czwartek, 30 października 2014
Kolejny raz u ortodontki
W czwartek 16 października miałam kolejną wizytę u ortodontki. Wyjechaliśmy dość wcześnie, bo było jeszcze kilka spraw do zrobienia. Ok. 9.30 widziałam nawet panią Iwonę (od matematyki)jak wychodzi z domu. Potem dojechaliśmy do Krosna i tu była pierwsza moja "przygoda". Zajechaliśmy na parking niedaleko cmentarza, gdyż mama chciała zapalić znicza na grobie swojej chrzestnej. Krośnieński cmentarz jest ogromny i w sumie byłam tam pierwszy raz (drugi, jeśli by liczyć wtedy jak miałam 2 latka). Początkowo szukaliśmy kwatery 24 , lecz, jak się okazało - wszystko się pozmieniało i zaczęliśmy szukać "na ślepo". W pewnym momencie uznałam, że dobrze będzie się rozdzielić żeby znaleźć szukany nagrobek, ale nie zrobiłam tak jak pomyślałam. Nagle rozwiązał mi się but. Po zawiązaniu sznurówki okazało się, że mama zniknęła. Szukałam jej na prawie całym cmentarzu. W końcu postanowiłam udać się na parking - było to przecież najlepsze rozwiązanie. Byłam już przy bramie, gdy zobaczyłam, że drzewa mają tabliczki z numerami dawnych kwater. Poszłam szybko szukać "24". Nim się obejrzałam zza rogu wychodzi wkurzona mama. Dostałam ochrzan , tak jak myślałam, ale przyznaję - należało mi się. Pojechałyśmy do babci, do Glinika Polskiego, który jest ok. 12 km od Jasła - miasta gdzie jeżdżę do ortodontki. Po niedługim czasie przyjechała ciocia Bożena. Pierwsze mieliśmy wszyscy jechać z nią, ale wujek Mirek miał naprawiać mamie auto i powiedział,że może nas podwieźć. Uzgodniliśmy, że ja pojadę z ciocią, gdy ta będzie jechać do pracy, a mama i Paweł z wujkiem wcześniej, gdy ten pojedzie po części. Rzeczywiście - zrobiliśmy tak jak było ustalone. Ja z ciocią prawie w Jaśle, a tu sobie przypominam, że aparat położyłam na półce w domu babci, gdy musiałam go zdjąć do jedzenia. No super! do ortodonty bez aparatu i to jeszcze wtedy gdy nie ma kolejki! Wujek z Pawłem już wrócili do Glinika. Mama musiała po nich dzwonić i chwała Bogu, że przywieźli aparat na czas, bo akurat na tą wizytę był bardzo potrzebny. Wujek czekał w aucie. Nie wracał już do domu, gdyż i tak miał po nas przyjechać. Do domu wróciliśmy późno, zadanie odpisywałam od Marleny. Zeszło mi chyba do 21. 30 i do tego jeszcze jakieś1,5 h pakowałam się, kąpałam i ścieliłam łóżko. Ciężki dzień... (Super! 2 posty za nami , czyli jeszcze 2) :D
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz