piątek, 12 września 2014

Lipiec cz.2

Ok, trochę się ostatnio rozleniwiłam przez te wakacje, ale postaram się to wszystko nadrobić. Skończyłam ostatnio na wizycie u kuzynki - Wiktorii w Jaśle, więc:

7.07:
Bardzo dobrze pamiętam,że był to upalny poniedziałek, a przy najmniej tu - na Podkarpaciu. Wstałyśmy z ciocią dość wcześnie, Wiki obudziła się trochę później. Na początek poszłyśmy wyrzucić śmieci i kupić kilka rzeczy. Gdy wróciłyśmy ja i Wiktoria odbijałyśmy piłką na chodniku pod blokiem. Raz piła odbiła się aż na daszek nad drzwiami i jakiś chłopak pomagał nam ją zdjąć xD Przed południem poszłyśmy z Wiki do mieszkania, gdzie dowiedziałyśmy się, że ciocia Bożena przyjedzie później aby wziąć nas na basen. Ciocia Iwona podała nam kartkę, na której były wypisane pizze jakie można zamówić w pizzerii "Punkt". Wybrałyśmy pizze amerykańską (kurczak, papryka, cebula, ser, sos pomidorowy, oregano). Musiałyśmy na nią czekać dość długo, dłużej niż mówili. Gdy wreszcie przyjechała, z ochotą zabrałyśmy się za polewanie kawałków sosem czosnkowym i pałaszowanie :)  Po jedzeniu trochę się zachmurzyło i zdawało,że nie będziemy się dziś kąpać w basenie. Widząc, że Wiktorii było przykro - wymyśliłam, że może będziemy dmuchać w niebo, żeby "wypędzić burzowe chmury". Wiki nabrała nadziei dzięki mojemu pomysłu, który wiedziałam, że na pewno się nie uda. Ku mojemu zdziwieniu, dmuchanie i słowa "Nie chcemy słońca! "Kochamy burze" "Nie chcemy iść na basen!" (to było takie mówienie antonimów, co do tego co na prawdę chcemy) , podziałały i jakieś 1,5 godz. musiałyśmy czekać na Bożenę i Pawła, którzy wybrali się jeszcze na zakupy do "Chińczyka"  i kupili kapelusz dla mnie, kaszkietówkę dla Pawła i picie. My z ciocią i kuzynką też byłyśmy kilka minut w sklepie po drożdżówkę i,tak jak Bożena i Paweł, po picie. Dotarliśmy wreszcie na basen. Było super mega extra i spędziliśmy tam czas chyba od 15.30 do 19.00, czy coś w tym stylu. Nauczyłam się nawet troszkę pływać, choć wątpiłam, że uda mi się to zrobić w wieku 12 lat! W mieszkaniu (po powrocie) układałyśmy domki z kart :)

8.07:
Ostatni dzień spędzony w Jaśle. Po porannych czynnościach musiałam popakować swoje rzeczy. Wiki i ja znowu tak jak poprzedniego dnia grałyśmy w piłkę i po obiedzie układałyśmy domki z kart. Gdy Bożena i Krzysiek przyjechali po mnie (z mamą Krzyśka) - Wiktoria bardzo płakała, bo niedawno jej tato, a mój wujek Marcin, pojechał do Anglii robić meble do sklepów (inaczej mówiąc - pojechał do pracy). No, ale trzeba było jechać. Wzięliśmy z Pawłem koty z Glinika (te koty, które Bożena wzięła od Renaty) i wszyscy pojechaliśmy do Skalnika.Tego dnia Gdy wypuściliśmy na podwórku u wujka koty, te zaczęły się bawić, a ja, Paweł i wujek poszliśmy nad rzekę - Wisłokę, skrótem przez skarpę. Gdy wróciliśmy okazało się, że jeden z kotów zginął ;( Po poszukiwaniach, które zdawały się nie dawać rezultatu, kot wyszedł spod silnika w aucie wujka Krzyśka xD Potem poszliśmy na pastwisko po krowy. Około 17.00 pojechaliśmy nad Wisłokę okrężną drogą, na część dla turystów. Bawiliśmy się super, choć musieliśmy wszysko suszyć po powrocie.Wieczorem pojechaliśmy do Nowego Żmigrodu do baru "Ryś" na hamburgera oraz przy okazji wstąpiliśmy do sklepu. Kupiliśmy m.in. kulki czekoladowe do mleka.

9. 07
Pinkiel - pies wujka bardzo lubi słodycze i po śniadaniu Paweł i ja ułożyliśmy po jednej kulce na stopień schodów. Leniwy piesek powoli podchodził i zjadał kulki. Byłam z Pawłem i Krzyśkiem napełnić koryto dla krów i przywieźć świeżej wody w beczkowozie :) Potem byliśmy z Bożeną rozrzucać kołki na ogrodzenie kolejnego kawałka dla krów. Paweł z wujkiem kierowali, a ja z Bożeną ,stojąc w przyczepie, rozrzucałyśmy kołki, dopóki nie zaczęło kropić :( Musieliśmy wracać i resztę dnia spędzić w domu. Wieczorem na pewną chwilę przestało padać i tak jak poprzednio poszliśmy do tamtego baru, tym razem ja z ciocią wzięłyśmy zapiekankę, a wujek z Pawłem  tak jak zeszłego wieczoru - hamburgera. Tamtego wieczoru w sklepie kupiliśmy składniki na zapiekankę cioci.

10.07:
Nasz ostatni dzień na tygodniu u rodziny po stronie mamy. Było dość słonecznie. Ja, Paweł i wujek (znowu) pojechaliśmy traktorem na pastwiska. Oni, jak to chłopaki, odrabiali brudną robotę, a ja się nudziłam. W końcu postanowiłam, że idę do domu po pisie i nakrycia głowy, bo słońce mocno grzało. Do domu był tam ok. 1 km  i uważałam że zdążę zanim oni wrócą. W połowie drogi pomyślałam że mogą mnie szukać, wię zaczęłam się wracać. Uświadomiłam sobie jednak że jeszcze długo będą wbijać kołki, więc poszłam znowu. Taka sytuacja powtórzyła się kilka razy. Wreszcie, kiedy wszyscy wróciliśmy do domu, zjedliśmy zapiekankę z fileta z kurczaka na kapuście z topionym serem i sosem keczupowo-majonezowym. Ok. 16.30 mama po nas przyjechała.

Ciąg dalszy w części 3

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz