiedykolwiek tam daliśmy. M.in. gazetki i rzeczy na plastykę.
- Nawet i książka jest- powiedziała pani.
Wyciągnęła książkę i odczytała tytuł "Dynastia Miziołków". Wtedy Maciek wtrącił
- I widzi pani, mówiłem, że nie mam jej w domu!
Wszyscy w śmiech. Dziś rano byłam jak już kiedyś pisałam na 8.00 do Tosi. Prawidłowo to mamy na 9.00,więc po sprzątaniu mamy całą lekcję dla siebie. Tym razem wymyśliliśmy rzuty do celu. Chłopaki mieli papierową kulę, a tarczę narysowaliśmy na tablicy. Graliśmy do końca lekcji. Otwarcie olimpiady w Soczi też było dziś, a ceremonia otwarcia była interesująca. Tylko jak poradzi sobie Kowalczyk ?
- Trzy! Dwa! Jeden!
W tym momencie wszystkie wysypałyśmy się na korytarz. Idąc gęsiego śmiałyśmy się wszystkie, a czwartacy, koło których należy przejść, aby dostać się do naszej klasy. Wszyscy się z nas śmiali i nie było końca wychodzących dziewczyn. Innego razu, nie tak całkiem dawno weszła nas 17 do jednej z dwóch kabin toaletowych w łazience. Jakim cudem się zmieściłyśmy? Tego nie wiem. Chłopaki z 4 ciągle nam gaszą światło i nie lubią gdy ktoś jest w pobliżu ich klasy. Jedna z Natalek wzięła ze sobą długopis z zielonym laserem. Zgasiłyśmy wtedy światło i patrzyliśmy jak światło z długopisu zmienia kształty. Ale mimo, że dużo by jeszcze o "Kibel klubie" to muszę przejść do tematu o zgubionej książki, o którym jest mowa w tytule posta. Otóż w grudniu albo w listopadzie pani dyrektor mówiła na apelu, że kto ma w domu książkę, którą nie oddał powinien oddać ją do biblioteki. W przeciwnym razie będzie musiał zapłacić karę. Nasza pani wychowawczyni pracuje w bibliotece i uczy przyrody. Przyniosła nam tego dnia info o tym, kto nie oddał jakiej książki od dłuższego czasu. Na liście znalazł się Maciek. Mówił on pani, że nie ma tej książki w domu, więc w takim przypadku należało odkupić daną książkę do biblioteki. Odkupił więc "Dynastię Miziołków" i było po kłopocie. Dziś była lekcja wychowawcza. Pani popatrzyła do szafek i mówiła nam, że jak kiedyś był ład i porządek, tak teraz jest bałagan. Popatrzyła do następnej szafki i mówiła, że jest tam składowisko ze wszystkim co kiedykolwiek tam daliśmy. M.in. gazetki i rzeczy na plastykę.
- Nawet i książka jest- powiedziała pani.
Wyciągnęła książkę i odczytała tytuł "Dynastia Miziołków". Wtedy Maciek wtrącił
- I widzi pani, mówiłem, że nie mam jej w domu!
Wszyscy w śmiech. Dziś rano byłam jak już kiedyś pisałam na 8.00 do Tosi. Prawidłowo to mamy na 9.00,więc po sprzątaniu mamy całą lekcję dla siebie. Tym razem wymyśliliśmy rzuty do celu. Chłopaki mieli papierową kulę, a tarczę narysowaliśmy na tablicy. Graliśmy do końca lekcji. Otwarcie olimpiady w Soczi też było dziś, a ceremonia otwarcia była interesująca. Tylko jak poradzi sobie Kowalczyk ?
wtorek, 4 lutego 2014
Jednak jedziemy!!!
Dziś pan był już w szkole. Przeprosił, że musiał odwołać, ale mogło go dziś nie być. W nasz termin wcisnęła się Grabownica. A pan postanowił dzwonić i pytać czy ich termin jest jeszcze wolny. Jest wolny i jeśli się uzbiera 15 osób to pojedziemy. To będzie 12 lutego w środę. Byle tylko sprzyjała pogoda, bo ratraki (naśnieżarki, armatki śnieżne) nie działają na stoku dla początkujących, tylko na stoku głównym. Te wycieczki są takimi przygodami i już nie mogę się doczekać. Miejmy nadzieję, że aura będzie śnieżna i dobra do jazdy na nartach. Ciekawe czy instruktor będzie ten sam co ostatnio? Ale były by jaja, gdyby osoby nie umiejące jeździć na nartach znalazły się na stoku głównym. Pewnie zjechali byśmy ze 2 razy a potem spadły z wyciągu. W każdym razie moje nastawienie znów jest baaarrdzo pozytywne ;D
poniedziałek, 3 lutego 2014
Pech
Jutro mieliśmy jechać na narty. Bardzo się cieszyliśmy wszyscy i przykre były dla nas słowa pani dyrektor na apelu.
- Przykro mi, ale jutrzejszy wyjazd został niestety odwołany z powodu choroby pana. Bez opiekuna wycieczka nie może się odbyć. Przykro mi, ale taka jest prawda.
ODWOŁANY! Tyle czekaliśmy na kolejny wyjazd, a tu taki "klops". Czemu on? Czemu teraz? Dlaczego złapało go tusz przed wycieczką tydzień nie mogłam się doczekać. Nawet na FB pisałam z Olą i na koniec napisałam jej taki tekst:
- To pa, do jutra. Tylko szkoda, że nie do jutra na nartach.
Powrót do szkoły po feriach i taki pech. Myślałam o tym cały dzisiejszy dzień. Może nawet było tyle chętnych, ile być musiało? Ta myśl mnie po prostu prześladuje i nie mogę się od niej uwolnić. Nie wpadła bym na to, że nie pojechać możemy z powodu choroby pana. Myślałam, że jak już to z powodu małej liczby chętnych. Powinnam spróbować się wyżyć na poduszce. To zwykle mi pomaga wyładować z siebie złość lub energię, ale nie wiem czy dziś pomoże. Czuję się tak jak rzadko się czuję, czyli ZAWIEDZIONA. Przykrość we mnie uderzyła i nie wiem kiedy odejdzie ;C
- Przykro mi, ale jutrzejszy wyjazd został niestety odwołany z powodu choroby pana. Bez opiekuna wycieczka nie może się odbyć. Przykro mi, ale taka jest prawda.
ODWOŁANY! Tyle czekaliśmy na kolejny wyjazd, a tu taki "klops". Czemu on? Czemu teraz? Dlaczego złapało go tusz przed wycieczką tydzień nie mogłam się doczekać. Nawet na FB pisałam z Olą i na koniec napisałam jej taki tekst:
- To pa, do jutra. Tylko szkoda, że nie do jutra na nartach.
Powrót do szkoły po feriach i taki pech. Myślałam o tym cały dzisiejszy dzień. Może nawet było tyle chętnych, ile być musiało? Ta myśl mnie po prostu prześladuje i nie mogę się od niej uwolnić. Nie wpadła bym na to, że nie pojechać możemy z powodu choroby pana. Myślałam, że jak już to z powodu małej liczby chętnych. Powinnam spróbować się wyżyć na poduszce. To zwykle mi pomaga wyładować z siebie złość lub energię, ale nie wiem czy dziś pomoże. Czuję się tak jak rzadko się czuję, czyli ZAWIEDZIONA. Przykrość we mnie uderzyła i nie wiem kiedy odejdzie ;C
sobota, 1 lutego 2014
Jadę
Pisałam, że nie pojadę na kolejny wyjazd do Puław. Los jednak lubi płatać figle i toczy się krętymi ścieżkami. Tata dał mi pieniądze żeby wpłacić i pojechać. To była taka niespodzianka, bo widział, że mi na tym zależy. To prawda, bo cały czas mi zależy, ale pojedziemy jeśli będzie nas co najmniej 15. Zgodę i pieniądze należało wpłacić do końca tygodnia bo jeszcze wczoraj pan był w szkole od 9.00. Jak moja mama była wczoraj po tą zgodę ( mama jechała do pracy i przy okazji wstąpiła do szkoły i na miejscu podpisała papierek i zapłacił ) mówiła, że jak na razie na 100% jadą... 3 osoby. Nie wiem jak teraz, ale wiem z FB , z GG i ze Skype, że jedzie Ola, Ania, Marlena, Klaudia z II g, Szymek z 6 (brat Klaudii), Julka i ja. Jest na 7, jak na razie. Chwilka jeszcze Ewelina, czyli jednak 8, ale i tak za mało ;C. Ciekawe czy pojedziemy, gdy będzie nas 14? szkoda mi będzie, bo ostatnio było naprawdę extra.
Prąd- coś strasznego!
Niedawno wróciłam z podwórka gdzie ulepiliśmy z Pawłem bałwana i skocznię. Bałwan nie został jednak poskładany w całość, bo kule były takie ogromne, że nie można ich było unieść. Potem przyszliśmy do domu. Włączyłam telewizor i światełka choinkowe. Światełka nie świeciły, jak zauważył Paweł. Podeszłam do przedłużacza i chciałam zobaczyć co się stało.
- Patrz, jeden z przewodów odpadł- rzekł Paweł.
- Patrz, jeden z przewodów odpadł- rzekł Paweł.
Faktycznie! Drucik był przerwany. Starałam się odłączyć wtyczkę. A tu nagle palce zjechały mi na przerwany kabelek.Matko! Do teraz czuje to okropne uczucie, jakby mi rękę urwało lub coś w tym stylu. :P
Subskrybuj:
Posty (Atom)