piątek, 7 lutego 2014

O szkolnej przerwie, zgubionej książce i rzutach do celu

Ja i inne dziewczyny z naszej klasy na szkolnych przerwach chodzimy do "Kibel klubu". Przebywamy tam często bez potrzeby. Przewodniczącym jest ... Wujek Cesiek (WC). Chodzą tam też dziewczyny z 4 i 6. Od czasu do czasu nauczycielki nas przyłapią na takim gadaniu i przesiadywaniu w zwykłej toalecie. Kibelek zajmuje niewielki obszar więc nie ma w nim zbyt dużo miejsca. Mimo to, kiedyś siedziały tam wszystkie 4 dziewczyny z 6, wszystkie 12 z 5 i Paulina z 4. Postanowiłyśmy wtedy, że wyjdziemy na 3,2,1  . Amelka odliczała:
- Trzy! Dwa! Jeden!
W tym momencie wszystkie wysypałyśmy się na korytarz. Idąc gęsiego śmiałyśmy się wszystkie, a czwartacy, koło których należy przejść, aby dostać się do naszej klasy. Wszyscy się z nas śmiali i nie było końca wychodzących dziewczyn. Innego razu, nie tak całkiem dawno weszła nas 17 do jednej z dwóch kabin toaletowych w łazience. Jakim cudem się zmieściłyśmy? Tego nie wiem. Chłopaki z 4 ciągle nam gaszą światło i nie lubią gdy ktoś jest w pobliżu ich klasy. Jedna z Natalek wzięła ze sobą długopis z zielonym laserem. Zgasiłyśmy wtedy światło i patrzyliśmy jak światło z długopisu zmienia kształty. Ale mimo, że dużo by jeszcze o "Kibel klubie" to muszę przejść do tematu o zgubionej książki, o którym jest mowa w tytule posta. Otóż w grudniu albo w listopadzie pani dyrektor mówiła na apelu, że kto ma w domu książkę, którą nie oddał powinien oddać ją do biblioteki. W przeciwnym razie będzie musiał zapłacić karę. Nasza pani wychowawczyni pracuje w bibliotece i uczy przyrody. Przyniosła nam tego dnia info o tym, kto nie oddał jakiej książki od dłuższego czasu. Na liście znalazł się Maciek. Mówił on pani, że nie ma tej książki w domu, więc w takim przypadku należało odkupić daną książkę do biblioteki. Odkupił więc "Dynastię Miziołków" i było po kłopocie. Dziś była lekcja wychowawcza. Pani popatrzyła do szafek i mówiła nam, że jak kiedyś był ład i porządek, tak teraz jest bałagan. Popatrzyła do następnej szafki i mówiła, że jest tam składowisko ze wszystkim co kiedykolwiek tam daliśmy. M.in. gazetki i rzeczy na plastykę.
- Nawet i książka jest- powiedziała pani.
Wyciągnęła książkę i odczytała tytuł "Dynastia Miziołków". Wtedy Maciek wtrącił
- I widzi pani, mówiłem, że nie mam jej w domu!
Wszyscy w śmiech. Dziś rano byłam jak już kiedyś pisałam na 8.00 do Tosi. Prawidłowo to mamy na 9.00,więc po sprzątaniu mamy całą lekcję dla siebie. Tym razem wymyśliliśmy rzuty do celu. Chłopaki mieli papierową kulę, a tarczę narysowaliśmy na tablicy. Graliśmy do końca lekcji. Otwarcie olimpiady w Soczi też było dziś, a ceremonia otwarcia była interesująca. Tylko jak poradzi sobie Kowalczyk ?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz