sobota, 18 stycznia 2014
Kaloryfer
Cały tydzień coś się dzieje- to pękło akwarium, to jakiś wirus, to konkurs z matmy, a tu kiedyś-cieknący kaloryfer. Dziś wujek Mirek przyjechał go naprawić. Potrzebne mu były jakieś klucze (ja nie wiem jakie bo się na tym nie znam :P), a mój brat Paweł- 8-letni ekspert od tego typu rzeczy przyniósł klucze, po które wujek miał pójść. Chodziło właśnie o te i wszyscy śmialiśmy się, że Paweł to by się wujkowi przydał na pomocnika :D. Potem wujek zaczął odkręcać grzejnik, z którego pryskała woda. Teraz jest już ok. Woda też już nie kapie.Wcześniej patrzyliśmy z Pawłem na to całe zdarzenie, a Paweł znalazł 2Gb-ową kartę SD, którą tam kiedyś upuścił.Była cała w pajęczynach i kurzu, ale nadal działa. A wracając do galarety ze wczorajszego posta- była przewyborna! Najlepsze było w niej mięso. A ponieważ lubię pokropić galaretę octem to było to (jak z resztą za każdym razem) polane,jak to babcia mówi-"cysterną octu :). Teraz mały mechanik bierze kąpiel. Ja też muszę iść umyć głowę, gdyż po tygodniu pełnym wrażeń moje włosy są stanowczo zbyt tłuste!
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz