sobota, 15 lutego 2014

Znów o "Kibel-klubie"

Około tydzień temu, czyli 7.02 w piątek pisałam o naszych przerwach w "Kibel-klubie". Wczoraj było tam na maxa odjazdowo! Całkiem inna sprawa jest z żółwiem. Pisałam już, że w piątki przychodzę sobie na 8.00, więc dziś było tak samo. Jedną lekcję ( tą co mamy "dla siebie" ) przedyskutowałyśmy z dziewczynami ( z Karoliną, Marleną i Kuku ) o zmianach, na które mamy przychodzić do Tosi.Odkąd wróciliśmy po Nowym Roku jest coraz gorzej. Mało kto przychodzi na zmiany. Właściwie ja w poniedziałki jestem sama. Emilka i Amelka miały ze mną zmiany do tego czasu, ale nie dawno dowiedziałam się, że przepisały się na piątek albo czwartek. Nie było ich jednak na czas. Inne osoby, które były często na dyżurze też się wyłamały i nie chodzą. Julka nie chodzi. Maciek, który zapisał się na każdy dzień zamierza się wypisać. Ola nie chodzi od początku. Amelka i Emilka tak jak wcześniej pisałam, a może nawet też się wypiszą. Jeden Konrad nie chodzi, drugi też już coraz rzadziej. Jedna z Natalek też chodzi już rzadko. Wszystko się sypie. Nie wiem, co mamy robić. Pani nie bardzo mówić, bo mogą ją nam zabrać czy coś w tym stylu. Ale koniec o trudnych sprawach. Teraz o czymś śmiesznym. Otóż na następnej lekcji chłopaki mieli WDŻ i my musiałyśmy czekać na korytarzu. Pierwsze poszłyśmy do "Kibel-klubu" i chwilkę gadałyśmy. Po krótkiej chwili wpadłyśmy na pomysł, że będziemy się chować przed dziewczynami, które przychodzą. Karolina stała na schodach i czatowała czy któraś nie idzie. Ja, Wiki i Marla byłyśmy na straży przy oknach. Zauważyłyśmy, że idzie Ola. Poleciałyśmy do toalety i czekałyśmy. Gdy trwało to trochę długo, Kuku wyszła z oczka. Patrzyłyśmy na nią. Uchyliła delikatnie drzwi, aby zobaczyć czy Ola jest koło klasy i... zobaczyłyśmy Olę przed drzwiami.
- Hej- powiedziała.
- Skąd wiedziałaś gdzie jesteśmy?- pytała Kukułka.
- Weszłam do klasy zostawić plecak, ale nie widziałam was na korytarzu. Zapytałam panią gdzie jesteście, a ona mówiła, że chyba tu siedzicie. Wiedziałam, że tu jesteście, bo pstryczki od światła były w dół, czyli się świeciło.
Po kilku następnych takich trikach zadzwonił dzwonek. Poszliśmy na przedstawienie klas 0-3 z okazji dna babci i dziadka. Potem, ponieważ nie było wf-u wyszliśmy wcześniej ze szkoły.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz