piątek, 17 stycznia 2014
Po chorobie...
Dziś wróciłam do szkoły. Z samego rana pisaliśmy konkurs na najlepszego matematyka w klasie. Ja i Kuku zajęłyśmy I miejsce, II Karolina i III Ania. W zeszłym roku też był konkurs z matmy tylko, że nie klasowy lecz IV-VI . I miejsce- ja :), II Natalka ( o rok starsza od nas) i III Nikola (rówieśniczka Natalki). Tamten konkurs miał 4 części i trwał cały rok. Pisaliśmy taki jakby egzamin z przerobionych działów z książki. Ale wracając do tematu to sporo się dziś działo, jak zawsze przed dłuższymi przerwami w nauce. Szczęśliwym numerkiem był dziś nr 7, czyli ja ;) (szczęśliwy nr to codzienne losowanie numeru przez przewodniczącego szkoły, wylosowany nr zostaje powieszony na tablicy i chroni on od niespodziewanych kartkówek i pytania). Tosi pękło akwarium na dole. Właściwie to nie pękło całe tylko kawałek, ale po co wracać do szczegółów. Zaczęło cieknąć. Szybko skończyliśmy kartkówkę, którą pisaliśmy pod koniec lekcji i zabraliśmy się za spuszczanie wody. Na szczęście woda nie ciekła szybko przez pęknięcie. Po spuszczeniu wody i zebraniu kamieni. Tosię włożyliśmy do plastikowego pudełka i nalaliśmy trochę wody. Marlena jeszcze kiedyś mówiła że weźmie ją na ferie do domu. I co teraz??? Akwarium pęknięte, więc gdzie ma ją trzymać? Maciek uratował sytuację. Miał on na szczęście akwarium w domu i powiedział, że przyniesie je jej zaraz po szkole. Po lekcjach znów zrobił się problem. Marlena i Karolina, która jest rok starsza od nas, nie wiedziały, że nie ma wf-u (ja dowiedziałam się dzięki koleżanką na fb). Karolina wyrolowała Marlenę i poszła sobie sama na nogach. One zwykle jeżdżą z tatą Karoliny lecz on nie wiedział nic o braku wf. Był problem. Ja, Ania i Karolina (z naszej klasy) zostałyśmy jeszcze chwilkę na górze z Marleną. Ostatnia lekcja była zajęciami z wychowawcą. Pani Renata wróciła jeszcze na chwilę do klasy. Wymyśliła ona sposób na przewóz Tosi. Pani Justyna (od angielskiego) już miała wychodzić gdy nasza pani do niej zawołała i zapytała czy wzięła by Marlenę z Tosią. Marla pojechała do domu. Ja, Karli i Ania jak zwykle poszłyśmy na nogach. Ale za to w domu czekała niespodzianka. Na kolację była pizza, a trochę później babcia zaczęła robić galaretę z nóżek. Mniam! Nie mogę się doczekać aż zjem ją na śniadanie z chlebem i polaną octem :D
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz