czwartek, 26 marca 2015

Nie udany dzień :/

W środę miałam chyba jeden z dni, w których miałam największego doła w życiu. Nie poszłam do szkoły bo babcia jest chora, a mama szła do pracy. Musiałam się nią zająć. Ok, tu nie narzekam, ale potem było gorzej. Babcia mówiła, żebym zadzwoniła do mamy i  zamówiła pizze. Dostawca powinien był ją przywieść ok. 14.00, żebym zdążyła pójść na spowiedź trwającą do 17.30. Nie przyjeżdżał. Dzwonię jeszcze raz do mamy, a tu się okazuje, że dostawca musiał pojechać na katering i dopiero jak przyjedzie to przywiezie. Wyczekaliśmy się z Pawłem do 15.30, aż wreszcie się doczekaliśmy. Gdybym wiedziała to poszłabym wcześniej na spowiedź, ale musiałam siedzieć w domu, bo trzeba było zapłacić. Zjadłam kilka kęsów i musiałam szybko się przygotować i wyjść do kościoła. Gdy doszłam była 17.03. Czterech księży stało na polu koło plebanii (nasz jest w szpitalu, mamy zastępców), a w środku kościoła był jeszcze jeden, który spowiadał. Ledwie weszłam, a ten sobie wyszedł z konfesjonału. Przyszedł dopiero za 30 min... i zaczął odprawiać mszę. Musiałam iść. Cały dzień pechowy i miałam takiego doła, że gdybym mogła to nawet bez powodu zamknęłabym się gdzieś i ryczała do następnego dnia. Dziś mi trochę przeszło. Sorki, że post trochę nie poprawnie sprecyzowany, że powtarza się co jakiś czas "kościół", "spowiedzi" itd, ale na serio jeszcze nie jest do końca ok. W szkole już byłam. Nwm, co bd jutro.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz