Jutro mieliśmy jechać na narty. Bardzo się cieszyliśmy wszyscy i przykre były dla nas słowa pani dyrektor na apelu.
- Przykro mi, ale jutrzejszy wyjazd został niestety odwołany z powodu choroby pana. Bez opiekuna wycieczka nie może się odbyć. Przykro mi, ale taka jest prawda.
ODWOŁANY! Tyle czekaliśmy na kolejny wyjazd, a tu taki "klops". Czemu on? Czemu teraz? Dlaczego złapało go tusz przed wycieczką tydzień nie mogłam się doczekać. Nawet na FB pisałam z Olą i na koniec napisałam jej taki tekst:
- To pa, do jutra. Tylko szkoda, że nie do jutra na nartach.
Powrót do szkoły po feriach i taki pech. Myślałam o tym cały dzisiejszy dzień. Może nawet było tyle chętnych, ile być musiało? Ta myśl mnie po prostu prześladuje i nie mogę się od niej uwolnić. Nie wpadła bym na to, że nie pojechać możemy z powodu choroby pana. Myślałam, że jak już to z powodu małej liczby chętnych. Powinnam spróbować się wyżyć na poduszce. To zwykle mi pomaga wyładować z siebie złość lub energię, ale nie wiem czy dziś pomoże. Czuję się tak jak rzadko się czuję, czyli ZAWIEDZIONA. Przykrość we mnie uderzyła i nie wiem kiedy odejdzie ;C
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz