wtorek, 27 stycznia 2015

Nawiedzona szkoła, wygrana, za wcześnie na WDŻ i kilka innych tematów

Zacznijmy od "nawiedzonej szkoły". Więc to tak: w zeszłą środę dziewczyny prawie wszystkie dziewczyny z naszej klasy (oprócz mnie [skręcona kostka], Izy [ręka przytrzaśnięta drzwiami], Oli [pan jej nie wybrał] i Anity [też ręka, ale to już coś na nartach sb zrobiła]) pojechały na zawody do Haczowa. Gdy siedziałyśmy, podczas ich pobytu w gminie, w naszym kibel-klubie, przypomniałyśmy sobie o "horrorze", czyli jak Kuku i Nati odgrywały, że skrzypią w WC drzwi, a potem słychać krzyk i spłuczkę xD Potem Ola mówiła, że jak kiedyś z kimś tam poszły mimo, że nikogo wtedy w ubikacjach nie było - ruszała się klamka. Z kolei czwartaczki opowiadały jak kiedyś Ola i Julka poszły do kibel-klubu, a chwilę potem jak weszły one - nikogo nie było, mimo, iż nikt nie wychodził. Na wychowawczej postanowiliśmy rozebrać choinkę i za zezwoleniem pani poszliśmy po pudło na strych. Drzwi były zamknięte, więc chłopaki poszli po pana woźnego. Olka, po "nawiedzonym WC", bała się tam wejść, ze względu na to, że chłopaki mogliby zamknąć nam drzwi. Czekałyśmy jednak na nich daremnie, a pan woźny sam przyniósł nam klucz. Szukaliśmy naszego pudła, ale oczywiście go nie było :P Super (sarkazm) - najpierw giną ręcznie malowane bombki, a teraz pudło. No cóż, wzięłyśmy co było i poszłyśmy do klasę. Chłopaków spotkaliśmy dopiero, gdy schodziliśmy ze strychu na pierwsze piętro. Jak mieliśmy już zacząć składać do pudła ozdoby, zobaczyliśmy dziewczyny uradowane i z daleka krzyczące "Wygrałyśmy! Wygrałyśmy z Haczowem!!!". To naprawdę coś. Nasza podstawówka nie wygrała jeszcze z podstawówką z gminy i na serio było się czym chwalić! W czwartek za to inna historia. Myślałam, że WDŻ jest dla dziewczyn i poszłam na 8:00. Tymczasem okazało się, że mają go chłopaki i ja, Ania, Emi, Amelka, Ania, Nati i Wiki, siedziałyśmy przez tą lekcją w kibel-klubie, aby pani nie kazała nam przyjść na WDŻ chłopaków. Przed lekcją Maciek spytał "Co by było jakbyśmy wam zepsuli klamkę?", to oczywiście żart, ale nie tracąc humoru odparłyśmy, że jedzenie, picie i WC mamy, więc problem byłby jedynie wtedy, gdyby zgasili nam światło. Na szczęście przyszła pani i chłopaki poszli na lekcje, a my siedziałyśmy sobie rozmawiając i śmiejąc się z sytuacji xD Następnie na matmie i na przyrodzie był "Konkurs kolęd i pastorałek". Było 14 uczestników, podzielonych na 2 grupy - klasy 0-2 i 3-5. W I grupie wygrała Marika z klasy 1, siostra Emilki, a w II Natalia z 5 (jedna z moich BFF, ta u której zawisłam na drzewie). Pierwszoklasistka zaśpiewała "Gdy śliczna Panna", a Nati wzruszającą "Kolędę dla nieobecnych". Łzy same podpływały do oczu. No, ale ok, konkurs minął i przyszła historia, a potem angielski. Właśnie powtarzamy gramatykę have to/don't have to i byłam przypisaniu zdania z zadania z podręcznika, a pani szukała w internecie ćwiczeń właśnie do zdań tej struktury. Nasz komputer nie chodzi zbyt szybko. Ja cierpliwie czekam aż pani popatrzy czy mam dobrze, a pani ni stąd ni zowąd wkurzyła się i powiedziała "No idź ty badziewiu!". To było śmieszne i brzmiało tak jakby mówiła do mnie, żebym poszła do ławki. Cała klasa w śmiech (łącznie ze mną). W niedzielę miała być choinka szkolna, ale ja nie chciałam iść. Po pierwsze mam do końca stycznia uważać na kostce, której w sumie nic już nie jest, po drugie nie chciałam, a po trzecie - Paweł niespodziewanie zachorował i z powodu nie spadającej gorączki musiał jechać z mamą do szpitala. Do dziś ich nie ma i możliwe, że jeśli bd dobrze to wrócą w czwartek. W niedzielę rano okazało się, że i ja jestem chora. Początkowo myśleliśmy wszyscy, że mam świnkę, bo miałam podpuchniętą szyję, ból gardła, ból głowy i gorączkę. W poniedziałek dołączył katar. Na szczęście już wiemy, że to nie świnka tylko dość ostra angina i dlatego miałam podpuchniętą szyję. Jedno jest pewne - jestem chora :P Za to dowiedziałam się dziś, pisząc z Anią i Olą na FB, że ze sprawdzianu z matmy dostałam 6, a z kartkówki z angielskiego 5 :D No cóż, muszę kończyć, obym wyzdrowiała do nart (3.02).

1 komentarz: